W tak zwanej nowożytnej historii klubu Sandecja zapisało się już tak wiele kontrowersyjnych wątków, że ich limit wydawał się już raczej osiągnięty. No właśnie tylko teoretycznie, bo jak pokazało życie, banda troglodytów wpadła na genialny pomysł. Postanowili w kilkunastoosobowej grupie zaatakować wiceprezesa klubu, a teraz zapewne pękają z dumy w imię popularyzowanych przez siebie mitycznych zasad, jakimi się przecież kierują w życiu. Co więcej, to już chwilę po ujawnieniu tego zajścia, media społecznościowe ujawniły całe tabuny ich popleczników, piejących niemal z zachwytu w tej karykaturalnej walce o niekoniecznie sprecyzowaną sprawiedliwość.
Nie można tutaj zapomnieć o tym, że eskalacja problemu, to składowa wielu czynników. Długo w pamięci szukać nie trzeba, aby zidentyfikować kilka aspirujących do rozgłosu za wszelką cenę osób, które jako samozwańcze kompasy moralne, w czeluściach mediów społecznościowych rozsiewały propagandę. Jaką? Otóż mówiąc najprościej, podkręcając spiralę nienawiści wobec konkretnych osób w klubie. Nawołując do zdecydowanego działania, albo wręcz zapowiadając rebelię. Oczywiście dzisiaj trudno znaleźć komentarz od tych krzewicieli jedynej słusznej narracji. Zapewne w swoim zacietrzewieniu na wygłaszanie płomiennych laudacji albo tworzeniu dziejowych elaboratów, które miały na celu wyrwanie klubu z rąk oprawców, grają na tak zwane przeczekanie. Nie będzie wielkim odkryciem, jeśli genezę takich działań sprowadzi się do aspektów politycznych, czy też podtekstów osobistych lub biznesowych. Może za dzień, a może dwa ktoś ze wspomnianych pogrozi wirtualnym palcem.
Dla kronikarskiego porządku należy zebrać pewne fakty. Co się wydarzyło? Podczas meczu kontrolnego na obiektach w Zawadzie, grupa kilkunastu bandytów znudziła się oglądaniem sparingu, więc postanowili przystąpić do ataku na władze klubu. Weszli do budynku i zaczęli przeszukiwać kolejne pomieszczenia, aż wreszcie wdarli się do pokoju, gdzie pracował Miłosz Jańczyk, będąc w towarzystwie jednego z zawodników. Kibole od razy przystąpili do ataku na działacza klubu, a wspomnianego piłkarza zastraszyli. Wiceprezes dostał po głowie, natomiast w jednym z agresorów obudził się wewnętrzny Posejdon. Ten sądecki zamiast trójzęba złapał za widelec i bez zastanowienia wbił go w dłoń bezbronnego niemal byłego kolegi. No tak, nie jest to stwierdzenie na wyrost, bo przecież ofiarą jest osoba tworząca i przez wiele lat wspierająca ruch kibicowski w Nowym Sączu. Każdy z zainteresowanych przecież wie, co było kiedyś.
Jak już można wywnioskować, to strategia tej niemal militarnej operacji z udziałem sztućców nie była raczej planem genialnym. Dlaczego? Choćby nawet dlatego, że mniej więcej połowa z uczestniczących w akcji dżentelmenów zapomniała zasłonić swoją twarz. Nowy obiekt MOSiR na Zawadzie jest wyposażony w całkiem dobry monitoring, więc doskonale udało się rozpoznać na nagraniach wspomnianych bojowników o wolność klubu. Identyfikacja wydaje się więc tylko formalnością, bowiem całe zajście można oglądać sobie w niezłej rozdzielczości. Problemem szybko zajęła się policja, prowadzonych jest szereg czynności i tylko czekać na efekty.
– Na teren MOSiR przy ulicy Siedleckiego, podczas meczu sparingowego wtargnęła grupa osób zakłócając spokój publiczny. Podczas zdarzenia poszkodowany został wiceprezes klubu Sandecja. W Komendzie Miejskiej Policji w Nowym Sączu wykonane zostały czynności zmierzające do ustalenia przebiegu tego zdarzenia. Policja wyjaśnia wszelkie okoliczności mające związek z tym incydentem. Z uwagi na trwające działania, to wszystko co możemy na ten moment przekazać – wyjaśnił nam Rafał Knapik z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Oprócz funkcjonariuszy do reakcji na te bulwersujące zdarzenia przyłącza się coraz więcej osób. Ogłosił to również Polski Związek Piłki Nożnej.
– Wiceprezes MKS Sandecja Nowy Sącz został pobity przez grupę bandytów, która wtargnęła dziś do siedziby klubu przy okazji rozgrywanego meczu kontrolnego. Takie patologiczne wydarzenia budzą zdecydowany sprzeciw całej piłkarskiej rodziny w naszym kraju. Rozmawiałem z prezesem Tomaszem Bałdysem, który poinformował mnie, że wiceprezes przebywa pod opieką lekarzy. Zapewniłem, że Miłosz Jańczyk może liczyć na pomoc ze strony PZPN. Liczę, że sprawcy tego przestępstwa zostaną szybko zidentyfikowani i należycie ukarani – napisał w mediach społecznościowych Cezary Kulesza, prezes piłkarskiej federacji.
Istnieje teoria, że przyroda źle znosi próżnię. Przekładając to zatem na gatunek homo sapiens, czyli tzw. człowieka rozumnego (w tym konkretnym przypadku pojawia się szereg wątpliwości), ludzie nie umieją się nudzić. W związku z tym raz na jakiś czas, wynajdują sobie nowe rozrywki. To konkretne środowisko na przykład postanowiło we wrześniu dokonać spontanicznej modyfikacji stadionu w Tarnobrzegu. Burda, jaka się tam dokonała była tygodniami maglowana we wszelkiej maści mediach, a koszty całej imprezy liczone były w setkach tysięcy złotych.
Wówczas klub pisał oświadczenia, samorządowcy bili na alarm, natomiast główni zainteresowani mieli problem w głębokim poważaniu. Wówczas chodziło tylko o straty materialne. Teraz doszło do naruszenia konstytucyjnej wartości, jaką jest nietykalność cielesna człowieka. Sytuacja bez wątpienia bulwersująca. Zaglądając jednak do Internetu można napotkać wiele komentarzy, które wręcz tę zadymę pochwalają, a niektórzy nawet pieją z zachwytu. No cóż, pewne wnioski nasuwają się same i głównym jest ten, że chyba nie wszyscy ludzie z dostępem do mediów społecznościowych zasiadają w tym miejscu drabinki ewolucyjnej, w którym obecnie powinni.
Dla uczestników tego happeningu jest poniższa galeria zdjęć. Byliście dzisiaj na obiektach MOSiR na Zawadzie, aby zaatakować wiceprezesa? Szukajcie się na poniższych zdjęciach…
Czytaj także: Skandal na sparingu Sandecji. Bandyci napadli wiceprezesa klubu

















































































































































































































