Fenomen paszyński, czyli kto rzeźbi czy maluje, modli się trzy razy

W Muzeum Sztuki Ludowej im. księdza Edwarda Nitki w Paszynie zgromadzono już ponad trzy tysiące prac sakralnych, wykonanych przez mieszkańców wioski. To jest ich sposób na chwalenie Pana Boga. Ten niezwykły rozkwit sztuki ludowej w jednym miejscu nazywany jest fenomenem paszyńskim. W tym roku przypada 25-lecie istnienia muzeum i setna rocznica urodzin jego założyciela księdza Edwarda Nitki.

Głuchoniemy Wojtek strugał figurki

Historia powstania muzeum zaczęła się od głuchoniemego Wojciecha Oleksego, który jako pierwszy w wiosce zaczął rzeźbić postacie biblijne. Był bratem ówczesnego kościelnego. Na co dzień pasał krowy, czasem pomagał w kościele. Bywając na plebani, zachwycał się obrazami i rzeźbami. Ksiądz Edward Nitka, ówczesny proboszcz, widząc jego zainteresowanie, zachęcił go do tworzenia. Początkowo się temu opierał, ale później przyniósł swoje pierwsze prace. Został pochwalony przez księdza. Dowartościowany strugał kolejne figury.

GoldenEgo

            - Paszynianie początkowo nie akceptowali jego twórczości. Nazywali te prace po prostu „paproki”. Gospodyni księdza, Maria Jasińska, masę tych pierwszych rzeźb Wojtka spaliła - mówi ksiądz Krzysztof Węgrzyn z parafii pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Paszynie. - A co ciekawe, sama później została jedną z wiodących malarek na szkle.

Inni też potrafili

Przełomem był rok 1971 roku, kiedy powstał film dokumentalny o Wojciechu Oleksym. To był szok dla mieszkańców wioski. W tamtych czasach mieli wiele kompleksów. Byli zatem bardzo zaskoczeni, że Paszyn tak nagle stał się sławny i to za sprawą głuchoniemego, którego traktowano z lekceważeniem. To był impuls do niespotykanego wręcz na skalę światową rozkwitu twórczości ludowej. W 1978 roku w Paszynie było 56 osób rzeźbiących i 30 osób malujących na szkle. Nazwano to fenomenem paszyńskim. Nigdzie indziej tylu mieszkańców jednej wioski nie zajmowało się sztuką. Ich świątki były praktycznie wszędzie na plebani, stąd zrodziła się idea powstania muzeum. Finalnie nastąpiło to w 1994 roku.

- Sztuka ludowa odwoływała się głównie do Pisma Świętego i „Żywotów Świętych”. Księdzu Nitce zależało nie tylko na pobudzeniu talentów, ale poprzez sztukę doprowadzeniu ich do Boga -wyjaśnia ksiądz Krzysztof Węgrzyn. - Paszyńscy twórcy ludowi głębiej przeżywali swoją religijność. Poprzez twórczość możemy odkryć Boga. To wyraz naszej modlitwy. Ksiądz Nitka mawiał, że ten, kto śpiewa, dwa razy się modli, a ten, kto rzeźbi czy maluje, modli się trzy razy.

Dzieła paszynian zaczęły wygrywać prestiżowe konkursy i zyskały rozgłos w Polsce i zagranicą. O fenomenie paszyńskim powstawały prace naukowe oraz materiały filmowe realizowane m.in. przez telewizje z Japonii, Norwegii, USA. Pracami zaczęli interesować prywatni kolekcjonerzy między innymi Andrzej Wajda, Jerzy Nowosielski czy Bolesław Nawrocki. Ten ostatni zorganizował specjalną wystawę prac Wojciecha Oleksego w Genewie. Paszyn odwiedził też kustosz Muzeum Etnograficznego w Warszawie doktor Józef Grabowski. Dzięki jego staraniom Wojciech Oleksy otrzymał stałe stypendium od Ministerstwa Kultury i Sztuki.

Helena Szczecina maluje na szkle

Obecnie fenomen paszyński nie jest tak żywy jak w przeszłości. Sztuka ludowa powoli zamiera. Dziś w wiosce zajmuje się nią kilkanaście osób. Twórcy ludowi tak jak ich poprzednicy pracują spontaniczne i intuicyjne. Nie potrzebują szkół artystycznych, aby wyrazić to, co widzą i czują. Należy do nich 83-letnia Helena Szczecina. Twórczyni ludowa przyznaje, że trudno zliczyć ile już stworzyła obrazków. Co najmniej 150 zdążyła rozdać.

