Z gór widać lepiej: podnosząc sobie standard

Jest takie zdanie, którego powtarzanie po raz enty, ani trochę mnie nie nudzi. Wręcz przeciwnie, lubię się nim delektować i nie czuję się nim zmęczony, raczej ciągle odkrywam je na nowo i nadaję mu nowych znaczeń. Każdego roku, mniej więcej o tej porze, jest jak wstęp do kolejnego sezonu serialu, na który czeka się z utęsknieniem i zapowiada niezapomniane wrażenia. Osobiście uznaję to zdanie za klasykę gatunku, a nawet perełkę w swojej kategorii. Dobra, wystarczy wstępu, a teraz do rzeczy. Pewnie kilkanaście już lat temu rektor Krzysztof Pawłowski powiedział, że „od maja do października nie wyjeżdża turystycznie poza Sądecczyznę, żeby sobie nie obniżać standardu”. Majstersztyk!

Nikt ładniej i celniej o uroku Sądecczyzny chyba nie powiedział. Im starszy jestem, tym mocniej mnie zdumiewa, ile Pawłowski miał racji. Za każdym razem, kiedy zapuszczę się na jakieś manowce regionu, szczęka mi opada. Bo niby byłem już w tym miejscu wiele razy, ale za każdym kolejnym odkrywam coś nowego. Jak się człowiek raz zakocha w Sądecczyźnie, to ona mu się już nigdy nie znudzi. I choćby po raz setny nastał dla niego maj, to znowu będzie się gapił maślanymi oczami, jak cielę, na jakiś zakątek, którym przecież już się tyle razy zachwycał. I to jest fajne, to jest niepowtarzalne. A co najważniejsze, zazwyczaj są to miejsca niemal odludne, na uboczu zadeptanych deptaków i ciągle nie odkryte przez masowych pożeraczy pierwszych wiosennych lodów.

Kto zaś w tym okresie wybierze się na egzotyczne wyspy, albo w jakieś inne modne miejsce na światowej mapie atrakcji, ten traci dwukrotnie. Po pierwsze – przywołajmy klasyka – na własne życzenie obniża sobie standard wypoczynku i ogranicza paletę wrażeń, po drugie – wyrzuca w błoto pieniądze. Wszak wszystko co najlepsze ma w zasięgu 30 minut jazdy samochodem, praktycznie za darmo. Kochani ziomkowie - pomyślcie, jak my tu mamy dobrze, przecież inni mogą tylko pękać z zazdrości. I będą telewizje pokazywać obrazki z zatłoczonych kurortów obleganych w długi majowy weekend, ale żadna stacja nie zabłądzi z kamerą np. na leśną drogę z Czyrnej do Banicy i dalej pod górkę na Izby. Ale co tam kamera! Tam pies z kulawą nogą nie zabłądzi. Oczywiście kto woli w tym czasie Krupówki albo Saint Tropez – nie zazdrościmy. Szanujemy gusta, ale nie żałujemy swojego wyboru. Jedyne, czego tak naprawdę należy żałować, to tego, że pierwszy majowy tydzień trwa tylko siedem dni w roku. Wielka szkoda.

Czytaj więcej:

Czytaj też:

Sposób na nienawiść: #ILoveYouHater

Jan Duda

Wypowiedz się w tej sprawie