Wiara ma nas zmieniać do bycia lepszymi ludźmi

            To było wyzwanie dla najbardziej wytrwałych, którzy w niecodziennej formie chcieli bardziej zbliżyć się do Boga. Z piątku (12 kwietnia) na sobotę kilkaset osób z Nowego Sącza wzięło udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Musieli pokonać co najmniej 40 kilometrów. Fizyczna i duchowa wędrówka odbyła się w nocy, w ciszy i skupieniu. W niewielkiej grupie lub w samotności. Trasy biegły po asfalcie, a czasem w trudnym terenie górskim.

Ekstremalna Droga Krzyżowa to inicjatywa ogólnopolska. To wyzwanie dla tych, którzy nie boją się wycieńczenia. Jego pomysłodawcą jest ksiądz Jacek Stryczek z Krakowa, założyciel Stowarzyszenia Wiosna. Podczas jednego z filmów promujących EDK mówił: - Ekstremalna Droga Krzyżowa powstała jako odpowiedź na kryzys męskości, niestety męskie zachowania to najczęściej picie piwa, gra w gry komputerowe i oglądanie meczy. Jak tak można żyć? – pytał. - Tak nie musi być. Ja wierzę w taką duchowość, w której jak to powiedział Jezus: Kto straci życie z mojego powodu to je znajduje. Musi być ciężko, boleć i wtedy zaczyna się prawdziwa modlitwa i spotkanie z Bogiem.

 

Trzeba się przygotować

Na wezwanie księdza Stryczka długo nie trzeba było czekać. Co roku w tym wielkopostnym wydarzeniu uczestniczy tysiące osób w całym kraju, nie tylko mężczyźni ale też kobiety. W różnym wieku. W tegorocznej nie zabrakło też wielu sądeczan. W piątkowy wieczór kościół św. Kazimierza w Nowym Sączu pękał w szwach. W mszy świętej inaugurującej EDK wzięły udział setki ludzi. W rozmowie z DTS zgodnie podkreślali, że do takiej drogi trzeba się solidnie przygotować.

- W plecaku niezbędna jest ciepła kurtka przeciwdeszczowa, rękawiczki, kanapki i termos z ciepłą herbatą - mówił jeden z uczestników EDK Oskar Gacek.

Większość osób miało też ze sobą czołowe latarki, wysokie buty niezbędne do wędrówki po terenie górzystym. I drewniane krzyże.

- Najtrudniejsze są podejścia pod górę, to ogromny wysiłek fizyczny. Trzeba też bardzo uważać, nietrudno o skręcenie kostki. Nie wiem, czy zmęczenie pozwoli mi dojść do końca. Czy nie odpuszczę w połowie trasy. Nogi mogą odmówić posłuszeństwa - dodawała Renata Kozera, która już trzeci raz w życiu zdecydowała się na Ekstremalną Drogę Krzyżową.

 

To nie jest pielgrzymka

Anna Tobiasz, lider Ekstremalnej Drogi Krzyżowej rejonu Nowy Sącz - św. Kazimierz, była odpowiedzialna za przygotowanie tras. W sumie zostało zaplanowanych siedem odcinków przez Beskid Sądecki, Wyspowy czy Pogórze Rożnowskie. Pięć tras prowadziło między innymi przez Tęgoborze, Zawadkę, Michalczową, a dwie szły w stronę Jamnej. Najdłuższa z nich wyniosła 55 kilometrów.

- Idea jest taka, aby trasy były minimum 40-kilometrowe. Jeśli są krótsze, to wtedy muszą być znaczące przewyższenia. Część z nich wiedzie drogę asfaltową, część górskimi szlakami turystycznymi, tak aby ułatwić orientację w terenie - tłumaczyła Anna Tobiasz.

Ekstremalna Droga Krzyżowa nie jest pielgrzymką. Każdy walczy sam, aby wytrwać. Ryzykuje, bo nie ma zabezpieczeń. Uczestnicy mogli jedynie pobrać ze strony EDK ślad GPS lub wydrukować sobie opis trasy. To bardzo ułatwiało przemarsz, bo w nocy trudno jest zapytać się o drogę. Każdy szedł swoim tempem, minimalny czas przejścia przewidziano na osiem godzin, maksymalny na dwanaście. Na całej trasie obowiązywała reguła milczenia. Nie było rozmów, żartów.

- Słyszy się wtedy tylko swoje kroki i oddech, to daje do myślenia, wrażenia są niesamowite - mówi Oskar Gacek.

Jak dopowiada Renata Kozera, po drodze pojawiają się kryzysy. Człowiek walczy sam ze sobą, swoimi słabościami.

            - Czuje się ogromne zmęczenie, ból nóg czy pleców. Niska temperatura też znacznie doskwiera, wtedy człowiek zwraca się do Boga, aby go nie opuścił, dał siły na kolejne kilometry – zaznacza.

 

Wchodzenie w głąb siebie

Na trasach przygotowano dla uczestników stacje Drogi Krzyżowej. Przy każdej z nich były czytane lub wysłuchane rozważania. W pojedynkę, bądź w grupie. Wtedy był czas na swoje przemyślenia.

            - Wchodzi się wtedy bardzie w głąb siebie. Nie można się pożalić współtowarzyszowi, że nie dam rady. Wtedy zaczyna się prawdziwa rozmowa z Bogiem - podkreśla Anna Tobiasz.

Rozważania przygotował ks. Jacek Stryczek. Tegoroczne to świadectwa członków Wspólnoty Indywidualności Otwartych, którzy abstrakcyjne prawdy zmienili na własne doświadczenia duchowe. Rozważania więc nie są napisane, raczej dobrze przeżyte.

- Kiedy cały zapas energii jest wyczerpany, to jest moment, żeby zwrócić się do Boga, mówiąc: Jest mi źle, ale nadal Ty jesteś dla mnie najważniejszy, na pierwszym miejscu - mówił w filmie o idei EDK ksiądz Jacek Stryczek.

 

Zbliżyć się do Boga

            Wszystkie trasy prowadziły finalnie do Czchowa-Kozieńca. Tam jest kaplica, a w niej symboliczny obraz Jezusa niosącego krzyż. Dla uczestników EDK wystawiono Najświętszy Sakrament, można było przyjąć komunię św., później napić się czegoś ciepłego. Ci, którzy dotarli szczęśliwie do celu, zgodnie twierdzili, że to wspaniała lekcja pokory. Przeżycia są nie do opisania. Czuje się ogromną euforię.

            - Jestem szczęśliwy, że dałem radę, mimo że nie jestem jakoś szczególnie wysportowany czy silny fizycznie. Podniosło mi to samoocenę. Przez ostatnie kilometry człowiek jest na tyle zmęczony, że jest zły na wszystko i wszystkich. Ból dość mocno daje się we znaki. Ale gdy dojdzie się do celu, uczucie szczęścia jest niewiarygodne. W trakcie EDK nie polecałbym jej nikomu, ale jak już jest po wszystkim, polecam ją każdemu - dodaje Oskar Gacek.

            Dla Renaty Kozery trudna wędrówka była okazją, aby być sam na sam z Bogiem.

- Chodzenie do kościoła, modlitwy nie są dla mnie wystarczające. Chciałam bardziej pobudzić swoją wiarę i przeżyć coś ekstremalnego, żeby móc bardziej zbliżyć się do Boga. Bardziej zrozumieć to, co dzieje się w moim życiu i na świecie - tłumaczy.

 

Przemiana życia

Jak komentuje ksiądz Krzysztof Ciebien z parafii św. Kazimierza w Nowym Sączu, Ekstremalna Droga Krzyżowa to doświadczenie duchowe, na które jest obecnie wielkie zapotrzebowanie. Chodzi w niej o przemianę swojego życia. Jeśli pątnik stanie się lepszy, wszyscy na tym zyskają.

- Obecnie lansuję się, że rodzina, małżeństwo, życie, religia mają ci dawać przyjemność. A jeśli jest inaczej, to trzeba to zostawić. To fałszywy model myślenia. Religia, wiara mają nas zmieniać, abyśmy się stali lepszymi ludźmi, bliższymi Panu Bogu - tłumaczy.

Zdjęcia: Arch. EDK Nowy Sącz - św. Kazimierz/Anna Tobiasz

 

 

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie