Marszałek grał w pingla z ministrem

D jak dementi. I nie chodzi nam bynajmniej o demencję starczą, a jedynie o zdementowanie nieprawdziwej informacji zamieszczonej w sobotniej „Gazecie Wyborczej”, iż Leszek Zegzda był katechetą Joachima Brudzińskiego.

Zasadniczo oczywiście to nie nasza sprawa prostować głupstwa, które wypisuje „Wyborcza”, ale mamy ogromną ochotę i nie możemy się powstrzymać, żeby nie napisać: Zegzda nigdy nie był katechetą Brudzińskiego! Ale po kolei. Jakiś czas temu w opowieściach kandydata Leszka Zegzdy (Platforma Obywatelska, z wykształcenia świeckiego teologa) pojawił się wątek prowadzenia przez niego zajęć przy sądeckim kościółku kolejowym. A działo się to w czasach, kiedy w najbardziej nawet zuchwałych snach nie mógł przypuszczać, że kiedyś zostanie marszałkiem województwa. Wśród uczestników zajęć i podopiecznych Zegzdy był m.in. Joachim Brudziński (Prawo i Sprawiedliwość), który pewnie też nie podejrzewał, że kiedyś zostanie ministrem spraw wewnętrznych. Każdemu dziennikarzowi oczy by się zaświeciły do takiego tematu jak psu do kiełbasy. No więc nam się też zaświeciły. I jak się szybko zaświeciły, tak szybko zgasły. Zegzda powiedział jasno: to nie były lekcje religii, tylko jakieś dodatkowe zajęcia pozalekcyjne w parafialnych salkach. Tym sposobem nasz gotowy już tytuł: „Marszałek z PO uczył religii ministra z PiS” powędrował do kosza. Zegzda uznał, że byłaby to manipulacja, bo nigdy nie uczył Brudzińskiego religii, a pisanie, że „Marszałek z PO grał w ping-ponga z ministrem z PiS” nie brzmi już tak dobrze, prawda? Czego zatem nie zmanipulował DTS, zmanipulowała trochę później „Wyborcza”. Tym samym być może właśnie czytacie pierwsze na świecie sprostowanie do tekstu, który nigdy nie został napisany. Mama mia!

Czytaj "Brukowiec sądecki" - specjalny dodatek DTS - kliknij i pobierz bezpłatnie:

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie