W internecie krąży taki filmik. W poczekalni siedzą ludzie, nie znają się, nie rozmawiają ze sobą, są zapatrzeni w swoje telefony. Nie wiedzą, że to część eksperymentu, do którego zostali wciągnięci. Chwilę później wszyscy zostają zaproszeni na salę. Prowadząca wywołuje nazwiska. Wezwane osoby stają naprzeciw siebie. I oto młody mężczyzna dowiaduje się, że nieznajomy stojący obok, kiedyś mieszkał w domu, którego on jest teraz właścicielem. 27-latka poznaje położną, która była przy jej narodzinach. Inna kobieta pierwszy raz spotyka człowieka, który uratował życie jej męża. Kolejna widzi strażaka, który niegdyś ocalił jej dobytek. Ci ludzie mają sobie teraz tyle do powiedzenia. Łączą ich wspólne doświadczenia, miejsca, losy. Dowiedzieliby się o tym siedząc obok siebie bez słowa?

Pamiętacie np. podróże pociągiem sprzed lat? Do przedziału dosiadali się kolejni pasażerowie. Toczyły się rozmowy, snuły opowieści. Z tych wysłuchanych wtedy historii pewnie niejedną powieść można by napisać. A teraz? Pasażerowie zapatrzeni w swoje telefony, ze słuchawkami w uszach, mijają się bez słowa. Kim jest siedzący obok człowiek? Jaki życiowy bagaż ze sobą niesie? Czy nie łączy nas wspólny los? Nie wiadomo.

Marek Kamiński w swojej książce "Wyprawa” dzieli się ciekawą refleksją. Pewnie każdy pamięta z dzieciństwa baśnie, w których trzej bracia rywalizują ze sobą o dziedzictwo po umierającym ojcu. Muszą wyruszyć w świat i wykonać jakieś zadanie. A to przywieźć najpiękniejszy kobierzec, a to pochwalić się najwspanialszą żoną. Dwaj starsi ruszają skoncentrowani na osiągnięciu celu, ignorując napotkanych po drodze ludzi. Najmłodszy, ten „głupi”, działa inaczej. Zatrzymuje się, rozmawia, pomaga. W finale to on zdobywa nagrodę.

Cel czasem przysłania nam świat i ludzi obok. A przecież to nie meta się liczy, ale droga i ludzie, których na niej spotkamy. O ile zechcemy ich poznać.

 

 

Jan Duda

Wypowiedz się w tej sprawie