Zawitał DTS do Łącka To, co odkryto na Górze Zyndrama teoretycznie nie powinno istnieć

Zawitał DTS do Łącka To, co odkryto na Górze Zyndrama teoretycznie nie powinno istnieć

Z dr. hab. Marcinem Przybyłą, prof. UJ rozmawiała Gabriela Wolińska.

Współcześnie rzadko słyszy się o odkryciach archeologicznych, które wywracają do góry nogami dotychczasowy obraz historii. Wydaje się jednak, że Góra Zyndrama w Maszkowicach w szczególny sposób zaskoczyła badaczy.

Nie powiedziałbym, że obecnie nie dokonuje się odkryć zmieniających obraz przeszłości. Oczywiście dzieje się to rzadziej, ponieważ archeologia – zwłaszcza w niektórych regionach świata – nasyciła już teren swoimi ustaleniami, co czyni ogólną wizję w miarę spójną. Najczęściej znajdujemy obiekty, które mniej lub bardziej wpisują się w ten obraz, potwierdzając go i ugruntowując. Wciąż jednak zdarzają się stanowiska wymykające się powszechnie przyjętym hipotezom. I rzeczywiście, odkrycie, którego dokonaliśmy w Maszkowicach, szczególnie to z 2015 r., zalicza się do tej kategorii. Było to coś, czego
zupełnie się nie spodziewaliśmy – coś, co w tej części Europy teoretycznie nie miało prawa
się znajdować.

W wielu artykułach czytamy, że odkrycie to było właśnie czymś szczególnie ważnym. Otrzymało ono nawet miano ,,polskich Myken”. Co to tak naprawdę oznacza dla nas jako ludzi i dla naszej wiedzy o przeszłości?

To odkrycie jest fascynujące na kilku płaszczyznach. Pokazuje przede wszystkim, jak silnie skomunikowane były ze sobą społeczności żyjące w Europie w epoce brązu. Mówimy tu o połowie II tysiąclecia p.n.e., czyli w przybliżeniu o latach 1700–1500 p.n.e. To okres niezwykle ciekawy. Szereg badań, w tym analizy genetyczne, wskazuje, że ówczesne grupy ludzkie w Europie były ze sobą blisko spokrewnione, utrzymywały intensywne kontakty i najpewniej posługiwały się zbliżonymi narzeczami w obrębie pierwotnych języków indoeuropejskich. Można powiedzieć, że tworzyły swego rodzaju pierwocinę Unii Europejskiej. Opisywane stanowisko doskonale obrazuje siłę tych relacji. Zebrane przez nas dowody wskazują, że osadę założyła grupa, która skolonizowała te tereny, przybywając z
południa Europy i przynosząc ze sobą charakterystyczne dla tamtego kręgu elementy kultury.

Prace na Górze Zyndrama trwają właściwie od dekad – stanowisko badano zarówno w XX jak i w XXI wieku. Zapytam więc nieco przewrotnie, czy tam w ogóle jest jeszcze coś do zbadania?

Tak, potencjał badawczy wciąż istnieje i pracy wystarczyłoby na lata, niemniej jednak powoli
kończymy ten etap. Od paru lat pracujemy już w ostatnim wykopie i nie planujemy otwierać
kolejnych. Wynika to z faktu, że w archeologii trzeba wyczuć moment, w którym przyrost nowych informacji przestaje uzasadniać dalszą ingerencję w teren. Musimy pamiętać, że wykopaliska, choć kontrolowane, udokumentowane i niezbędne do zdobycia wiedzy, są jednocześnie nieodwracalnym niszczeniem oryginalnej substancji zabytkowej. Z tego względu w pewnym momencie należy podjąć decyzję o zamknięciu projektu.

Bada Pan ten teren od ponad 15 lat, choć same prace ruszyły znacznie wcześniej. W
którym momencie badań Pan dołączył?

Dawne badania archeologiczne na tym stanowisku rozpoczęły się w połowie lat 50. XX wieku i z krótkimi przerwami trwały do 1975 r. Prowadzono je głównie w innym sektorze niż nasze obecne prace – w centralnej części wyniosłego cypla, który tworzy stanowisko w Grodzisku na Górze Zyndrama. Odkryto tam wówczas przede wszystkim pozostałości najmłodszych osad, pochodzących z epoki żelaza, czyli powstałych tysiąc lat później niż nasz kamienny mur. Nasze badania ruszyły po bardzo długiej przerwie, w 2010 r. Impulsem do stworzenia całego projektu była próba naukowego opracowania wyników dawnych ekspedycji. Początkowo w ogóle nie planowałem prac wykopaliskowych – chciałem zająć się
wyłącznie materiałem zalegającym w magazynach Uniwersytetu Jagiellońskiego. Szybko jednak okazało się, że ze względu na niedoskonałości metodologiczne z połowy XX wieku oraz braki w dokumentacji, która częściowo zaginęła, musimy założyć przynajmniej jeden mały wykop. Chodziło o to, by zorientować się w terenie i zweryfikować archiwalne dane. I tak, od jednego małego wykopu, zaczęło się 15 lat intensywnych prac w terenie.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym wydaniu Dobrego Tygodnika Sądeckiego – TUTAJ.

Czytaj też: To był jego trzeci Złombol. Dominik Zięba z Bobowej dotarł do Maroka

 

Fot. arch. prywatne/L. Chudilovski

Filmoteka dts24

212 Videos