Zakop szynkę na 20 lat!

Rozmowa z Anną Pietruszą sekretarzem i Jackiem Kościółkiem prezesem Sądeckiej Kooperatywy Spożywczej

 

Wojciech Molendowicz: - Kooperatywa to rzadkie u nas słowo?

Jacek Kościółek: - Na Słowacji częściej używane, bo tam działają kooperatywy. To rodzaj spółdzielni.

- Sądecka Kooperatywa Spożywcza powinna się ze spółdzielniami, które pamiętamy z PRL-u?

JK: - Nasza kooperatywa to po prostu zrzeszenie, spotkania kilkudziesięciu osób, które mają jakiś wspólny cel. A tym celem jest kwestia spożywcza.

- Spotykanie się bardziej biznesowe czy towarzyskie?

Anna Pietrusza: – Na tym etapie pół na pół. Celem naszych spotkań jest to, żeby ludzi, którzy są zainteresowani tematem zdrowej żywności i naturalnego sposobu funkcjonowania, poznawać się z producentami najlepszej, naturalnej żywności.

- Każdy przekonuje, że jego żywność jest zdrowa, ale przekonajcie mnie Państwo, że Wasza żywność jest najzdrowsza.

JK: - Nasz żywność jest zdrowa, gwarantujemy to.

AP: - Jest to żywność, która pochodzi bezpośrednio od lokalnego producenta, nie tylko sądeckiego. To producent, rolnik, hodowca, który wyhodował swój produkt, sam go wytworzył. Do tych osób chcemy na naszych spotkaniach kierować konsumenta, któremu zależy, żeby nabywany produkt był najwyższej jakości.

- Żywność  wyprodukowana domowym sposobem jest zdrowsza i lepsza niż produkty np. z sieci handlowych?

JK: - Na pewno jest bez konserwantów, barwników i innych E–dodatków. Jeżeli już, to mamy konserwanty naturalne, syrop – cukier, który np. wyciągnął z sosny wszystko co najlepsze, a nie słodzik, który jest po to, żeby oszukać klienta, że jest smaczne i ładniej wygląda.

AP: - Jeśli to jest miód, to miód, który po trzech miesiącach zaczyna się krystalizować. A nie miód, który jest rozlany po sezonie od nowa do butelek z podgrzanej beczki, tracący wszystkie właściwości.

- Skąd się bierze potrzeba wytwarzania i poszukiwania przez klienta żywności bezpośrednio od producenta?

AP: - To chyba takie naturalne, to gdzieś w ludziach jest. Jako kooperatywa rozwijamy się i zyskujemy nowych sympatyków w zaskakującym tempie. Widzimy, że w Nowym Sączu i okolicach coraz bardziej obłożonym marketami i sieciówkami, ludzie intensywnie poszukują powrotu do naturalnego sposobu odżywiania się.

JK: - Pamiętam to jedzenie, które kiedyś było, w latach 70-80.

- Pamiętam Pan? Przecież wtedy narzekaliśmy, że w sklepach nie ma nic.

JK: - Nie narzekaliśmy, bo nie chodziliśmy do sklepu. Nie było po co. Może po cukier, którego i tak nie było, bo udzielano go na kartki. Ja pochodzę ze wsi, pewnie w mieście do tych problemów było inne podejście. My mieliśmy wszystko, bez nawozów i bez innych dodatków. Teraz zaczynam zauważać, pewnie to też kwestia wieku, że te obecne produkty - chemiczne, sztuczne, mi nie smakują. Czasami prowadzę głodówki. Po nich nie da się zjeść czegoś chemicznego.

AP: - Organizm tego nie przyjmuje.

JK: - To kwestia przekroczenia jakiejś bariery. Wiadomo, że w danej chwili trudno zrezygnować ze wszystkiego, ale zaczynamy małymi krokami. To tak, jak z rzucaniem papierosów, rzucanie ad hoc zwykle się nie powiedzie, ale krok po kroku można dojść do celu.

- Kooperatywa działa lewie od roku?

JK: - W tamtym roku byliśmy na pierwszym Jarmarku Produktów Lokalnych.

- Przeczytałem gdzieś, że Pana pierwszą motywacją do działania były pobudki patriotyczne i czysto praktyczne.

JK: - Zauważyłem, że jest więcej osób, które myślą jak ja. Wszystkim mówiłem, że ja piekę sobie chleb na zakwasie, że robię głodówki, nie jem tego i tamtego…

- Czego Pan nie je?

