Rozmowa z Elżbietą Wiejaczką – biolożką, filozofką, dziennikarką, podróżniczką, antropolożką
– Co było Twoją motywacją, żeby kilkanaście razy wychodzić na Kilimandżaro?
– To był przypadek. Bardzo chciałam jechać do Afryki, już będąc w szkole średniej. Ale wtedy wydawało mi się to kompletnie niemożliwe. To były czasy, gdy podróżowanie nawet do innych krajów w Europie było trudne, a co dopiero do Afryki. Kiedy byłam na już drugich studiach, pojechałam po raz pierwszy do Afryki Zachodniej – Maroko, Mauretania, Mali, przez Saharę Zachodnią. To był wyjazd w kilka osób, na wariackich papierach. Mieliśmy kupione bilety i ubezpieczenie, to było wszystko. Nie mieliśmy zaplanowanej trasy, jechaliśmy, często łapiąc autostop, czasami czekaliśmy na drodze na Saharze i czekaliśmy aż coś pojedzie. Ale to był taki wyjazd, który sprawił, że miałam poczucie, że teraz mogę już wrócić do Polski i pracować na etacie. To nie była prawda. Pracowałam w Polsce na etacie w służbie zdrowia przez osiem miesięcy, już odkładając pieniądze na wyjazd do Afryki, bo wiedziałam, że teraz chciałabym pojechać w jedno miejsce i tam pobyć, żeby dowiedzieć się więcej o życiu tamtejszych ludzi, jak funkcjonują, co jest dla nich trudne, co radosne itd. Ostatecznie pojechałam z przyjaciółką na wolontariat do Kenii. Pojechałyśmy na sześć tygodni, pracowałyśmy trochę w szkole podstawowej. Ponieważ Ania jest malarką, więc zabrałyśmy trochę materiałów plastycznych, robiłyśmy z dziećmi zajęcia edukacyjne, plastyczne, a w międzyczasie jeszcze pomagałyśmy odrestaurowywać obrazy w Muzeum Narodowym w Kenii.
– Po co była Ci ta wiedza, jak ludzie w Afryce żyją?
– Miałam tę chęć wyjazdu do Afryki od dawana. Bardzo wiele osób pytało mnie, czy to wynikało z tego, że przeczytałam jakąś książkę albo obejrzałam jakiś film. Nic takiego nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Po prostu od pewnego czasu bardzo chciałam pojechać do Afryki. Nie mam odpowiedzi na Twoje pytanie.
– Odpowiedz banalnie, że obejrzałaś film „Pożegnanie z Afryką” albo przeczytałaś książkę i zakochałaś się w tym miejscu.
– Niestety nie. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, podobnie jak nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego pojechaliśmy w rowerową podróż poślubną do Afryki. Ale o tym może za chwilę. Wracając do opowieści, w międzyczasie pracowałyśmy z Anią nad obrazami Sao Gamby, o którym dowiedziałyśmy się też przypadkiem w Polsce. Sao Gamba był mężem Polki, z którą skontaktowałyśmy się wcześniej. Tak więc bardzo dużo było tam takich ciekawych, nieplanowanych historii.
– Zakochałaś się w Afryce od pierwszego wejrzenia?
– Byłam zakochana, zanim wyjechałam po raz pierwszy.
– To musiała być miłość idealistyczna. To taj jakbyś zakochała się w mężczyźnie, którego widziałaś tylko na zdjęciu.
– To prawda. Rzeczywiście przez bardzo długi czas wyjeżdżałam do Afryki chyba mając takie różowe okulary. Rozmawiałam o tym niedawno z moją bardzo dobrą koleżanką, która powiedziała, że widzi, że zmienia się moje nastawienie. Rzeczywiście przez te kilkanaście lat spędziłam dużo czasu w Afryce, ale przez ostatnie dwa i pół roku, kiedy wyjeżdżałam do badań terenowych do doktoratu, spędziłam tam dużo czasu. Byłam na trzech wyjazdach trzymiesięcznych i rzeczywiście przekonałam się, że są ludzie, którym można zaufać, z którymi się zaprzyjaźniłam i są osoby, na które trzeba uważać. To miejsce jak każde inne na świecie. Natomiast wyjazd do Kenii, bo muszę do niego wrócić, był o tyle ważny, że kiedy z niego wracałyśmy, na lotnisku w Nairobi spotkałyśmy chłopaka, który wracał z grupą po wyprawie na Kilimandżaro. Kilimandżaro jest w Tanzanii, ale oni latali z Kenii, ponieważ bilety były dużo tańsze. Mieliśmy długą wspólną przesiadkę w Stambule. Dużo opowiadałam Krzyśkowi o tym moim zafascynowaniu Afryką i on od razu stwierdził, że nadawałabym się na lidera. Wymieniliśmy się namiarami, ale przez ługi czas nie mieliśmy kontaktu, ale potem znowu zbieg okoliczności i przypadek sprawiły, że się spotkaliśmy. (…)
Całą rozmowę wysłuchasz tutaj:
Co myśli lew, kiedy widzi kobietę z Gorlic przejeżdżającą na rowerze …
Sięgnij też po feryjne wydanie DTS – za darmo pod linkiem:
Dot. Arch. E. Wiejaczki



























































































































































































































