Śp. społecznik i polityk Jakub Bocheński niewinny! Gwałtu nie było, czas oczyścić jego imię

Śp. społecznik i polityk Jakub Bocheński niewinny! Gwałtu nie było, czas oczyścić jego imię

Dokładnie dzisiaj w gronie przyjaciół i rodziny świętowałby swoje 32. urodziny. Dwa lata mija od zaginięcia Jakuba Bocheńskiego, znalezienia jego ciała, a następnie pojawienia się ohydnych kłamstw i oskarżeń, za którymi poszły ogólnopolskie media. Właśnie dzisiaj najwyższy czas na prawdę – Jakub nie zgwałcił żadnej kobiety przed zaginięciem, a śledztwo nie zostało umorzone przez wzgląd na jego śmierć, a na to, że nie doszło do czynu zabronionego. To są fakty, niepodważalne. Bezdyskusyjne. Co ciekawe, zazwyczaj, gdy umiera rzekomy sprawca, sprawa jest umarzana, prokurator pisze dwie linijki uzasadnienia i koniec. W tym przypadku jest zupełnie inaczej.

– W całej swojej karierze, pierwszy raz w życiu spotkałem się z tym, że prokurator nie zastosował tego trybu, tylko do końca tę kwestię wyjaśniano – podkreśla w rozmowie z naszą redakcją adwokat Jonasz Gałęziowski, pełnomocnik rodziny.

Nie ma zatem ani cienia wątpliwości, że Jakub jest niewinny.

Miesiąc i trzy dni przed 30. urodzinami. Czwartek, 22 września 2022 rok. Jakub wychodzi między godziną 12. a 13. z hotelu Hilton przy ulicy Dąbskiej 5 w Krakowie. Jest na szkoleniu służbowym wraz z kolegami i koleżankami z pracy, idzie na lunch. Nie wraca po przerwie na swoje miejsce, znika. Jego telefon zamilkł, głuchy sygnał, po którym włączała się automatycznie sekretarka. Kuba odbierał zawsze, a kiedy nie mógł, rzucał do słuchawki szybkie – oddzwonię lub pisał SMS. I oddzwaniał, zawsze. ,,Działacz społeczny i polityk Lewicy z Nowego Sącza w momencie zaginięcia miał na sobie czarną bluzę z kapturem oraz jeansy” – to najczęściej wówczas wypowiadane zdanie, które przewijało się w mediach. Komunikaty o zaginięciu zaczęły pojawiać się w sobotę, dwa dni później. Nieco wcześniej rodzina dowiedziała się, że Kuby nie ma, nie pojawił się na szkoleniu, słuch po nim zaginął.

27 września, świt, wtorek. Kilkoro wolontariuszy, w tym rodzina i bliscy ruszyli w Krakowie na poszukiwania terenowe, które trwały codziennie. Przeczesane zostały częściowo brzegi Wisły, stawu Dąbskiego, tereny leśne w pobliżu hotelu, parkingi i  opuszczone magazyny. To były kolejne poszukiwania, bowiem rodzina, a także służby próbowały dociec, co stało się z Jakubem. I właśnie wtedy, kiedy bliscy Kuby przedzierali się przez chaszcze nad zalewem Bagry, TVP.info, a za nią m.in. Gazeta Krakowska i wszystkie jej odmiany, gruchnęły z informacją, że Jakub przed zniknięciem, podczas imprezy firmowej miał zgwałcić jedną z kobiet. Nieoficjalnie żonę lokalnego polityka ówcześnie rządzącej partii. Źródłem doniesień był rzekomy ,,informator”, bo ani prokurator, ani policja nie potwierdzili oficjalnie sensacji publicznej telewizji. To wystarczyło, aby Kubę przekreśliło społeczeństwo, politycy, a co gorsze – nawet przyjaciele i przyjaciółki z partii, którzy jeszcze chwilę wcześniej dla podbicia politycznego i społecznego kapitału, chętnie pozowali wspólnie do zdjęć. Kuba był ceniony na Sądecczyźnie, za dziesiątki inicjatyw charytatywnych, za otwartość, za bezinteresowność, za ogromne serce, za to, że był ,,pełnokrwistym” człowiekiem.

