Fot. Agnieszka Małecka

Nie jestem za aborcją, jestem za wolnym wyborem!

„Upominamy się o normalność”, „Myśl mózgiem, nie ideologią”, „Nie jestem żywym inkubatorem”, „Macice wstały z kolan” czy „Kobieta też człowiek, ma swoje prawa” - takie i inne hasła skandowali protestujący na sądeckim Rynku podczas Czarnego Poniedziałku, organizowanego w ramach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. 

Renault2

Inicjatorki protestu apelowały o założenie czarnych ubrań, zabranie czarnych parasoli, a nawet zaklejenie ust czarną taśmą. Przyszło kilkadziesiąt osób odzianych w czarne i ciemne stroje.

Uczestnicy nie kryli emocji: - Jeżeli ta ustawa, nad którą teraz zastanawia się PiS, weszłaby w życie, to kobiety mają prawo czuć się ograniczone. Jeżeli cała Polska się zbierze i zaprotestuje, są szanse powodzenia. My nie jesteśmy fanatykami. To, że możemy zostać ocenione jako zwolenniczki aborcji, to już nie nasz problem. Mam wsparcie rodziców i dziadków, kolegów i koleżanek, wszyscy są za – mówi jedna z młodszych uczestników protestu, Weronika Styczyńska.

- My, jako kobiety, powinnyśmy mieć własne zdanie. Nasze prawa są w Polsce bardzo ograniczane. Nie jestem feministką, ale to, co się teraz dzieje, przechodzi ludzkie pojęcie. Jestem jak najbardziej za tym, żebyśmy, tak jak do tej pory, miały możliwość wyboru – dodaje jej koleżanka.

Organizatorka nowosądeckiej akcji (kobiety tego dnia protestowały w całym kraju) Barbara Żytkowicz, jest przekonana, że poniedziałkowy protest przyniesie efekt.

- Absolutnie wierzę w powodzenie protestu, choćby dlatego, że nasi możni władcy zaczynają powoli mięknąć i zmieniać zdanie. Myślę, że może to być lekka zagrywka polityczna, aczkolwiek kobiety mają tę moc, która powoli do polityków dociera. Pomysł strajku narodził się podczas Czarnego Protestu tydzień temu. Któraś z kobiet krzyknęła: zróbmy strajk 3 października. Potem inicjatywę poparła Krystyna Janda i to w zasadzie ona była inicjatorką protestu – mówi Barbara Żytkowicz, która zaznacza, że ona i pozostałe kobiety, które włączyły się do protestu, nie są zwolenniczkami aborcji.

- Usłyszałam straszne rzeczy. Jesteśmy nazywane morderczyniami, jesteśmy porównywane do nazistek. My tymczasem nie popieramy aborcji. Próbuję to na każdym kroku podkreślać. Walczymy o wolność naszego wyboru. Nie chcemy, aby nam pan polityk wrzucał do kieszeni swoje racje. Chcemy mieć prawo wyboru. Łapy precz od ustawy, która spokojnie obowiązuje od roku 1993 – dodaje Żytkowicz.

- Praw nigdy nie dostaje się w prezencie. Nie można czekać, aż ktoś po prostu łaskawie uzna, że kobiety zasługują na równe traktowanie i szacunek. Wygląda na to, że same musimy je sobie wywalczyć, podobnie jak kiedyś prawa wyborcze. Teraz musimy zawalczyć o poszanowanie naszej godności. Nie jesteśmy zwolenniczkami aborcji ot tak, nie mamy jakiejś fanaberii, po prostu chcemy utrzymania w mocy obowiązującego, ustawowego kompromisu aborcyjnego. Walczymy o prawo do podejmowania własnych, autonomicznych wyborów, tak jak było to do tej pory – zaznacza dowodząca protestem.

Protest poparł także Jakub Bocheński, dawny lider Ruchu Palikota na Sądecczyźnie.

- Jestem tutaj zupełnie spontanicznie, ale to dobra akcja, którą warto wesprzeć - mówił.

- Wierzę w powodzenie protestu, inaczej by mnie tu nie było. Kobiety chciały publicznie powiedzieć, co o tym myślą i liczę, że zostaną wysłuchane. Proponowane w ustawie zmiany są nie do przyjęcia. Moim zdaniem kobiety, które tu protestowały domagają się zachowania obowiązujących dotychczas przepisów. Ustawa ta nie jest dokonała, ale nie potrzebujemy więcej. Jej zaostrzanie jest natomiast skandaliczne. Przyszło tu wielu uczniów i uczennic ze SPLOT-u. Ja sama jestem tu prywatnie, jako kobieta - mówi Alicja Derkowska, dawna działaczka „Solidarności”, współzałożycielka Małopolskiego Towarzystwa Oświatowego.

Nie wszystkie sądeczanki były do Czarnego Protestu nastawione tak entuzjastycznie.

- Od początku byłam temu przeciwna. Jestem osobą mocno wierzącą, o życiu każdego człowieka decyduje Bóg. Aborcja to łamanie V przykazania Dekalogu. Oczywiście każdy ma wolny wybór i sam decyduje o swoim życiu. Jednak ten protest mi się nie podoba, ma on na celu przysłonienie innych ważnych dla Polski spraw - mówi Renata Rosłaniec, założycielka Punktu Rehabilitacyjno-Edukacyjnego „Światełko Nadziei”, mama autystycznego Michałka.

Protest zbojkotowała także inna szczęśliwa mama. - Życie to jest życie. Nie ma tu dla mnie wyboru. Ciekawe ile z pań zaangażowanych w organizację protestu ma dzieci? Uważam, że ktoś, kto jest rodzicem, zupełnie inaczej patrzy na te sprawy. Kilka razy czytałam projekt ustawy i wydaje mi się ona dość solidna. Był to projekt obywatelski, podpisało się pod nim 450 tys. osób, nie pisowski, jak się powszechnie uważa. Wiem, że kobiety walczą o możliwość wyboru, nie o aborcję samą w sobie, ale ja tego protestu nie popieram. W tzw. „czarny poniedziałek” dla kontrastu ubrałam się na biało - mówi przeciwniczka czarnego protestu, która pragnie zachować anonimowość.

***

Pomysł na akcję, która odbyła się 3 października, został zaczerpnięty z Islandii, gdzie 40 lat temu 90 proc. kobiet jednego dnia - 24 października 1975 r. - odmówiło jakiejkolwiek pracy - zarówno zawodowej, jak i wykonywania obowiązków domowych. Kobiety protestowały w ten sposób przeciwko nierównościom ekonomicznym: niższym płacom i nieodpłatnej pracy w domu. Na wielkim proteście w Reykjaviku zgromadziło się 25 tys. osób.

***

Podczas, gdy pod ratuszem trwał Czarny Protest, po sąsiedzku pod pomnikiem Jana Pawła II modliła się grupa osób. Pojawiło się też kilkoro młodych, którzy krzyczeli, że protestujący popierają zabijanie dzieci. W pobliżu była policja, nie doszło jednak do żadnych incydentów.

Agnieszka Małecka

 

WIŚMAŁA2020

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.