– Jesteśmy dłużnikami przodków, żołnierzy wyklętych, osób walczących. To oni uczyli nas piękna życia i uczą nadal. Kontynuujemy dzieło największego bohatera z tych okolic – Romana Stramki, dbając o pamięć o nim. Tutaj się urodził, tutaj został ochrzczony – zaznacza proboszcz parafii w Ptaszkowej (od roku na emeryturze) Józef Kmak. Wszystko zaczęło się od potrzeby… potrzeby serca, by wychowywać dzieci i młodzież w duchu sportu.
Kiedy Józef Kmak został proboszczem w Ptaszkowej, jego serdeczny kolega z ławki szkolnej – senator Stanisław Kogut – zaproponował, aby połączyli zintegrowaną spartakiadę letnią, którą on organizuje w Stróżach dla osób z niepełnosprawnościami, z zimową w Ptaszkowej. Tak też się stało. Od tego momentu odbywa się spartakiada, która jest kontynuacją memoriału Romana Stramki, a ściślej rzecz ujmując, jest rozszerzeniem wydarzenia.
– Pochodzę z Białej Niżnej i te tereny były mi zawsze bliskie. Kiedy przybyłem na posługę kapłańską do Ptaszkowej, nie było tutaj żadnego klubu dla dzieci, była pustka, również jeśli chodzi o narciarstwo – wspomina ks. Józef.
Nie ukrywa również, że lubi narty, bardziej zjazdowe, bo – jak żartuje – na ,,biegówkach” umie jedynie chodzić. Odkąd pamięta, miał żyłkę sportową i z takiej rodziny się wywodził. Nie miał czasu na piłkę nożną, bo musiał pomagać w gospodarstwie. Zima to czas spokojniejszy w rolnictwie, dlatego młody Józio spędzał go na nartach, niejednokrotnie z grupą ,,Zubka”.
Duchowny bardzo chciał zaszczepić w dzieciach miłość do narciarstwa. Zebrał kilka osób, które w tym temacie były aktywne i opowiedział im o pomyśle. Marzył, by podtrzymać w Ptaszkowej tradycję biegów narciarskich. Tak powstał Parafialny Klub Sportowy ,,Jaworze”. Nazwa nieprzypadkowa, bowiem Ptaszkowa leży u stóp góry o właśnie takiej nazwie.
– Nie zabiegałem o to, by był to klub parafialny. Przejęliśmy organizowanie memoriału od starszych pokoleń, włączyliśmy także osoby niepełnosprawne, co sprawiło, że od lat tworzymy spartakiadę. Kiedy odbywał się pięćdziesiąty memoriał bohatera Romana Stramki, doszło oficjalnie do fuzji wydarzenia z kilkudziesięcioletnią tradycją kultywowania pamięci o Stramce ze spartakiadą. Ta inicjatywa przyciągnęła media, które chętnie zaczęły relacjonować zmagania zawodników – dodaje ks. Kmak.
Memoriał był dla klubu sztandarowym przedsięwzięciem, jednak obok sekcji narciarskiej, powstała sekcja siatkówki, rowerów górskich i przyparafialne koło PTTK.
– Staraliśmy się zaszczepić w młodych ludziach sportowego ducha, co od zawsze jest mi bliskie. Tak oto jesteśmy dzisiaj i przed nami piękny jubileusz memoriału – zaznacza proboszcz emeryt.
Relacje są trzonem inicjatywy
Był jeszcze jeden motywator, który pojawił się w głowie księdza, a dał owoc w postaci powstania klubu.
– Chciałem prawdziwej relacji z ludźmi, a nie opartej jedynie na zależności: ja na ambonie i anonimowy tłum. Dla mnie to było za mało. Sport, narty, góry, to moja miłość, więc nie miałem problemu, by wejść w środowisko sportowców, poznać ludzi, o których w podstawówce słyszałem jedynie z historii. Lata temu w Ptaszkowej działy się wspaniałe rzeczy, była skocznia, trasy biegowe, a w tym wszystkim ludzie, którzy biegali w kadrze narodowej, startowali w olimpiadach – wspomina ks. Józef Kmak.
Dzieci sportowców uczyły się w ptaszkowskich szkołach, więc inicjatywa powstania klubu trafiała i tam na podatny grunt. Od początku pomysł cieszył się dużym zainteresowaniem. Zaangażowanie pociech w jego działalność przyciągało rodziców, a dzieci czuły się jeszcze bardziej częścią tej sportowej społeczności – zatem samonapędzające się koło. Obecnie w klubie trenuje sześćdziesięcioro dzieci.
– Uważam, że młodzi ludzie potrafią zrobić wiele, tylko trzeba im okazać troch serca i uwagi. Młodzież uczyła mnie życia i kapłaństwa. My jesteśmy dłużnikami naszych przodków, żołnierzy wyklętych, wszystkich, którzy walczyli, swoją postawą i działalnością uczyli wartości. Ryzykowali życie i zdrowie. Uczyli nas piękna życia. Jesteśmy im winni krzewienia tych wartości w kolejnych pokoleniach – stwierdza ks. Józef Kmak.
W organizację memoriału od lat angażuje się rodzina Romana Stramki, w tym żona i córka. Wydarzenie stało się rozpoznawalne w całym regionie, ale i poza jego granicami. Cel jest jeden – krzewić ducha sportu w młodych.


























































































































































































































