Gdyby DTS co roku o tej porze nie drukował listy nieobecnych, moglibyśmy nie zauważyć, jak wiele osób odeszło niedawno na drugą stronę. Siłą rzeczy przed 1 listopada odnotowujemy tylko nieobecność ludzi z życia publicznego. Każdy z nas, oczywiście, uzupełnia tę listę prywatnymi pożegnaniami. I pewnie te osobiste listy nieobecnych są zdecydowanie dłuższe i naznaczone dużo większymi emocjami związanymi z czyimś odejściem.

Mam wrażenie graniczące z pewnością, iż pisząc „moglibyśmy nie zauważyć, jak wiele osób w mijającym roku odeszło na drugą stronę”, wyrażam nie tylko moje zdanie. Coraz więcej z nas przyznaje, że w pośpiechu dnia codziennego nie zauważyło czyjegoś zniknięcia. Czasami przypomina nam o tym przemądrzały telefon, który sygnalizuje, jak wiele mamy numerów, z których przecież od dawna nikt nie dzwonił. Pewnie z pośpiechu nie usuwamy kontaktów, które nagle przestały być aktualne, a może nie jest taką prostą czynnością wciśnięcie na ekranie „usuń” piętnaście minut po wyjściu z cmentarza. Zostawiamy na później pożegnanie z numerem, którego posiadacza właśnie odprowadziliśmy w ostatniej drodze. A potem – może właśnie 1 listopada – okazuje się, że nasza telefoniczna lista nieobecnych zaskakuje swoją długością.

No więc czytamy listę nieobecnych w DTS i nie ma końca zdziwienie zwykle zaczynające się od banalnego: „a przecież całkiem niedawno…”. Znamy to? Cóż dodać, przecież wszystko było całkiem niedawno. Pierwszy przykład z listy nieobecnych – Michał Jasnosz, działacz sportowy i społeczny, właściciel drukarni. Jak bardzo pasuje tu owo banalne: a przecież całkiem niedawno, ledwie rok temu spotkaliśmy się z Michałem w studiu Regionalnej Telewizji Kablowej, kiedy kandydował w wyborach samorządowych do Małopolskiego Sejmiku. A na biurku leży album wydrukowany przez firmę Michała, z którym przecież - całkiem niedawno - widzieliśmy się na lodowisku w Krynicy. Przecież On tak bardzo kochał hokej. A w telefonie ciągle mam jego numer…

Ile podobnych historii można dzisiaj opowiedzieć. Ale  odchodzenie, śmierć dzieje się przecież gdzieś obok, nie mamy jej wpisanej do kalendarza codziennych ważnych spraw. I nawet z pejzażu mojego małego miasteczka zniknęły niedawno kondukty pogrzebowe, bo przecież na kilkanaście minut blokowały ruch na ruchliwej drodze pomiędzy kościołem a cmentarzem. Umarli nie mogą wstrzymywać żyjących, którzy zazwyczaj bardzo się spieszą. Ale z drugiej strony ten niewielki korek zmuszający do chwilowego zatrzymania, informował nas, że właśnie ktoś odszedł. Teraz trudniej to zauważyć. Dobrze więc, że jest lista nieobecnych.

Listę nieobecnych znajdziesz w numerze:

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie