Sobotnie wydarzenia z obiektu MOSiR na Zawadzie, gdzie grupa bandytów zaatakowała wiceprezesa Sandecji, to bardzo złożony temat. Codziennie pojawiają się nowe wątki w sprawie i tak jest również dzisiaj, bowiem zatrzymano już trzech agresorów. Jednego z nich, najprawdopodobniej sprawcę okaleczenia, prokuratura chce zatrzymać na dłużej w areszcie.
Przypomnijmy, że podczas sobotniego sparingu, grupa kiboli wtargnęła do budynku w poszukiwaniu awantury. Kiedy w jednym z pomieszczeń znaleźli wiceprezesa Miłosza Jańczyka, wyładowali na nim swoją agresję. Zaatakowany przedstawiciel klubu upadł na podłogę, po czym jeden z bandytów chwycił za będący w zasięgu widelec i wbił go swojej ofierze w lewą dłoń. Wszystkiemu przyglądał się jeden z piłkarzy, który również w tej sytuacji został przez tę bandę zastraszony. Po zajściu pseudokibice szybko uciekli z obiektu.
Do działania niezwłocznie przystąpiły odpowiednie służby i już dzisiaj mamy pierwsze wymierne efekty. – W ostatnich dniach zatrzymaliśmy dwóch mężczyzn, a dzisiaj kolejnego, który usłyszał zarzut pobicia, gróźb karalnych i zakłócenie ,,miru domowego” połączone z artykułem dotyczącym popełnienia przestępstwa w warunkach występku chuligańskiego. W przypadku trzeciego mężczyzny prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o zastosowanie tymczasowego aresztu. Decyzja powinna zapaść najpóźniej jutro – przekazała w rozmowie z naszą redakcją Justyna Rataj-Mykietyn, rzeczniczka nowosądeckiej prokuratury.
Dwóch pozostałych mężczyzn zostanie doprowadzonych na przesłuchanie prawdopodobnie jeszcze dzisiaj. Podejrzani przestępcy pochodzą z Sądecczyzny i mają od 21-28 lat.
Rozmawialiśmy z poszkodowanym działaczem. – Odebrałem protokół obdukcji z nowosądeckiego szpitala. Nie mam poważnych obrażeń, założono mi opatrunek na skaleczonej ręce. Nic nie wskazuje również na to, abym miał jakieś uszkodzenia wewnętrzne. Postępuje zgodnie z zaleceniami lekarzy, przebywam w domu i dochodzę do siebie. Fizycznie nie jest więc ze mną źle. Na pewno jednak to zdarzenie, gdzieś tam zostanie w pamięci i jakiś ślad w psychice zaznaczy. To przecież nie jest normalne, co się stało w tę feralną sobotę – wytłumaczył Miłosz Jańczyk.
Czytaj także: Skandal na sparingu Sandecji. Bandyci napadli wiceprezesa klubu



















































































































































































































