W Nowym Sączu Fordy montowano

Pewnie tylko garstka miłośników lokalnej historii wie, że w Nowym Sączu w latach 30. XX wieku znajdowała się montowania samochodów marki Ford. Wojciech Butscher latami pieczołowicie dokumentował dzieje własnej rodziny. Dzięki temu dzisiaj możemy zaprezentować zdjęcie, na którym widać jedno z aut sądeckiej produkcji. Na drzwiach modelu AA dumny napis – „Przedstawicielstwo Ford – A. Buczer własna wytwórnia karoserii”. Samochody składano na ul. Jagiellońskiej, kilkaset metrów od rynku.
Rodzina Butscherów (w firmie obowiązywała pisownia Buczer) to materiał na osobną fascynującą książkę o sądeckich rodach, a montowania Forda, to ledwie fragment ich działalności. I to być może nawet nie ten najciekawszy.

PROTKASA2 /><noscript><img src=Forda, Artur Butscher (syn Antoniego) w 1926 r. otworzył pierwszy w mieście sklep z radiami. Sam był prawdopodobnie posiadaczem pierwszego mieście odbiornika. Niedługo potem Artur, przez 20 lat również aktor i reżyser Teatru Robotniczego, stał sią wraz z ojcem – szanowanym radnym miejskim – motorem napędowym nowego przedsięwzięcia.

Ameryka jeździła już wówczas 15 milionami egzemplarzy słynnego modelu T skonstruowanego i wyprodukowanego przez Henry Forda. W 1927 r. wypuszczono z fabryki nowy model. Ekspansja koncernu z Detroit sięgała już daleko poza USA, a model biznesowy tego przedsięwzięcia był tyleż skuteczny, co nieskomplikowany.

System fordowski był bardzo prosty – opowiada Wojciech Butscher, którego dziadek Antoni i stryj Artur montowali w Nowym Sączu Fordy. – Aby obniżyć koszty wysyłania w świat gotowych aut i otwierania drogich salonów sprzedaży, wymyślono sposób pozwalający uczynić te auta znacznie tańszymi. Samochód był stosunkowo łatwy do złożenia, więc z Ameryki do Europy elementy aut przypływały w wielkich skrzyniach. W Kopenhadze zlokalizowany był gigantyczny magazyn, hurtownia i stamtąd skrzynie wędrowały dalej.

***
Tym sposobem, przez port w Gdyni, trafiały m.in. do Nowego Sącza. Butscherowie posiadali odpowiedni zakład i fachowców potrafiących poskładać auto. Na zdjęciu widać sądecką ekipę na tle zmontowanej właśnie ciężarówki.

Niestety nie zachowały się dokumenty z nazwiskami tych ludzi, możemy się jedynie domyślać, że są wśród nich fachowcy z różnych dziedzin: mechanicy, tapicer, a ten w długim fartuchu ochronnym to niechybnie kowal. Jednym z nich jest z pewnością legendarny majster pan Rybka, ale dziś nie znamy nawet jego imienia – opowiada Wojciech Butscher. – Mój tato w 1930 r. zakupił aparat fotograficzny dokumentując na szklanych kliszach zmontowane w rodzinnej firmie samochody. Niestety do dziś zachowało się tylko osiem takich zdjęć.

***
Jak wyglądały sądeckie drogi pod koniec lat 20. poprzedniego stulecia? Choć nie położono na nich jeszcze nawet kilometra asfaltu, były ponoć w całkiem niezłym stanie. W tamtym czasie prawdopodobnie nie jeździło po nich ani jedno osobowe auto, a jeszcze przed II wojną światową w posiadaniu prywatnych osób w mieście i okolicy mogło znajdować się ok. dziesięciu samochodów osobowych.

Butscherowie montowali wyłącznie ciężarówki (model AA), ale w różnych wersjach. Ówczesny Ford był tak zaprojektowany, że w rozsianych po całym świecie montowaniach podobnych do sądeckiej, kilkuosobowe zespoły ludzi potrafiły – w zależności od zamówienia – złożyć typową ciężarówkę, autobus, samochód pocztowy albo strażacki. Wszystkie egzemplarze pod konkretne zamówienia klientów z Bochni, Limanowej, albo Gorlic.

***
W praktyce wyglądało to tak, że Artur Butscher składał spisane po niemiecku zamówienie do przedstawiciela Forda w Kopenhadze. Tam na statek ładowano skrzynie z częściami i wysyłano do Nowego Sącza.

Te skrzynie tak rozpalały wyobraźnię młodych chłopaków, że kiedy najmłodszy stryj Jerzy informował szkolnych kolegów o nowym transporcie, gimnazjaliści potrafili uciekać ze szkoły, by przyglądać się pociągom przywożącym z Gdyni na sądecki dworzec tajemnicze skrzynie z działającą na wyobraźnię zawartością – śmieje się Wojciech Butscher. – Ile samochodów zmontowano w Nowym Sączu? Trudno powiedzieć, oprócz tych nielicznych zdjęć nie zachowała się żadna dokumentacja firmy. Myślę, że było to kilkadziesiąt aut.

***
W 1938 r. zmarł Antoni Butscher, rok później montowania została przemianowana na warsztat specjalizujący się w obsłudze i naprawie coraz liczniejszych na sądeckich drogach samochodów. Warsztatem ciągle zawiadywał legendarny pan Rybka. Wojenne losy rzuciły Artura Butschera daleko od Nowego Sącza, a wdowa po Antonim jeszcze podczas niemieckiej okupacji sprzedała warsztat. Po wojnie w tym miejscu powstała – oczywiście państwowa już – Spółdzielnia 1 Maja, specjalizująca się w motocyklach, a w warsztacie, gdzie kiedyś montowano sądeckie Fordy skonstruowano olimpijskie bobsleje, na których osada Józefa Szymańskiego wystartowała na olimpiadzie w Cortina d’Ampezzo. W 1969 r. zakład przy Jagiellońskiej został zburzony.

***
Samochodowe tradycje w rodzinie Butscherów jednak przetrwały. Inżynierem mechanikiem o specjalności samochodowej na Politechnice Krakowskiej został brat Wojciecha Andrzej Butscher, wieloletni wicedyrektor Zespołu Szkół Samochodowych w Nowym Sączu. A w rodzinnym archiwum zachował się w oryginalny prospekt Forda z lat 30. XX wieku w języku polskim.
Pamiętam, że jako dziecko bardzo lubiłem oglądać ten prospekt – wspomina Wojciech Butscher. – Był on jednak tak cenną rodzinną pamiątką, że tato sam mi go kartkował, nie wypuszczając z ręki. Może właśnie dlatego do dzisiaj jest w takim idealnym stanie.

(micz)

Fot.  Adam Butscher, z archiwum rodzinnego

 

MAGIK MAŁA
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY
Studio DTS

W siedzibie spółki Newag w Nowym Sączu, w obecności Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka, zaprezentowano działanie nowoczesnego toru testowego, który powstał w ramach najnowszych inwestycji nowosądeckiego producenta taboru szynowego.

Najczęściej wyświetlane
Cechini

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

[mailpoet_form id="1"]