„Czarny piątek”, czyli wyborcza wyprzedaż

Gdyby kampania potrwała jeszcze tydzień dłużej, siódemka kandydatów na prezydenta Nowego Sącza zdążyłaby obiecać wszystko, co potrzebne, aby z miasta uczynić raj na ziemi. I wówczas pani kandydatka, której polityczne koneksje sięgają po ulicę Nowogrodzką w Warszawie, powinna czym prędzej postarać się, aby jej partia prędko nocą przegłosowała w Sejmie nowe prawo ustanawiające poręczenie majątkowe polityków, które zabezpieczy spełnienie ich wyborczych obietnic. Jakiż to mógłby być  wspaniały zastrzyk dla budżetów polskich miast!

Wiceprezydent Nowego Sącza Jerzy Gwiżdż, obiecuje, że jeśli wyborcy z zastępcy awansują go na prezydenta, to obniży ceny wody, energii cieplnej i biletów na miejskie autobusy - o 25 proc., stawki za odbiór śmieci zetnie  o połowę, podatki od nieruchomości dla przedsiębiorców  – o 20 proc. I absolutnie, w żadnym wypadku ewentualne spełnienie tej obietnicy nie miałoby nic a nic wspólnego ze sprytną praktyką amerykańskich i coraz powszechniej polskich wyprzedaży reklamowanych pod nazwą „czarny piątek”, a polegającą na tym, że przed piątkiem ceny się podnosi, aby ich późniejsza obniżka wyglądała zachęcająco i spektakularnie. Pan Jerzy złożył też zupełnie wyjątkową obietnicę: zapewnił, że nie będzie kandydował w wyborach za pięć lat. Kuszące, kuszące…

Prezydent w tekście

***

Iwona Mularczyk pozostała przez minione dni do bólu konsekwentna. Zaprosiła do Nowego Sącza kogo się dało. Wiceministra Marka Łapińskiego z Ministerstwa Obrony Narodowej, który stojąc ramię w ramię z nią obiecał, że do miasta wkroczy niebawem batalion terytorialsów. Szefa wszystkich szefów do spraw walki ze smogiem - Piotra Woźnego, w którego towarzystwie obiecała czystsze powietrze . Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Marka Gróbarczyka, który u jej boku zapowiedział plan rewitalizacji Kamienicy. Ściągnęła też Mikołaja Wilda Pełnomocnika Rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego, który obiecał, że z Nowego Sącza do Warszawy dojedziemy w ok. 2,5 godz. A na deser wspólnie z Jarosławem Kaczyńskim na sądeckiej konwencji PiS zapewniała, że zmiana powinna zejść ze szczebla rządowego na samorządowy. Sądeczanie nie są zgodni co do tego, czy ta konkretna zmiana jest dobra czy nie, niektórzy sobie pod nosem rymują: „nie przenoście nam stolicy w widły Dunajca i Kamienicy” a inni jeszcze licytują się, kto następny przyjedzie do żony posła Mularczyka i prorokują, że na problemy Nowego Sącza ministrowie nic nie poradzą i trzeba sprowadzić siłę wyższą niż ludzka.

Jest niemal pewne, że właśnie po to pojechał do Watykanu prezydent Ryszard Nowak. Internet obiegły jego zdjęcia z Bazyliki św. Piotra, gdzie ponoć dziękował za 12 lat swoich rządów i polecał Nowy Sącz świętej opiece. Ustępujący gospodarz miasta nic w tej kampanii nie obiecuje, bo rządzić już nie chce, ale jest możliwe, że to on właśnie więcej załatwi i tą jedną wycieczką i jedną modlitwą niż wszyscy ministrowie razem wzięci. A ja myślę, że modlitwa potrzebna zawsze, ale siłom wyższym można po ludzku pomóc. Im więcej tych ministrów przyjedzie i przeżyje koszmar podróży do Nowego Sącza tym lepiej. Może nie wytrzymają i w końcu tę drogę do Brzeska zbudują. Kibicuję.

***

Leszek Zegzda stawia na realizm, czyli obiecuje to co już się powoli szykuje:  trzeci most na Dunajcu, budowę strefy gospodarczej z wykorzystaniem budowy trzeciego mostu w Tłokach, a z nowości - stworzenie Stałej Rady Biznesu przy prezydencie miasta, wsłuchiwanie się w głos bezpośrednio zainteresowanych i wspólne inicjatywy. Przysięga też, że nie odpuści walki o budowę Sądeczanki. Próżno szukać w jego wypowiedziach złośliwości. Nie atakuje przeciwników, nawet od czasu od czasu ich pochwali, nie obraża się, kiedy próbują go zaczepiać, wróg czy przyjaciel - uparcie przekonuje, że warto się bratać. Miłe to. Kibicuję.

