Zuber rozchodzi się co do kropli

Nie chcemy, żeby Uzdrowisko kojarzyło się wyłącznie z kuracjuszami. Mamy coraz więcej turystów, bardzo wiele rodzin, młodych małżeństw z dziećmi - mówi Grzegorz Biedroń, prezes Uzdrowiska Krynica-Żegiestów.

- Prezesem Uzdrowiska został Pan pod koniec 2016 r. Miniony rok jest więc w pełni rokiem Pana działalności. Jaki jest bilans roku 2017?

BOCHENSKI

- W tej firmie zmiany były do tej pory dość częste, bo długość kadencji prezesów oscylowała w okresie 2 lat, a poprzedni prezes złożył rezygnację po 2,5 miesiącach. Dlatego za pewnego rodzaju sukces można uznać to, że zeszły rok był rokiem stabilizacji, wyciszania pewnych konfliktów, a sprawy wewnątrz firmy nie zajmowały obserwatorów zewnętrznych. Firma mogła się skupić na rozwoju, na działalności gospodarczej, szukaniu perspektyw rozwoju i opracowywaniu strategii na najbliższe lata. Spółka ma dwie równorzędne nogi: jedna to działalność uzdrowiskowa, a druga to wody lecznicze i woda mineralna Kryniczanka. Jeśli chodzi o działalność związaną z częścią uzdrowiskową to funkcjonujemy w obrębie pewnej polityki państwa, która trwa gdzieś od 30 lat. Charakteryzuje się ona lekceważeniem działalności leczniczej prowadzonej przez sanatoria. To powoduje, że rentowność tego typu działalności praktycznie we wszystkich uzdrowiskach w Polsce jest równa zeru. To wynika m.in. z tego, że stawki za leczenie uzdrowiskowe w Polsce są dwukrotnie niższe niż choćby w sąsiedniej Słowacji.

- NFZ na leczenie uzdrowiskowe przeznacza 1 proc. środków?

- Za rok 2017 to już będzie na pewno poniżej 1 proc., sadzę, że w granicach 0,8 proc. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to za chwilę środki z NFZ będą zmierzać do 0,5 proc., zwłaszcza biorąc pod uwagę, że presja opinii publicznej jest taka, żeby więcej wydawać choćby na kardiologię czy onkologię. Działalność profilaktyczna czy rehabilitacyjna, jaka jest prowadzona w sanatoriach, zainteresowania społeczeństwa i decydentów nie budzi. Pomimo tego, że jestem zadowolony ze współpracy z Małopolskim Oddziałem NFZ, podjęliśmy decyzję, żeby jednak docelowo rozwijać działalność związaną z wolnym rynkiem, wykorzystując renomę Krynicy i historię naszych
obiektów. To droga na najbliższe lata, bo wpływy z NFZ dla takich uzdrowisk jak nasze, to sumy rzędu kilku milionów złotych, podczas gdy niewielki szpital powiatowy otrzymuje kwoty powyżej 200 mln zł.

- NFZ płaci mniej, a równocześnie osób zainteresowanych pobytem w Uzdrowisku jest chyba coraz więcej?

- Wydłużają się kolejki w NFZ, a ponieważ społeczeństwo się starzeje, kolejki są zajęte przez 70-80 latków, więc równocześnie młodych osób, które powinny profilaktycznie przyjeżdżać do Uzdrowiska, jest coraz mniej. Jestem zdania, że sanatoria powinny być dostępne w większym stopniu dla osób w średnim wieku, czyli tych, które mogą jeszcze dzięki pobytowi w sanatorium żyć dłużej, pracować wydajniej. Mieliśmy w ubiegłym roku kuracjusza w wieku 100 lat, takich będziemy mieć więcej, co nas oczywiście cieszy. Ale wobec wysokiej umieralności np. mężczyzn w wieku 40-50 lat, dla takich pacjentów też powinna być możliwość skierowania z NFZ do sanatorium. Coraz więcej kuracjuszy w związku z poprawą sytuacji ekonomicznej jest gotowych do zapłacenia za pobyt w Uzdrowisku z własnej kieszeni. To przestawienie się na klienta, który ma sam zapłacić, wymaga podniesienia standardu usług, a to wiąże się z ciężką pracą, zarówno jeśli chodzi o podnoszenie kompetencji załogi, podnoszenie jakości bazy ale też standardu samych obiektów.

- W tej ostatniej sprawie Uzdrowisko podjęło już kroki?

- Nie tylko klient komercyjny ale też klient z NFZ oczekuje w XXI wieku standardu pokoju z łazienkami. W naszym uzdrowisku zaniedbania sięgają kilkudziesięciu lat, teraz musimy je nadrobić. Ponieważ budynki, które mamy, są budynkami historycznymi, więc koszty modernizacji w naszym przypadku są większe, bo musimy działać zgodnie z wymogami konserwatora ochrony zabytków. W styczniu rozpoczęliśmy modernizację (...)

Przeczytaj całą rozmowę w "Dobrym Tygodniku Sądeckim":

 

Jan Duda

Wypowiedz się w tej sprawie