Bliskie spotkanie na pustej drodze

Pogoda była tego dnia paskudna. Żona namawiała Jacka, żeby raczej wybrał bieżnię w piwnicy, ale jego ciągnęło w zaspy i śnieg. No i w kalendarzu coraz mocniej świeciły się terminy nadchodzących zawodów. Jacek Martuś jak zwykle wyszedł z domu nieco po godz. 19. To miało być rutynowe kilkanaście kilometrów przez okoliczne wioski.

***

Czy sport i bieganie to według niego nadal samo zdrowie? Jacek Martuś, choć od sześciu tygodni porusza się kulach, nie ma żadnych wątpliwości. Oczywiście, że zdrowie! Przecież sportowcom przytrafiają się kontuzje. To rzecz normalna w sporcie. Nawet jeśli są to tak absurdalne kontuzje jak jego. Skrajnie bezsensowne kontuzje.

10 stycznia wieczorem Jacek biegł przez Stróżną, wioskę sąsiadującą z Bobową. Główna droga ciągnie się przez jakieś 5 km, domy porozrzucane po okolicznych pagórkach – żywej duszy. W zimowy wieczór ruch tutaj w zasadzie zerowy, idealne miejsce, żeby spokojnie pobiegać. Na cały odcinku minęły go może dwa samochody. Światła tego trzeciego zobaczył dużo wcześniej. Biegł lewym poboczem. Był pewien, że jadący za nim kierowca też go widzi. Jego biegowe ciuchy świecą się odblaskami jak choinka. Kiedy światła samochodu były już całkiem blisko, nagle i niespodziewanie nastąpiło uderzenie. Jacek poczuł ból, przeleciał kilka metrów w powietrzu i wylądował w zaspie. Auto jeszcze zatańczyło po drodze, kierowca dodał gazu, jakby chciał je wyprowadzić z poślizgu, ale bezwładne zsunęło się do głębokiego rowu i zatrzymało w potoku. Zaległa głucha cisza.

- Czułem bardzo mocny ból, ale wyciągnąłem telefon i połączyłem się z numerem 112 – wspomina Jacek Martuś. – Opisałem dyżurnemu sytuację. Gdzie jestem, jaki mam uraz, że nie mogę wstać o własnych siłach, jestem lekko ubrany i leżę na mrozie w głębokim śniegu. Jednocześnie niepokoiło mnie, co stało się z tamtym kierowcą, bo z auta nie dochodziły żadne dźwięki. Po kilku minutach nadjechał jakiś samochód. Młody chłopak owinął mnie w swoją kurtkę i pobiegł do auta w rowie. Za chwilę zawołał: „Nie mogę wyciągnąć kierowcy. Jest kompletnie pijany!”.

***

Policyjny komunikat nie pozostawia złudzeń. Mieszkaniec Stróżnej kierujący wówczas audi miał 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Jacek ma prawą nogę złamaną w trzech miejscach. Najgorsze są pęknięcia kości stopy. Mimo sześciu tygodni jakie minęły od wypadku, nie chcą się zrastać. Dzisiaj jest i tak lepiej, ale przez pierwsze tygodnie płakał z bólu, aż się dzieci dziwiły, że tato tak płacze. Ze Stróżnej karetka zawiozła go do szpitala w Gorlicach, gdzie założono mu pełny gips. Po trzech dniach spędzonych na oddziale palce prawej nogi były kompletnie sine. Rodzina zadecydowała o przewiezieniu Jacka do Krynicy. W tamtejszym szpitalu gips rozcięto i założono szynę.

Tydzień po wypadku do drzwi Jacka Martusia zapukał kierowca, który potrącił go w Stróżnej. Powiedział coś w stylu: „Nie wiem, czy pan chce mnie widzieć, ale przyszedłem pana przeprosić”.

- I wyciągnął do mnie rękę – wspomina Jacek. – Miałem mu nie podać ręki? Podałem. Teraz często dzwoni do mnie i pyta o stan nogi i efekty kolejnych wizyt u lekarza.

Mężczyźni, którzy pierwszy raz spotkali się w styczniowy wieczór na pustej drodze w Stróżnej, spotkają się jeszcze raz na sali sądowej. Jackowi najbardziej jednak żal straconego czasu i startów, które były w planie. Przez ten miesiąc pewnie przebiegłby kolejne 250 km. W marcu miał wystartować w Mistrzostwach Polski w biegach górskich i w sztafecie 4x35 km. Startowe miał opłacone od dawna, nie mógł się doczekać zawodów. 12 grudnia miał też zdawać egzamin uprawniający do kierowania autobusem. Na co dzień pracuje w Fakro, a firma opłaciła kurs, żeby ludzie dojeżdżający z okolicy do pracy, mogli jeździć razem autobusem, zamiast kolejnymi kilkunastoma samochodami powiększali i tak uciążliwy już korek na ul. Węgierskiej. Teraz z wszystkimi planami trzeba będzie jeszcze poczekać. Jak długo? Jacek Martuś po cichu liczy, że może w kwietniu wróci nie tylko do pracy, ale i do truchtania.

Czytaj "Dobry Tygodnik Sądecki" - kliknij i pobierz bezpłatnie specjalne wydanie Twoje Zdrowie:

 

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie