- Moim największym marzeniem jest być szczęśliwą, taką się teraz czuję – mówiła Joanna Kulig w lipcu w wywiadzie na naszych łamach. Dla niej ostatnie miesiące były szczególe, pracowite ale też bardzo szczęśliwe. Spodziewa się upragnionego dziecka, zdobyła tytuł najlepszej europejskiej aktorki, a teraz wymieniana jest wśród kandydatek do Oscara.

Jej kariera przypomina baśniową opowieść. Ona – dziewczyna z małej wioski pod Krynicą, z dnia na dzień stała się gwiazdą światowego kina. Równocześnie robiąc zawrotną karierę pozostaje sobą – Joaśką z Muszynki. Zresztą swego pochodzenia się nie wstydzi, wręcz przeciwnie.

- Traktuję to jako atut. Jak wygrałam „Szansę na sukces”, Grzegorz Turnau powiedział, że to, że pochodzę z małej miejscowości, jest właśnie moim atutem, bo uniknę pułapek miasta, które często usypia i zabija czujność. Bardzo mi się to spodobało. Paradoksalnie to pochodzenie z niewielkiej Muszynki daje mi w życiu jakąś równowagę. (…) To co dało mi podwaliny, co mnie ukształtowało to właśnie góry, Beskid Sądecki, Muszynka, Krynica. Te nasze strony są miejscami atrakcyjnymi turystycznie, ludzie przyjeżdżają do uzdrowisk z różnych zakątków świata. To też bardzo pozytywnie działa, bo nie jest to hermetycznie zamknięta społeczność. A to daje człowiekowi przestrzeń do realizacji – mówiła „Dobremu Tygodnikowi Sądeckiemu”.

 

Między ciszą a ciszą

Do szkoły podstawowej chodziła w Muszynce, potem w Tyliczu. Później zdecydowała się na naukę w Technikum Hotelarskim w Krynicy-Zdroju. Równocześnie kształciła się w klasie fortepianu w krynickiej Państwowej Szkole Muzycznej.

- Krynica jest bardzo blisko Muszynki, ale mieszkałam w internacie, bo wieczorami, zwłaszcza zimą, ostatni autobus nie zawsze przyjeżdżał, co było uciążliwe. Dzień zaczynałam od porannych zajęć w technikum, a popołudniu szłam do szkoły muzycznej na Deptak. Tam był fortepian, więc zostawałam ćwiczyć. Godzina 19., 20., pusta aula, cisza, klimat, nikogo nie było w szkole, a ja sobie ćwiczyłam te swoje sonaty, etiudy. Uwielbiałam te wieczory. Potem wracałam do internatu i z koleżankami odrabiałyśmy zadania w świetlicy. Pomagałyśmy sobie. Przyjaźnimy się do dziś – wspominała w DTS.

Pierwszym krokiem do obecnej kariery był występ w „Szansie na sukces”. Miała 16 lat, gdy stanęła przed telewizyjnymi kamerami. Góralską śwarnością i piosenką „Między ciszą a ciszą” podbiła serca widzów, prowadzącego program Wojciecha Manna i gościa programu Grzegorza Turnaua.

To dało jej odwagę do startowania później do Instytutu Jazzu w Katowicach. Nie dostała się, choć śpiew ma właściwie w genach. Dziadek grał na skrzypcach, wujek mamy na klarnecie, a ona z braćmi Markiem, Piotrem i siostrami Anną, Justyną, występowała na weselach i dancingach. Śpiewała też na Deptaku i koncertowała z orkiestrą jazzową z Ukrainy w Koronie Węgierskiej w centrum Krynicy.

- Pięknie śpiewa moja babcia Helena, która zna mnóstwo pieśni ludowych. Kiedy jeździłam do niej do Grybowa, to zawsze napełniała mnie fantastycznymi inspiracjami twórczymi. Mój tata był drużbą odśpiewującym na weselach piosenki. Dużo śpiewało się w kościele w Muszynce. Tu zresztą ludzie nadal bardzo głośno śpiewają, mój mąż zawsze się dziwi, że u nas w kościele śpiewa się pełnymi głosami – opowiadała nam ze śmiechem.

 

Czy jest tu Joanna?

Spróbowała swoich sił startując do krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Za pierwszym razem się nie udało, za drugim – tak, choć sama do aktorstwa nie była do końca przekonana. Zwłaszcza pierwszy rok studiów wspomina jako gehennę.

Zarabiając na studia, wyjechała do Londynu. Pracowała w knajpie i w ciucholandzie, ucząc się angielskiego. Z uśmiechem wspomina koncert Grzegorza Turnaua w Londynie. Podczas występu artysta poprosił publiczność o wspólny śpiew. Nagle zapytał: czy jest tu Joanna Kulig, bo słyszę jej głos? Oczywiście była, zaprosił ją na scenę i zaśpiewali wspólnie.

Jak ją rozpoznał w tłumie? Można tylko przypuszczać. Bo głos Joanny jest charakterystyczny. A jak się śmieje to śmieje się całą sobą. Naturalna, spontaniczna i żywiołowa.

 

Postawiła na film

Jeszcze na studiach dostała angaż w Starym Teatrze w Krakowie. Ale w 2011 r. podjęła odważną decyzję, zrezygnowała z teatru i kierując się intuicją, postawiła na film. Wkrótce dostała role: u Pawła Pawlikowskiego w „Kobiecie z piątek dzielnicy” i u Małgorzaty Szumowskiej w „Sponsoringu”. Obie bardzo ważne dla dalszej kariery. Pierwsza zapoczątkowała współpracę z reżyserem „Zimnej wojny”, druga dała jej możliwość wystąpienia u boku Juliette Binoche i przyniosła rozpoznawalność.

Polskim widzom Joanna Kulig w ostatnich latach kojarzyła się przede wszystkim z rolą Igi Małeckiej w serialu „O mnie się nie martw”, z piosenkarką w oscarowej „Idzie” Pawlikowskiego, z siostrą Ireną w „Niewinnych” i z Zuzą z filmu Patryka Vegi „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”. Miniony rok był szczególnie intensywny aktorsko. Zagrała Magdę w „Miłość jest wszystkim”, mamę Gosi w „7 uczuć”, starszą aspirant Justynę Mateję w serialu „Pułapka”, Hankę Tomalę w „Klerze” i oczywiście Zulę Lichoń w „Zimnej wojnie”. Ta ostatnia produkcja była szczególna już na etapie pracy na planie.

- To była misterna praca nad detalami. Bardzo ważny w filmie był obraz, więc każdy kadr musiał być odpowiednio ustawiony. W tym wypreparowanym świecie my aktorzy musieliśmy być bardzo naturalni. Więc zanim te wszystkie elementy: światła, scenografii, ruchu, gry aktorskiej się dograło, było sporo dubli.  Paweł  Pawlikowski pracuje w profesjonalny sposób, szukając prawdy a równocześnie stylizując ten świat, więc u niego taka ilość powtórek ujęć jest normą. Robiliśmy już razem trzy filmy, dlatego nie było to dla mnie zaskoczeniem, ale to rzeczywiście w typowej pracy nad filmem to dość niespotykane – wspominała na naszych łamach.

 

Serca, które spotkać się nie mogą

„Zimna wojna” nie jest kinem akcji. To poetycka, budząca niedosyt opowieść o miłości młodej tancerki Zuli i pianisty Wiktora. Ich uczucie porywa ale też spala. Namiętność, rozstania i powroty, a w tle historia, która wpływa na losy bohaterów. Akcja rozgrywa się w latach 50-60. ubiegłego wieku. Bohaterkę poznajemy jako 18-letnią dziewczynę, która stara się o angaż w zespole Mazurek. W finale jest o 15 lat starsza, dojrzalsza, po przejściach.

- Mogłam pokazać i umiejętności aktorskie, i muzyczne, i jeszcze nadrobić taneczne. Taka rola to marzenie. To wielkie szczęście, że mogłam ją zagrać – mówiła w DTS.

Po wyjściu z kina w pamięci zostają czarno-białe obrazy ale też piosenka „Dwa serduszka”, która pojawia się w filmie w kilku aranżacjach. Joanna Kulig pytana przez nas, czy nuci sobie tę piosenkę, ze śmiechem odpowiadała, że tak.

- Ostatnio śpiewał to synek mojej siostry, Antek, który ma 3 latka. Siostra przysłała mi  nagranie i mocno się wzruszyłam. Ciekawe jest to, że np. dziennikarze z Anglii mówili, że ten utwór jest absolutnie wspaniały, i że trzeba wydać piosenkę „Ojojoj”, bo taki jej tytuł nadali. Jak ktoś wychodzi z kina to nuci ten utwór, bo to piosenka przewodnia, która łatwo wpada w ucho. Trochę też ten utwór jest kwintesencją relacji Zuli i Wiktora, opowiadając o dwóch sercach, które spotkać się nie mogą…

 

Wiedzieliśmy, że to dobry film

Paweł Pawlikowski za film „Zimna wojna” zdobył Złotą Palmę na festiwalu w Cannes. Produkcja i sama aktorka zbierają mnóstwo pochlebnych opinii. Juliette Binoche napisała do Kulig na Instagramie: „Uwielbiam Cię! Jesteś światłem!”. Aktorka z Muszynki pytana, czy grając w filmie, spodziewała się takiego efektu, odpowiadała na naszych łamach:

- Aż takiego chyba nikt się nie spodziewał. Trudno jest przewidzieć, na jaki festiwal film trafi i jak będzie odebrany. Ale że to będzie dobry film, to wiedzieliśmy. Widać było, że to będzie niezwykły, dopracowany, wzruszający obraz.

Później było jeszcze lepiej. Aktorka z radością komentowała w wywiadach, że wszędzie publiczność wspaniale reaguje na film. Pochlebne opinie usłyszała m.in. z ust aktorek Julianne Moore, Jodie Foster czy Larsa Urlicha z zespołu Metallica.

15 grudnia w Sewilli Joanna Kulig  została laureatką Europejskiej Nagrody Filmowej w kategorii najlepsza aktorka europejska roku. W ostatnich tygodniach okrzyknięto ją także kobietą roku Glamour, najlepszą aktorką Transatlantic Festival w Łodzi. Teraz została nagrodzona Paszportem „Polityki” w kategorii Film. Żadnej z tych nagród nie odebrała osobiście, obecnie przebywa bowiem w Stanach Zjednoczonych, gdzie intensywnie promuje „Zimną wojnę” i pracuje nad swoją karierą. Trafiła pod opiekę jednej z prestiżowych agencji aktorskich - CAA, która odpowiada za sukces Sharon Stone, Brada Pitta czy Toma Cruise’a. Już w tym roku będzie można ją zobaczyć w amerykańskiej produkcji „Hanna”, gdzie zagrała matkę tytułowej bohaterki, pojawiając się w retrospekcjach.

22 stycznia zostaną ogłoszone nominacje do Oscarów. Wielka gala wręczenia statuetek odbędzie się 24 lutego. „Zimna wojna” już znalazła się na tzw. preliście filmów zagranicznych, a zatem ma duże szanse na nominację, a sama Joanna Kulig wymieniana jest jako potencjalna kandydatka do złotej statuetki. Gdyby ją zdobyła, byłaby pierwszą polską aktorką wyróżnioną Nagrodą Akademii Filmowej. Sama z tych spekulacji się śmieje i uważa je za mało prawdopodobne, ale oczywiście frapujące.

 

W dobrym momencie

Życie Joanny Kulig jak za sprawą czarodziejskiej różdżki w kilka miesięcy nabrało sporych rumieńców. - Jest intensywnie, ale to wszystko dzieje się w dobrym dla mnie momencie. Mam 36 lat. Dojrzałam. Zdążyłam sobie poukładać życie zawodowe i prywatne. Mój cudowny mąż wspiera mnie na każdym kroku. Mam w sobie radość i spokój – przyznaje aktorka na łamach grudniowego „ELLE”.

Za chwilę zostanie mamą. Ślub ze scenarzystą i reżyserem Maciejem Bochniakiem wzięli w 2009 r. Jak wyznaje, wszyscy dziwili się, że tak wcześnie się pobierają, ale ona była pewna od początku. Jej mąż to jest jej wielka, życiowa miłość. Świetnie się ze sobą dogadują, ale też uzupełniają i pięknie różnią – ona na przykład woli aktywność, ruch, lubi wychodzić, lubi jak coś się dzieje. Jej mąż z kolei woli domowe zacisze.

- On jest organizatorem. Mam poczucie, że to on opiekuje się naszym domem. Moja mama, jak na to patrzy, twierdzi, że teraz są takie fajne czasy dla kobiet, bo mężczyzna i ugotuje, i upierze. U nas wygląda to tak, że jak ktoś ma akurat czas, to gotuje, pierze, sprząta. W tej kwestii mamy w domu równouprawnienie – mówi aktorka na łamach „ELLE”.

 

Nie pozuje na diwę

Joanna Kulig - blondynka z błękitnymi oczyma, ma 160 cm wzrostu i zmienia się jak kameleon. Z jednej strony potrafi być bardzo uwodzicielska, z drugiej wydaje się być zwykłą dziewczyną, spontaniczną, nieco szaloną i bardzo otwartą. Amerykański dziennik „San Francisco Chronicle” ogłosił ją przed kilku laty jedną z najseksowniejszych aktorek świata. Sama na co dzień lubi najprostszy styl, nie chodzi na obcasach i nie maluje się. Ot, zwykła Aśka z Muszynki. Teraz stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek, z ogromnym potencjałem na zrobienie światowej kariery. W rozmowie z „Dobrym Tygodnikiem Sądeckim” zapewniała:

- Staram się podchodzić do tego, co się dzieje, artystycznie. Określenie „gwiazda” może kiedyś miało jakieś magiczne znaczenie, mówiło się o gwiazdach starego kina, ale teraz to pojęcie się zdewaluowało. Wolę określenie artystka, do tego zresztą dążę, bo to kojarzy mi się z ciągłym rozwojem. Oczywiście ludzie czasem tak do mnie mówią, więc uśmiecham, dziękuję, ale traktuję to z dystansem. Nie pozuję na jakąś diwę, to nie mój charakter.

Kliknij i pobierz bezpłatnie cały numer:

 

 

MAGIK MAŁA

Wypowiedz się w tej sprawie