            - Kiedy zaczęłam chorować, między innymi na podłożu nerwowym, bywałam w szpitalach, dzieci kupiły mi farby oraz szkło i mówią do mnie: maluj mamo, wyjdzie ci to na zdrowie. I tak rzeczywiście się stało. Tak mnie to wciągnęło, że teraz trudno się od tego oderwać – opowiada. -Kocham malować szczególnie wizerunki Matki Bożej, moją ulubioną jest Matka Boża Gietrzwałdzka, tak ładnie przytula swoje dzieciątko do swojego łona. Byłam wiele razy w Gietrzwałdzie. Bardzo mi się tam podobało. Miejsce słynie z wielu cudów.

To są nasze korzenie

Helena Szczecina nauczyła się malować na szkle od kuzynki, który była gosposią na plebani. Właśnie w tym miejscu, dzięki inicjatywie księdza Nitki, w 1974 roku zorganizowano pierwsze tego typu warsztaty. Były ukłonem w stronę kobiet, bo rzeźbą zajmowali się głównie mężczyźni.

- Dziękuje Bogu za talent, bez tego nie byłabym w stanie nic zrobić od siebie - mówi z przejęciem pani Helena.

            Pasję tworzenia przejęły jej dzieci. Syn, Wojciech Szczecina, między innymi wykonał rzeźbę Jezusa Chrystusa wiszącego na krzyżu i Anioła, który jest na kaplicy cmentarnej w Paszynie. Był też jednym z trzech autorów Drogi Krzyżowej w Czernej u karmelitów bosych. Pod okiem już nieżyjącego artysty plastyka Alfreda Kotkowskiego powstało tam 30 figur dwumetrowych.

            - Zawsze chciałem robić coś ciekawego w życiu. Co może zostać po mnie? Pieniądze i sława nie są istotne. Ważne jest, aby robić to co wzbogaca nasze myśli, nasze życie, nasze wnętrze -podkreśla Wojciech Szczecina.

Podziela to również Irena Oleksy. Córka pani Heleny intensywnie zaczęła malować na swojej emeryturze. Tak jak jej mama również wizerunki Matki Bożej. Teraz próbuje zarazić tym swoje wnuczki. I skutecznie. Prace członków rodziny są oryginalne i niepowtarzalne.

- Trzeba temu poświęcić dużo czasu i serca, ale moim zdaniem warto – twierdzi. - To są nasze tradycje, nasze korzenie. Trzeba je pielęgnować i przekazywać kolejnym pokoleniom.

Robimy to dla Stwórcy

W paszyńskim muzeum zgromadzono obecnie ponad trzy tysiące prac sakralnych. Najczęściej są to wizerunki Chrystusa: Frasobliwego, Ukrzyżowanego, dźwigającego krzyż czy upadającego pod krzyżem. Są również różne ujęcia Matki Bożej, postacie świętych i błogosławionych, także sceny biblijne.

- Aby poczuć prawdziwy Paszyn, trzeba się tu zatrzymać i spotkać z tymi rzeźbami i obrazami. Największe wrażenie robi na mnie jedna ściana w muzeum, żartobliwie nazwaliśmy ją ścianą płaczu. Są tam ustawione obok siebie rzeźby Chrystusa Frasobliwego. Przypominają mi się lata dzieciństwa, kiedy to Chrystusa Frasobliwego można było często spotkać w kapliczkach przydrożnych. To we mnie cały czas odżywa - wspomina ksiądz Krzysztof Węgrzyn.

Fenomen paszyński jest porównywany do talentu Nikifora, słynnego prymitywisty z Krynicy-Zdroju. To, co łączy go z paszynianami, to nie tylko samouctwo, ale też między innymi niepełnosprawność. Pierwsi miejscowi rzeźbiarze byli głuchoniemi, upośledzeni ruchowo czy schizofreniczni, dopiero później do tego grona trafiły osoby w pełni sprawne.

            - Niepełnosprawni twórcy udowodnili, że mają swoje przemożne miejsce w normalnym społeczeństwie. Godność mają taką samą, jak każdy z nas - uważa ksiądz Krzysztof Węgrzyn.

Obecnie do polskiej sztuki wkroczyła komercja, konsumpcjonizm i tworzy się na zamówienie. Zjawisko nie ominęło też Paszyna.  Są jednak twórcy, dla których pierwiastek duchowy jest nadal na pierwszym planie.

            - Jesteśmy ludźmi bardzo wierzącymi. Wiara daje nadzieję i pewność, że jest życie wieczne. Dlatego robimy to dla Stwórcy, która tam na nas czeka - podsumowuje Irena Oleksy.

Czytaj Dobry Tygodnik Sądecki" - kliknij i pobierz bezpłatnie:

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie