Co myśli lew, kiedy widzi kobietę z Gorlic przejeżdżającą nieopodal na rowerze? Otóż większość lwów ucieka. Nie spodziewaliście się takiej odpowiedzi? My również. Pewnie wielu z Was nie wie również, że będąc w Afryce, bardziej niż lwów, trzeba obawiać się słoni. Ale na słonia jest sposób – autorski sposób Elżbiety, która podróżowała stopem przez Saharę i siedemnaście razy stanęła na szczycie Kilimandżaro.
Jeśli odpalicie podcast zamieszczony pod tekstem dowiecie się jak to jest wejść na dach Afryki pierwszy i siedemnasty raz, jak smakuje mango zagryzane cebulą, do czego może przydać się napompowany balonik w sakwie roweru i dlaczego nie warto bezgranicznie ufać mapom pokazującym wioski, których nie ma.
Elżbieta już w szkole średniej marzyła o podróży do Afryki. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, bo pojawiła się na długo przed pierwszym wejrzeniem, a później poprowadziła naszą rozmówczynię po skałach, po śniegu i po piachu w mnóstwo zachwycających miejsc.
Nauczyła też tego, czego niekoniecznie uczą w szkołach, nawet wyższych. Na przykład, że idąc wysoko w góry, warto obserwować czyjeś nogi, bo po sposobie chodzenia można poznać symptomy rozwijającego się obrzęku mózgu i zareagować w porę sprowadzając delikwenta w dół. Najlepiej biegiem, bo najlepszym lekarstwem w takim wypadku jest: być niżej.
Przedstawiamy Wam Elę – kobietę z Sądecczyzny – autorkę książki „Pięć kilometrów do bomby”, która pracuje i odpoczywa w Afryce, a od kilku lat zgłębia tajemnice Ameryki Południowej.
Usiądźcie wygodnie i zasłuchajcie się.
Ostrzegamy jednak – ten podcast może spowodować miłość przed pierwszym wejrzeniem.
zdjęcia z archiwum Elżbiety Wiejaczki
Czytaj też:
Przemysław Oberżyświat Osuchowski: Wypluwać trunku nie potrafię






























































































































































































