- Staram się w tej chwili nawet już nie jeść chleba, bo jest tam gluten. Ten chleb z naszego orkiszu to już zupełnie inny chleb, sto procent orkiszu, nie jak w sklepie, gdzie jest go 10-20 proc., no może 50, a reszta to pszenica.

- A Pani czego nie je?

AP: - Ja raczej jem wszystko, natomiast unikam produktów, które są naszpikowane niepotrzebną chemią i konserwantami. Mówiąc zaś o patriotyzmie, mieliśmy na myśli patriotyzm lokalny, bo korzystamy z produktów lokalnych, naszych. Nie rozumiem, dlaczego cukier musi do nas przyjechać czasami nawet z Afryki. A wędliny? Dziś bez problemu możemy zdobyć wędliny, które mają zupełnie inny skład chemiczny, są inaczej produkowane.

- Albo możemy je sami wyprodukować…

AP: - Możemy. Prowadzimy spotkania edukacyjne, wykłady, warsztaty, na których dzielimy się przepisami, wymieniamy się sadzonkami, wytwarzamy sobie sami przeróżne rzeczy. Zaczęliśmy także serię spotkań o domowych kosmetykach. Na przykład niedawno robiliśmy domowe peelingi. Ostatnio mieliśmy spotkanie o pielęgnacji włosów domowymi sposobami. Po tym wykładzie panie przyniosły mi mydlnicę. Zawsze robiłam szampon z suszonej mydlnicy, teraz dostałam prawdziwą. Próbowałyśmy tak zrobić, żeby taki szampon bardziej się pienił. Jest to zabawa.

- Ten chleb leżący przed nami wygląda jak chleb i pewnie smakuje jak chleb. Na czym polega jego przewaga nad konkurentami z piekarni i marketu?

AP: - Jest z ziarna orkiszu, z ekologicznej hodowli od sprawdzonego rolnika.

- Każdy go może upiec w domu?

JK: - Każdy. Można tradycyjnie w piekarniku, ale ja mam automat, bo jestem leniwy. Pieczenie w nim chleba to 5 minut pracy. Mielę zboże, odważam wszystkie składniki, wrzucam, włączam automat i… rano budzi mnie zapach świeżego chleba.

AP: - Jedno z naszych spotkań poświęciliśmy pieczeniu chleba. Dwie godziny mówienia o ziarnach, mieleniu i na koniec zjedliśmy świeżutki chlebek.

- A to z kolei wygląda jak jajka.

JK: - To są jajka, takie brudne jajka, właśnie dlatego są prawdziwe. Dzięki temu, że są naturalnie  brudne, możemy je przechowywać bardzo długo. Jeśli włożylibyśmy je do pojemnika z solą, można je przechowywać nawet przez rok w piwnicy.

- A przewaga tych jajek nad sklepowymi?

JK: - Są naprawdę zdrowe, ze wszystkimi mikroelementami. To nie jest chów klatkowy, gdzie kury są wykorzystywane ponad miarę.

AP:: - Szczepione, z hormonami, żeby jajka były większe. To nie są też jajka barwione.

- A tu szynka wyprodukowana w marcu…2015 roku.

AP: - Tak, świeżutka, jeszcze dojrzewa. Do tego tyndalizowana - wieprzowa, trzy razy pasteryzowana. Dzięki temu zabijamy wszystkie bakterie. Termin przydatności do spożycia – 20 lat.

- Tak sobie kładziemy na półkę w słoiku i trzymamy 20 lat?

JK: - Najlepiej by było zakopać w ziemi, ponieważ tam mamy stałą temperaturę 8 stopni, chyba że ma się piwniczkę, w której taka temperatura jest zachowana, to jak najbardziej.

- Wprosimy się za 20 lat na kromeczkę chleba orkiszowego z tą szynką.

AP: - Zapraszamy. Tyndalizowanie to zresztą doskonała metoda, żeby sobie przygotować jedzenie na wycieczki, na wyprawy żeglarskie, gdzie nie mamy lodówki.

- Sami możemy ją zrobić w domu?

AP: - Robimy sami w domu, pakujemy w plecak i możemy z nią wędrować przez dwa tygodnie.

- Może być ciężko, szczególnie jeśli weźmiemy jeszcze „słoninę konserwową”.

JK: - To nie jest tak, że jak konserwowa, to jest tam mnóstwo dodatków chemicznych. Konserwowa to znaczy, że postępuje się z nią jak z konserwą, czyli się ją pasteryzuje.

- Ta jest z marca 2016 r. Jaki ma termin przydatności do spożycia?

JK: - W związku z tym, że jej trzy razy nie pasteryzowałem, to tak 1,5 roku, bo to jest tłuszcz, a tłuszcz się nie psuje. Czasami an YouTube są takie ciekawostki – ktoś wykopuje z ziemi pojemnik ze smalcem z roku 1939 i ten smalec jest jadalny.

- Naprawdę miałby Pan odwagę spróbować 70-letniego smalcu?

JK: - Jeszcze takiego pojemnika nie odkryłem.

- Oskoła pochodzi z marca tego roku. Oskoła, czyli sok z brzozy.

JK:- Tak, nawierca się odpowiednio drzewko, żeby potem się ładnie zagoiło i zbiera się sok. Mam brzozę, którą co roku nawiercam.

- Miodek mniszkowy…

AP: – Wybraliśmy się z członkami kooperatywy na spacer, nazbieraliśmy mniszek lekarski i każdy przygotował go według swojego uznania. Ten jest akurat z imbirem cytrynowym, zrobiony na prawdziwym miodzie, nie na cukrze. A tu najświeższy sok z kwiatów czarnego bzu. Wszyscy wiedzą, że to zastępuje syropy apteczne.

JK: - Z ciekawostek mamy też samopszę  – „babcię” orkiszu, prymitywną odmianę pszenicy, która była w użyciu już za czasów Chrystusa. Jeden z rolników będzie nam ją siał.

AP: - Ona zawiera o wiele mniejsze ilości glutenu niż w tradycyjnych mąkach.

- Gluten pojawił się nam kilka razy w rozmowie. Są opinie przekonujące, że przesadzamy ostrzegając przed glutenem.

AP: - Problem z glutenem polega na tym, że jest go za dużo w produktach.

JK: - Jeden procent populacji w ogóle go nie toleruje. Obciążamy nim organizm, który musi przetworzyć go w coś, co się da usunąć. Nie, żeby przyswoić, ale żeby usunąć. Ma tylko taki pozytyw, że rosną z niego bardzo ładne wyroby.

- Jak zostać członkiem Sądeckiej Kooperatywy Spożywczej? Każdy może?

JK: - Każdy. Zapraszamy w czwartki o godz. 18., można przyjść, posłuchać, zobaczyć co robimy.

AP: - Spotykamy się w różnych miejscach, ale naszą główną bazą jest Obłoczek Cafe w sądeckim rynku. Jest tam ogród, kawiarnia z ekologicznymi, zdrowymi produktami, ciastami, herbatami. Jest bawialnia dla dzieci. Tam Nowy Sącz żyje. Bardzo dużo inicjatyw powstaje w tym miejscu, są tam sale warsztatowe i wykładowe.

- Chcecie zdobyć serca i żołądki sądeczan?

AP: - Może aż tak daleko nie wybiegamy, chcemy jednak zachęcić do wspólnych działań.

- Sklepów sieciowych nie będziecie pikietować?

AP: - Absolutnie nie, jesteśmy pokojową organizacją.

JK: - Kto chce może pójść do sklepu sieciowego. Kto chce, może przyjść do nas.

- Zakładam, że jednak 99 proc. naszych Czytelników korzysta z oferty sklepów sieciowych.

AP: - Są tam też produkty egzotyczne dla naszej kuchni i one są smaczne. Wiadomo, że są przewożone w takich, a nie innych warunkach, są konserwowane, ale nie zdobędziemy ich w inny sposób. Nie mówimy, żeby je zupełnie wyeliminować. Ale w tym obszarze, gdzie jesteśmy samowystarczalni i możemy z tych lepszych produktów korzystać, to korzystajmy. Rolnik jest tutaj obok, on to wszystko ma i w tradycyjnych, dobrych warunkach te rzeczy hoduje, sadzi, wytwarza. I musi sprzedać je do jakiejś sieci za jakieś smutne kwoty, które nie są docenieniem jego pracy i naturalności produktów.

Rozmawiał Wojciech Molendowicz

Wykorzystano fragmenty wywiadu dla Regionalnej Telewizji Kablowej.

Fot. Wojciech Molendowicz

WIŚNIAMAŁALIP

Wypowiedz się w tej sprawie