W polskich kinach - również w sądeckim Sokole i Heliosie - można już obejrzeć głośny film Patryka Vegi, którego bohaterowie mają swoje pierwowzory wśród polskich polityków. Czy na dużym ekranie zobaczymy prawdę pozbawioną bawełnianej otuliny?

No przecież nie, bo „Polityka” to nie dokument,  tylko film fabularny inspirowany publicznymi gafami i ploteczkami wyciekającymi z dziurawych salonów, doprawiony obficie karykaturą, choć trzeba pamiętać, że karykaturzysta jest również bystrym socjologiem. Niektórzy prorokują (albo jak kto woli – prowokują), że film może zmienić wynik wyborów. Niby jak? Ludzi tworzących twardy elektorat poszczególnych ugrupowań ani Vega, ani nawet sam Tarantino nie miałby szans przekonać do zmiany frontu. Nie uwierzą, muszą się przekonać na własnej skórze. A poza tym reżyser nie oszczędza żadnej ze stron naparzanki. Kpi ze wszystkich.

Prezydent w tekście

Czy zatem warto „Politykę” zobaczyć? Ależ tak! Niezależnie od tego, czy jest się wyborcą, czy kandydatem w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Dlaczego warto? Bo oto mamy okazję choć na chwilę spróbować spuścić powietrze z napompowanych do granic możliwości balonów. Spojrzeć na rozgrywający się na naszych oczach spektakl wymiany politycznych ciosów poniżej pasa z perspektywy loży szyderców. Pośmiać się również z siebie i dopuścić do głowy trzeźwiącą myśl, że w każdej karykaturze jest jednak dawka prawdy. Ta myśl może być paradoksalnie dobroczynna, bo powinna ostudzić niejeden polityczny spór prowadzony przy rodzinnym stole.

Władza deprawuje - to przecież wszyscy wiemy, nawet bez uświadamiania Pana Vegi.

Ale na koniec filmu przez wiele głów może przewiercić się pytanie, które i mnie nurtuje: czy oni oszaleli, czy to ja wariuję?*

W trailer „Polityki” opublikowany na YouTube i  w Facebooku w ciągu 4 dni kliknęło ponad 7 milionów Polaków.

*parafraza myśli Alberta Einsteina.

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie