Każdy człowiek ma swoje rutyny. Rozmowa z Tomaszem Nowickim, właścicielem Agencji Detektywistycznej Spectrum w Gorlicach.

Każdy człowiek ma swoje rutyny. Rozmowa z Tomaszem Nowickim, właścicielem Agencji Detektywistycznej Spectrum w Gorlicach.

– Kto przychodzi do biura detektywistycznego w małym mieście gdzie wszyscy się znają?

– Bardzo różni ludzie przychodzą, ale zasadniczo 90 proc. spraw, z którymi przychodzą klienci to historie obyczajowe. Trudno jednak mówić, że działamy w małym mieście, bo nie ograniczamy się tylko do Gorlic, a więcej zleceń niż w najbliższej okolicy realizujemy gdzieś w Polsce. Poza tym mamy biuro w Nowym Sączu i planujemy otworzyć podobne w Krakowie. W naszej branży to nie jest tak, że jeśli siedziba główna znajduje się w Gorlicach, to znaczy, że stąd pochodzą wszyscy nasi klienci. Dla przykładu: dzwoni ktoś ze Śląska, kto chce skorzystać właśnie z naszych usług, ze względu na swoją rozpoznawalność w lokalnym środowisku u siebie i nie chce korzystać z miejscowej agencji detektywistycznej. Sporo zleceń realizujemy w Warszawie. Ceny warszawskich firm detektywistycznych są tak wywindowane, że wielu klientów woli skontaktować się z nami. Generalnie mamy dobrą opinię i to procentuje.

– Sprawy obyczajowe to najczęstsze zlecenia z jakimi klienci do was trafiają, a inne?

– Innym ważnym obszarem naszych działań jest pomoc w poszukiwaniu osób zaginionych. Najczęściej dzieje się to we współpracy z psychologiem. Psychologia jest ważna w naszej pracy i to często w najbardziej niespodziewanych sytuacjach. Dla przykładu przekazujemy pewnemu panu twarde dowody zdrady małżeńskiej jego żony, a ten pan chce skakać z okna na czwartym piętrze. Pomoc psychologa w tworzeniu tak zwanego rysu psychologicznego może być między innymi potrzebna przy badaniu donosów i anonimów, które też do nas trafiają.

– Od czego detektyw zaczyna działania?

– Od podpisania kilkustronicowej umowy, w której jest m.in. klauzula poufności. A potem pracujemy, najczęściej w terenie nasze działania polegają na obserwacji. Zanim te działania się zaczną jeszcze wcześniej prowadzimy czynności, które nazywają się „rozpytaniem klienta”. W naszej nomenklaturze jest to „rutynowy schemat działania figuranta”.

– Kim jest figurant?

– To określenie detektywistyczne, po prostu osoba obserwowana. No więc każdy figurant, a nawet każdy człowiek ma swoje rutyny. Jedna osoba będzie spała do południa i kogoś takiego nie ma sensu próbować obserwować od bladego świtu. Z kolei ktoś inny zawsze o piątej je śniadanie, a potem idzie na jogging. To dla nas ważna wiedza.

– Skąd Pan wie o rutynach swoich figurantów?

– Temu służy tzw. rozpytanie klienta. Osoba zlecająca nam czynności zna przyzwyczajenia swojego męża czy żony, więc tym sposobem powstaje coś, co w psychologii nazwane jest profilem behawioralnym, a dla nas to właśnie rutynowy schemat postępowania figuranta. W ten sposób możemy określić właściwe miejsce i czas prowadzenia obserwacji. Tak żeby klient nie musiał płacić za 24 godziny obserwacji na dobę. Precyzyjnie typujemy czas i miejsce gdzie należy ją prowadzić. Jesteśmy po prostu tam, gdzie istnieje największe prawdopodobieństwo, że może się wydarzyć coś, co nas interesuje.

– W jednym z pierwszych akapitów Pańskiej książki, która się niebawem ukaże, jest mniej więcej takie zdanie: „Siedzę w samochodzie od wielu godzin, kawa już zimna”. Pańska praca w dużej części polega na takich żmudnych i w sumie nudnych obserwacjach, kiedy godzinami nic się nie dzieje.

– Moja praca akurat na tym nie polega, bo nasza firma rozwinęła się tak, że ja sam nie jestem w stanie jeździć w teren i prowadzić takich działań. Zajmuję się czymś innym. Jest kilku pracowników, którzy się tym zajmują, są też inne agencje detektywistyczne, z którymi współpracujemy. Ale ci z nas, którzy na co dzień jeżdżę w teren mogą potwierdzić, że praca detektywistyczna raczej nie jest podobna do tej jaką pokazują seriale telewizyjne. Na pewno nie jest tak ekscytująca i dynamiczna. Powiedziałbym raczej, że jest żmudna i często wiele godzin trzeba spędzić w samochodzie, żeby uchwycić ten jeden moment. Dlatego śmieszy mnie, kiedy przychodzi klientka i pyta ile będzie kosztowało zrobienie jednego zdjęcia jej męża z kochanką.

– I co Pan jej odpowiada?

– Kiedy klientka usłyszy cenę kilku tysięcy złotych dziwi się, że tyle kosztuje zrobienie jednego zdjęcia. Dopiero w trakcie rozmowy uświadamiamy klientowi, że nie jesteśmy zakładem fotograficznym i nie aranżujemy sesji. Nie pójdziemy do kogoś poprosić, żeby nam pozował do zdjęcia, a my w tym czasie zrobimy kilka ujęć z kochanką i jeszcze wszystkie będą ostre. Żeby zrobić to jedno zdjęcie trzeba poświęcić wiele godzin, dni a czasami nawet tygodni.

– Ile trwa praca przy przeciętnej sprawie?

– Nie ma czegoś takiego jak „przeciętna sprawa”. Bywają sytuacje, że dostajemy konkretną informację, że ktoś będzie z kimś tu i tu, o tej i o tej godzinie. Wtedy wystarczy tam być o tej porze, dyskretnie zrobić zdjęcie, wywołać i sprawa jest zamknięta. W innym przypadku na obserwację trzeba poświęcić nieporównywalnie więcej czasu. Czasami dzwoni do nas ktoś z zagranicy, np. mężczyzna na stałe pracujący w Holandii, do którego dotarły jakieś szczątkowe informacje z drugiej ręki, o tym co robi jego żona. Jakieś skrawki informacji. Jest daleko, nie wie nic więcej i nie da nam żadnych dodatkowych informacji, bo ich po prostu nie posiada. Wówczas na rozpracowanie sprawy trzeba dodatkowy czas poświęcić.

Cały tekst przeczytasz w świątecznym wydaniu DTS:
[kliknij w okładkę, aby uruchomić pobieranie e-wydania za darmo]

 

Fot. Agencja Detektywistyczna Spectrum

 

 

Filmoteka dts24

217 Videos