To było niewiele ponad cztery lata temu. Do redakcji DTS zapukała młoda kobieta i oznajmiła, że właśnie wygrała w naszym konkursie bilety do kina. Na ręku niosła 1,5 roczną Hanię, za drugą trzymała  7-letnią Natalię, a sporych rozmiarów brzuch zapowiadał, że niebawem ze światem przywita się Tomek.

Gdybyśmy wtedy zrobili tej czwórce zdjęcie, moglibyśmy je zatytułować: „Matka-Polka w drodze na zakupy”. Dzisiaj w babskich magazynach Beata powinna prowadzić rubrykę poradnikową o tym, że nic tak dobrze nie kształtuje charakteru kobiety, jak wychowanie trójki dzieci. Mogłaby tam napisać, że intensywne zajmowanie się maluchami to skuteczna forma treningu.

BOCHENSKI

*

Beata Małek zawsze lubiła ciężkie treningi. Nie miała w zwyczaju się oszczędzać, ani narzekać, że trzeba się ostro spocić. Czuła, że taka harówa ma sens, bo medale mistrzostw Polski, Europy i świata zwoziła do Nowego Sącza workami. 15 lat temu młodziutka bokserka była tutaj prawdziwą gwiazdą. Ale kiedy przyszła do redakcji po bilety, żartowała, że jedyny medal jaki został jej jeszcze do zdobycia, to odznaczenie za wychowanie trójki dzieci. Tylko wariatowi mogłoby przyjść do głowy, że niedługo po tym jak Tomek nauczy się chodzić, 34-latka zdobędzie swój najważniejszy medal i mistrzostwo świata.

*

Kiedy przyszła na pierwszy trening do Radosława Pietrzkiewicza - guru sądeckich bokserów - pomyślał to co zawsze w takich sytuacjach: „dziewczyny powinny zajmować się garami, nie boksem”. Trochę się pomylił. Garami u Beaty zajmuje się zmywarka wpasowana w perfekcyjnie skomponowaną i funkcjonalną kuchnię. Z kuchnią połączony jest salon. Za chwilę wyjaśni się, dlaczego salon może być taki ważny w codziennym życiu bokserów. Prosto z salonu Leśników wychodzi się na trawnik, a dalej tylko krok na prywatny plac zabaw. Kiedy popatrzeć w prawo krajobraz zapiera dech. Ale z innego okna salonu, całkiem blisko widać ruiny domu. Jednego z wielu, jakie zabrało osuwisko w Kłodnem blisko 10 lat temu. Jarek, mąż Beaty, mówi, że nie ma się czym przejmować, bo dom mają ubezpieczony, a osuwisko dawno się ustabilizowało.

*

Kiedy urodziła się Hania, stało się jasne, że kolejnych walk już nie będzie. Ani boksu, ani kickboxingu. Nic strasznego, taka kolej rzeczy, życie. Po prostu przyszedł czas wychowywania dzieci i budowania domu w Kłodnem. W końcu ile można siedzieć na paru metrach w bloku na Wojska Polskiego? W ciepły dzień szczytem luksusu było wyjście do piaskownicy. Teraz dzień dziecka trwa cały rok, a do dyspozycji jest najbardziej widokowy plac zabaw, jaki można sobie wymyślić. Gdyby 10 lat temu ktoś powiedział Beacie, że będzie miała trójkę dzieci, to kazałaby mu się w głowę puknąć. A teraz? Jest super! Trudno sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej.

*

No więc boksowania miało już więcej nie być. Aż jakoś na początku 2017 r. trener kadry narodowej kickboxingu Radosław Laskowski podczas przypadkowego spotkania zaproponował, żeby pojechała na Mistrzostwa Świata do Budapesztu. Myślała, że selekcjoner sobie jaja robi. Od pięciu lat nie ubierała rękawic. Były tylko pieluchy, kaszki i  kolki. Zanim zaczęła się znowu bić z rywalkami, którejś nocy biła się z własnymi myślami. Spróbować znowu? Rano wysłała SMA-   a do Radka Pietrzkiewicza: „Trenerze pomożesz mi się przygotować?” Pietrzkiewicz dałby się pokroić za boks. Trzy razy w tygodniu wsiadał w auto i krętymi drogami Kłodnego przebijał się prostować ścieżki nowej kariery Beaty Małek-Leśnik.

*

Tak rozpoczął się projekt „Beti reaktywacja”. Łatwo nie było, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. W salonie odsunęli stół i już była salka sportowa, w której można było trenować. Beata uderzała w tarcze trzymane przez Radka, a raczkujący Tomek łapał mamę za nogę. Górka za domem okazała się idealna do terenowego cross fitu. Bieganie po polach i miedzach jeszcze tak bardzo nie dziwiło miejscowych, jak ciskanie dużych kamieni dla poprawy siły ciosu. To miejsce zresztą ma coś w sobie, bo w weekendy mieszczuchy spragnione ruchu i kontaktu z naturą, masowo zostawiają tu swoje samochody i ruszają w teren.

*

W Budapeszcie na mistrzostwach w kickboxingu było tak. Trener przypominał, że papiery same nie boksują. Znaczy to tyle, że nawet CV najcięższe od  medali nie wygra walki za Beatę. No może trochę pomagała lekka dezorientacja z nazwiskiem. Minęło już kilka lat, kiedy Beata zdobywała medale najważniejszych imprez, ale zapamiętano ją jako Małek. Zanim zorientowali się, że Beata Leśnik to tamta Beti, już miała lekką przewagę. Jarek wziął urlop, żeby na czas mistrzostw świata zająć się dziećmi, a Beata pojechała się bić w najcięższej dla kobiet kategorii +70. Wspomnienia? Najtrudniejsza była duga walka z dziewczyną z RPA. Była pewnie 15 cm wyższa i 20 kg cięższa od Beaty. Potem już poszło… Pięć lat wolnego od treningów okazało się dobrym czasem regeneracji.

*

W grudniu w Turcji nasza kickbokserka ma bronić mistrzowskiego pasa. Beata trenuje, a Jarek rozmyśla nad małymi szklarniami na pomidory. Chciałby je postawić za domem. W tym miejscu, gdzie dzisiaj jest kompostownik. Całą zimę przychodziły do niego jelenie i wyjadały spod śniegu wszystko, co tam lądowało. Może to był nawet jedyny taki kompostownik, w którym resztki ulegają tak błyskawicznej i naturalnej biodegradacji. Jak to w bajkowym miejscu. Kiedyś Beata podniosła rano roletę w salonie, a za szybą stała sarna i przyglądała się, co u Leśników jedzą na śniadanie.

 

Beata Małek-Leśnik najważniejsze sukcesy: mistrzyni świata w kick-boxingu formuła full contact kat +70 kg Budapeszt 2017, mistrzyni Europy w boksie Warszawa 2006, brązowa medalistka mistrzostw świata w boksie Rosja 2005 (pierwsza w historii polskiego boksu medalistka MŚ) oraz Indie 2006, mistrzyni Unii Europejskiej w Boksie Włochy 2006, sześciokrotna mistrzyni Polski w boksie.

Przeczytaj specjalne wydanie DTS Kobieta - kliknij i pobierz bezpłatnie:

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie