Polska żyje od pewnego czasu tematem lekarzy zarabiających ponad 100 tys. zł miesięcznie. W sądeckim szpitalu najwyższe jednorazowe wynagrodzenie lekarza kontraktowego w ostatnim kwartale wyniosło 81,8 tys. zł. Średnio lekarz na etacie, razem z dyżurami, otrzymuje tu niemal 31 tys. zł brutto. Jednocześnie szpital bezskutecznie szuka specjalistów na 17 etatów.
Biały fartuch stał się ostatnio czymś w rodzaju ekranu projekcyjnego polskiego systemu ochrony zdrowia. Jedni widzą na nim uprzywilejowaną grupę zawodową i kontrakty oderwane od rzeczywistości zwykłych pracowników. Inni – specjalistów pracujących po kilkaset godzin miesięcznie, łatających dziury kadrowe w kilku placówkach i podtrzymujących system, który bez nich mógłby się załamać.
Dane przekazane dziś (24 czerwca) redakcji dts24 przez Agnieszkę Zelek-Rachtan, rzeczniczkę Szpitala Specjalistycznego im. Jędrzeja Śniadeckiego w Nowym Sączu, psują narrację obu stronom. Nie ma tu kontraktu przekraczającego 100 tys. zł miesięcznie – przynajmniej w danych z ostatniego kwartału. Są jednak wynagrodzenia, które dla ogromnej części mieszkańców regionu pozostają kwotami astronomicznymi. Są też wakaty, których od miesięcy nie udaje się zapełnić.
Lekarz na etacie: prawie 31 tys. zł. Na kontrakcie: 23 tys. zł
Szpital zatrudnia obecnie 912 osób, co odpowiada 865,5 etatu. W tej grupie jest 244 lekarzy, 25 rezydentów oraz ośmiu lekarzy stażystów.
Średnie miesięczne wynagrodzenia przedstawione przez placówkę wyglądają następująco:
- lekarz zatrudniony na umowie o pracę, wraz z dyżurami: 30 926 zł brutto;
- lekarz pracujący na kontrakcie, wraz z dyżurami: 23 009,85 zł;
- pielęgniarka lub położna zatrudniona na etacie: 11 744 zł brutto;
- pracownik administracji: 8938 zł brutto;
- średnie wynagrodzenie wszystkich pracowników zatrudnionych na umowach o pracę – 11 529 zł brutto.
Najwyższe jednorazowe wynagrodzenie wypłacone lekarzowi kontraktowemu w ostatnim kwartale wyniosło 81 800 zł.
To ponad siedmiokrotność średniego wynagrodzenia etatowego w szpitalu i więcej niż dziewięć średnich pensji pracownika administracji. Nadal jednak mniej niż 100 tys. zł a taka kwota stała się symbolem ogólnopolskiej awantury o lekarskie zarobki.
Kontrakt to nie etat ze złotymi klamkami
Kwota na kontrakcie nie jest pensją brutto w takim samym znaczeniu jak wynagrodzenie pracownika etatowego. Lekarz kontraktowy prowadzi działalność gospodarczą i wystawia szpitalowi fakturę. Z otrzymanej kwoty opłaca podatki, składki, ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej i koszty działalności. Nie ma płatnego urlopu ani wynagrodzenia chorobowego gwarantowanego na takich samych zasadach jak pracownik.
Nie znamy też liczby godzin, za którą wypłacono rekordowe sądeckie 81,8 tys. zł, ani rodzaju wykonanych świadczeń. Nie wiemy, czy był to miesiąc wypełniony dyżurami, zastępstwami i pracą w deficytowej specjalizacji. Dlatego nie da się uczciwie przeliczyć tej kwoty na klasyczny etat.
Jedno pozostaje jednak uderzające: w sądeckiej placówce przeciętna wypłata lekarza kontraktowego jest niższa od przeciętnego całkowitego wynagrodzenia lekarza na etacie. Różnica wynosi prawie 8 tys. zł miesięcznie. Nie oznacza to, że etat „opłaca się bardziej”. Bez informacji o czasie pracy, specjalizacjach i zakresie obowiązków porównywalibyśmy stetoskop z rezonansem: oba dotyczą medycyny, jednak służą do czegoś innego.
W Polsce 625 kontraktów przekroczyło 100 tys. zł
Według najnowszych danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji 73 proc. lekarzy specjalistów wykonuje świadczenia na podstawie kontraktów. Mediana miesięcznej wartości kontraktu wynosi 25 595 zł. W przypadku specjalistów zatrudnionych na umowie o pracę mediana całkowitego wynagrodzenia to 23 666 zł brutto. Kwoty przekraczające 100 tys. zł pojawiły się w przypadku 625 kontraktów, czyli około 1,2 proc. analizowanych wypłat kontraktowych. To niewielki fragment rynku, choć wystarczająco efektowny, by przykryć całą resztę debaty.
Problem polega na tym, że państwo dotąd widziało poszczególne umowy, a nie zawsze konkretną osobę stojącą za kilkoma kontraktami. Ten sam lekarz może pracować w dwóch lub trzech szpitalach, przychodni i prywatnym gabinecie. Każda placówka raportuje własną część jego wynagrodzenia. Prezes AOTMiT oceniał, że po połączeniu danych z różnych miejsc pracy odsetek lekarzy uzyskujących łącznie ponad 100 tys. zł może być większy i sięgać 5–10 proc. analizowanej grupy. To na razie szacunek, a nie fakt. Właśnie dlatego państwo chce zacząć łączyć dane za pomocą numeru PESEL albo numeru prawa wykonywania zawodu.
Sejm zajrzy lekarzom do wszystkich kontraktów
19 czerwca Sejm uchwalił ustawę pozwalającą Ministerstwu Zdrowia, NFZ i AOTMiT dokładniej analizować wynagrodzenia medyków. Za ustawą zagłosowało 253 posłów, nikt nie był przeciw, a 177 osób wstrzymało się od głosu. Dzięki numerom PESEL i prawa wykonywania zawodu Agencja ma ustalić nie tylko łączne wynagrodzenie jednej osoby z kilku placówek, ale również skalę wieloetatowości i rzeczywistego obciążenia pracą. Resort podkreśla, że dane nie mają być publikowane z nazwiskami. Mają służyć wycenie świadczeń, planowaniu finansowania i sprawdzaniu, czy jedna osoba nie wykonuje pracy w wymiarze budzącym pytania o bezpieczeństwo pacjentów.
Środowisko lekarskie odpowiada, że transparentność nie może zamienić się w publiczny pręgierz. Naczelna Izba Lekarska wskazuje, że rekordowe wypłaty dotyczą niewielkiej grupy i nie mogą służyć do przerzucania na lekarzy odpowiedzialności za niewydolność całego systemu.
Obie strony mają kawałek racji. Bez danych nie da się zarządzać miliardami publicznych pieniędzy. Ale sama wiedza o tym, że ktoś zarobił 80 czy 100 tys. zł, nie odpowiada jeszcze na pytanie, dlaczego szpital zgodził się zapłacić taką kwotę. Odpowiedź często zaczyna się od słowa: brak.
W Nowym Sączu brakuje lekarzy na 17 etatów
Sądecki szpital poszukuje obecnie specjalistów na 17 pełnych etatów. Największe braki dotyczą internistów – placówka potrzebuje trzech takich lekarzy. Po dwa etaty pozostają wolne dla chirurgów ogólnych i naczyniowych, chirurgów urazowo-ortopedycznych, lekarzy chorób zakaźnych, chirurgów dziecięcych, onkologów klinicznych oraz radiologów. Brakuje również pulmonologa i psychiatry dziecięcego.
Interna, chirurgia, radiologia, onkologia czy psychiatria dziecięca należą do obszarów decydujących o bezpieczeństwie całej placówki i jej pacjentów.
Wakat ma swoją cenę nieprzeliczalną na złotówki. Płacą za niego lekarze przejmujący dodatkowe dyżury. Płacą oddziały układające grafiki na granicy wydolności i pacjenci czekający dłużej na diagnozę, konsultację, opis badania albo przyjęcie do leczenia. W gospodarce niedoboru cena nie wynika wyłącznie z kwalifikacji ale i z tego, ilu specjalistów może powiedzieć dyrektorowi: „nie przyjmuję tej propozycji, bo dwie inne placówki płacą więcej”.
Trzynastu lekarzy spoza Unii
W sądeckim szpitalu pracuje obecnie 13 lekarzy pochodzących spoza Unii Europejskiej i Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu. System coraz częściej uzupełnia niedobory kadrowe lekarzami wykształconymi poza Unią. Bez nich część grafików byłaby jeszcze trudniejsza do ułożenia.
od 1 maja 2026 roku lekarze i lekarze dentyści, którzy uzyskali zgodę ministra zdrowia na pracę w Polsce w uproszczonym trybie przed 24 października 2024 roku, mieli obowiązek przedłożyć właściwej okręgowej radzie lekarskiej dokument potwierdzający znajomość języka polskiego minimum na poziomie B1. Brak takiego dokumentu oznacza ryzyko utraty prawa wykonywania zawodu.
– Znajomość języka polskiego na poziomie co najmniej B1. potwierdzili wszyscy lekarze zatrudnieni w sądeckim szpitalu – zaznacza pytana przez nas o tę kwestię Agnieszka Zelek-Rachtan.
Komisja ds. Egzaminów z języka polskiego NRL w 2024 roku przeegzaminowała 1939 lekarzy z zagranicy. Dla porównania w 2022 roku do egzaminów przystąpiły 883 osoby, a w 2023 roku – 1911. Samorząd lekarski wskazuje, że rosnąca liczba egzaminowanych pokazuje skalę napływu medyków z zagranicy i potrzebę sprawdzania, czy mogą bezpiecznie komunikować się z pacjentem.
70 miliardów na ustawę płacową
W tle lokalnych wynagrodzeń trwa wojna o pieniądze. Według wiceprezesa NFZ koszt obciążeń wynikających z ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia przekroczy w 2026 roku 70 mld zł. Resort zdrowia rozważa jednocześnie wprowadzenie zasady, zgodnie z którą szpital nie mógłby przeznaczać na wszystkie wynagrodzenia więcej niż 60–70 proc. swojego budżetu. Na razie są to zapowiedzi i analizy, nie obowiązujący limit.
Pomysł brzmi racjonalnie, dopóki nie pojawi się pytanie: co ma zrobić szpital, który musi zatrudnić chirurga, anestezjologa albo radiologa, ale żaden kandydat nie przyjdzie za stawkę mieszczącą się w narzuconym limicie? Może ograniczyć wynagrodzenie. Może też nie mieć lekarza. Problem w tym, że oddział bez wymaganej obsady to w szybkiej perspektywie oddział zamknięty.
Czytaj też:
Wyrok w sprawie śmierci ojca Ziobry już w lipcu. Lekarze mówią o straconej karierze


















































































































































































