W ten sam dzień na oficjalnej stronie partii Lewica pojawiła się informacja o natychmiastowym zawieszeniu członkostwa Jakuba Bocheńskiego. Politycy publikowali oświadczenia, z których wynikało, że decyzja zapadła na kanwie doniesień TVP, czyli nieoficjalnych informacji rzekomego informatora. W rozmowie z naszą redakcją rzecznik Koła Parlamentarnego Lewicy Marek Kacprzak stwierdził, że decyzję o zawieszeniu podjęli wspólnie Robert Biedroń i Włodzimierz Czarzasty.

– Ta decyzja w trybie natychmiastowym została podjęta przez najwyższe władze Nowej Lewicy,  na podstawie doniesień medialnych, ale i weryfikacji, że takie zgłoszenie wpłynęło na policję. Zawieszenie to procedura standardowa w przypadku jakichkolwiek oskarżeń, a w szczególności dotyczących praw kobiet, bo na te Lewica jest szczególnie wyczulona – zaznaczył wówczas w rozmowie z naszą redakcją Marek Kacprzak.

Od tego feralnego dnia, w mediach zamazywano Jakubowi oczy, jak przestępcy. Sprawa była dla wielu jasna – zgwałcił, uciekł za granicę. O tym, co zrobić z jego wizerunkiem zastanawiano się także w uniwersytecie, którego był znaczącym absolwentem, o sytuacji  pisaliśmy w artykule: Jakub Bocheński zaginiony, nie ścigany… Po nim skontaktował się z nami były wykładowca Jakuba i podziękował. Bo jako jedyni zauważyliśmy rzecz, która powinna przebijać na pierwszy plan – Jakub nie był oskarżony, był zaginiony i przysługiwało mu święte prawo do domniemania niewinności.

To koniec

Przez kilkanaście dni policja, wolontariusze, Grupa Poszukiwawczo-Śledcza UMBRA poszukiwali zarówno 29-latka, jak i samochodu, którym jeździł. Finalnie pojazd udało się odnaleźć 29 września (tak oficjalnie podała policja) nieopodal ul. Portowej i Stoczniowców. Samochód stał między budynkami, za bramą posesji stoczni. Obecnie są tam hale do rozbiórki i kilka warsztatów oraz składowisko gruzu i ziemi. Od tego momentu policjanci ze strażakami przeczesywali głównie okoliczne zbiorniki wodne, a także tereny sąsiadujące. Co ciekawe, poszukiwacze z UMBRY dwa dni wcześniej przeczesali teren i samochodu tam nie znaleźli. 13 października popołudniem ciało Kuby znaleziono w rejonie pustostanu na prywatnej posesji na terenie krakowskiego Dąbia, niedaleko miejsca, w którym był zaparkowany jego samochód. Jakim zatem sposobem psy tropiące przeszły obok ciała i go nie wyczuły? Zwłoki znajdowały się w znacznym stopniu rozkładu. Na ciele, na nadgarstkach, stwierdzono rany cięte.

W sprawie śmierci Kuby prokuratura prowadziła równolegle dwa postępowania pod kątem artykułu 151 k.k., który głosi:  ,,kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Prokuratura sprawdza, czy nikt nie namówił lub nie doprowadził człowieka do targnięcia się na własne życie”.

Drugie postępowanie, które prowadziła krakowska prokuratura dotyczyło gwałtu, którego Jakub Bocheński miał się dopuścić przed zaginięciem.

Gwałtu nie było

Sprawa zaginięcia Jakuba Bocheńskiego, a następnie jego śmierci wzbudzała w tamtym czasie spore zainteresowanie społeczne i była przedmiotem wielu doniesień medialnych.

– Uważam, że w świetle posiadanych przeze mnie informacji, przywrócenie dobrego imienia Jakuba Bocheńskiego, podejrzewanego o popełnienie ciężkiego przestępstwa, leży nie tylko w interesie społecznym, ale przede wszystkim w interesie rodziny, której członek został poddany ostracyzmowi publicznemu, powinno zostać dokonane za pośrednictwem mediów – zwraca uwagę pełnomocnik rodziny adwokat Jonasz Gałęziowski.

Zaginięcie Kuby wiązano z rzekomym przestępstwem zgwałcenia ustalonej osoby, którego miał, w myśl doniesień medialnych, dopuścić się w nocy z 21 września na 22 września 2022 roku. Opisywany szeroko w mediach „trop” dotyczący rzekomego zgwałcenia przez Jakuba Bocheńskiego okazał się w całości nieprawdziwy. Prokuratura Okręgowa w Krakowie zakończyła bowiem śledztwo, które było prowadzone przeciwko Kubie w tej sprawie. Postanowieniem Prokuratury z dnia 18 czerwca 2024 roku (sygnatura akt: 3017-1.Ds.95.2023), postępowanie to zostało umorzone z uwagi na brak znamion czynu zabronionego na podstawie. art. 17 § 1 pkt 2 k.p.k., a postanowienie uzyskało status prawomocnego.

– Zwracam przy tym szczególną uwagę na zastosowaną przez Prokuraturę podstawę umorzenia postępowania – Prokuratura nie umorzyła postępowania ze względu na to, że podejrzany zmarł (art. 17 § 1 pkt 5) kpk.), a ze względu na to, że czyn nie zawierał znamion czynu zabronionego. Na szczególną pochwałę i uwagę zasługuję, moim zdaniem fakt, że Prokuratura, pomimo śmierci Jakuba Bocheńskiego, działając w mojej opinii w szeroko pojętym interesie społecznym i wymiaru sprawiedliwości, zdecydowała się na wnikliwe zbadanie wszelkich okoliczności sprawy, czego efektem było wydanie postanowienia o umorzeniu postępowania przygotowawczego, nie ze względu na śmierć podejrzanego, a właśnie ze względu na to, że potencjalny czyn nie wyczerpywał znamion czynu zabronionego – słowem, nie stanowił przestępstwa – wyjaśnia adwokat Jonasz Gałęziowski.

Postępowanie karne zostało definitywnie zakończone, a Jakub Bocheński został formalnie oczyszczony ze wszelkich zarzutów, jakie mu stawiano. Powyższe oznacza również, że wszystkie dowody zgromadzone w toku postępowania, a także przeprowadzone analizy, wskazały jednoznacznie na brak podstaw do uznania, że Kuba dopuścił się czynu zabronionego. Prawomocność stanowi więc pewien rodzaj „pieczęci” na całym postępowaniu przygotowawczym, dając gwarancję, że postępowanie przebiegło zgodnie z prawem, a decyzja o umorzeniu nie budzi wątpliwości co do swojej zasadności.

– Warto zaznaczyć, że zarzuty, które były kierowane wobec Jakuba Bocheńskiego, dotyczyły niezwykle poważnego przestępstwa, kwalifikowanego z art. 197 § 1 Kodeksu karnego. Przepis ten odnosi się do doprowadzenia osoby do obcowania płciowego przy użyciu przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu. Jednakże, po szczegółowym śledztwie, które potwierdziło brak znamion czynu zabronionego, jasno wynika, że Jakub Bocheński nigdy nie dopuścił się czynów, o które był podejrzany. Te zarzuty, oparte na nieprawdziwych informacjach, jedynie podkreślają konieczność przywrócenia jego dobrego imienia i ukazania go jako niewinnego człowieka, który zasługuje na sprawiedliwość i szacunek – kwituje adwokat Jonasz Gałęziowski.

Czy to kończy sprawę? Absolutnie nie, śmierć Jakuba nadal pozostaje tajemnicą. Wrócimy wkrótce do kontynuacji tematu, który ciągle prowokuje do wielu pytań i wątpliwości również co do zaniechań na początkowej fazie całej sprawy. Jedno dzisiaj można stwierdzić z pełną stanowczością – Kuba nie zrobił nic złego przed swoją śmiercią.

NS

Filmoteka dts24

217 Videos