***

Pani Małgosia Belska tchnęła w polityczne rozgrywki taką świeżością, że aż robi się żal na myśl o końcu kampanii. W konwencji pomiędzy „elegancko” i „na luzie”, dziarsko i pewnie najpierw przemaszerowała przez miasto częstując ludzi ciastkami, a później wsiadła na siodełko rowerowej rikszy i zaprosiła ludzi na przejażdżkę. Serio! Woziła ich rikszą. Pokazała, że prezydentura to służba, nie drużba. Chyba zauroczyła przynajmniej niektórych, bo jak się dowiedzieliśmy - ze swoich wojaży przywiozła piękny prezent: anioła dobrych wiadomości. „Nie jesteśmy z układu, nie jesteśmy z urzędu, nie jesteśmy z szyldem partyjnym. Jesteśmy po prostu mieszkańcami .Nie musimy być politykami ani długoletnimi pracownikami urzędu miasta lub wieloletnimi radnymi, aby wiedzieć czego potrzebuje Nowy Sącz, co należy zrobić, aby mieszkańcom żyło się tu dobrze, a turyści chcieli do Nowego Sącza wracać” – kusi kandydatka Belska. Ładnie kusi.

***

Krzysztof Głuc ogłosił program „Sądecka stówa”. Dla niewtajemniczonych – chodzi o sto złotych dla każdego ucznia co miesiąc. Taka motywacja do zgłębiania wiedzy. Poza tym obiecał jeszcze jeden nowy most, otwarte kąpielisko nad Kamienicą i nowoczesny kompleks sportowy w Zawadzie. Są wśród kandydatów ludzie, którzy w osobistym dress code chyba mają wpisaną marsową minę, a Pan Krzysztof wręcz przeciwnie. Zawsze pogodny, uśmiechnięty, zawsze spokojny, nigdy nie unosi się gniewem, nie prowokuje do kłótni. Klasa. Nawet nie obraził się na prezesa Kaczyńskiego, który zagrzmiał na wyborczym spotkaniu, że niejaki Głuc nie ma prawa reprezentować prawa i sprawiedliwości. Głuc nawet nie skomentował . A my w przeciwieństwie do prezesa uważamy, że szczególnie prawo(ść) powinien reprezentować każdy. Od sprawiedliwości są sądy, o ile jeszcze są, bo niektórzy mówią, że może nadejść taki poranek, gdy okaże się, że nocą sądy zlikwidowano.

***

Ludomir Handzel dołożył do poprzednich obietnic nową: że zadba o dynamiczny rozwój sądeckiego sportu. Pokazał, że umie grać w szachy (grywa z tatą), że dba o skodę starszą od niego samego, a w niedzielę zaprosił sądeczan na rodzinny festyn biesiadny, na którym nie brakowało atrakcji, akrobacji i na którym... dziewczyny nosiły go na rękach. Bez ściemy! To był taki symboliczny pokaz umiejętności utrzymania równowagi. Jeśli nie wierzycie, zajrzyjcie na jego facebookową tablicę. Trzyma fason.

***

Rafał Skąpski też konsekwentny. Jego kampania od początku do końca skromna, bez fanfar, z szacunkiem dla wszystkich i ze stałym punktem programu: spotkania z ludźmi na Jagiellońskiej i z kilkoma gośćmi przywodzącymi wspomnienia z przełomu wieków, których zaprosił do Nowego Sącza. Marek Belka pobłądził po drodze, ale dzielnie się odnalazł. Krzysztof Janik dotarł bez problemów. Kogo pan Rafał zjednał dla swoich idei? Na pewno udało mu się to uczynić w przypadku pani, którą wielu sądeczan uważa za bardzo twardą sztukę i której ciężko się przypodobać. „Za piękną duszę, szacunek, uczciwość, poszanowanie godności, stoicki spokój i wielką osobowość - dziękuję. Dla mnie jest Pan prezydentem....ba, Ambasadorem humanizmu. Cokolwiek się wydarzy, to duża nobilitacja współpracować z Panem i doświadczać niedoświadczonego” – napisała o nim Barbara Żytkowicz.

***

Taka ta kampania. Kolorowa, ciekawa, inna niż poprzednie.  Dużo jej w internecie, w mediach społecznościowych, w nagraniach strzelanych „z ręki”, w spotkaniach oko w oko na deptaku. Mniej chyba w rozmowach przed telewizorami i nad gazetami. Więcej w tej kampanii uśmiechu i kuszenia, mniej boksowania się słowami. Więcej w niej miejsca na samodzielne myślenie wyborcy i ocenę która pokusa krzyżyka warta. Taka jest moja subiektywna opinia. Wszystkim po trochę kibicuję i wszystkim życzę takiego wyboru, którego nie będziecie później żałowali. Stawiajcie krzyżyki z głową i tak, żeby sądecka rzeczywistość nie stanęła po wyborach na głowie.

Czytaj "Dobry Tygodnik Sądecki" - kliknij i pobierz bezpłatnie najnowszy numer:

 

 

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie