Umierasz? Najpierw sam będziesz musiał dojść do karetki

To brzmi przesadnie, ale wyobraź sobie, że uległeś wypadkowi, a mieszkasz na czwartym piętrze lub znajdujesz się w trudno dostępnym miejscu, gdzie karetka nie może dojechać. Przyjeżdża dwóch ratowników, kładą Cię na ,,deskę" i próbują nieść. Ale jak dwie osoby mają donieść Cię szybko i bezpiecznie do pojazdu na dystansie przypuśćmy - półkilometrowym, po stromej drodze? Przecież ratownik to nie robot, tylko człowiek taki jak my. 

Ratownicy medyczni sprzeciwiają się decyzji dyrektora dotyczącej zmniejszenia liczebności zespołu karetek w trzech podstacjach Sądeckiego Pogotowia Ratunkowego. Zamiast w trzy osoby, mają jeździć w dwójkę. Szef jednostki tłumaczy, że jego decyzja podyktowana była brakiem pieniędzy na utrzymanie kolejnego ratownika. Jednocześnie uważa, że sprzeciw ratowników medycznych jest raczej atakiem na jego osobę, niż objawem braku zgody na sytuację w pogotowiu.

- Jeżeli mamy w karcie zlecenia wyjazdu wpisane, że ktoś zasłabł, to bierzemy niezbędny sprzęt. Jadą trzy osoby. Gdy na miejscu okazuje się, że sytuacja jest zdecydowanie gorsza, na przykład doszło do zatrzymania krążenia, to dwie osoby przystąpią do czynności, a trzecia może wrócić po dodatkowy sprzęt. Jeżeli będzie zespół dwuosobowy, to co ta jedna osoba zrobi? Ma powiedzieć rodzinie: pan niech teraz uciska,  a pan niech wentyluje? - zastanawia się Marcin Tokarski z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych.

Ale po kolei...

Dyrektor Sądeckiego Pogotowia Ratunkowego podjął decyzję o wprowadzeniu dwuosobowych Zespołów Ratownictwa Medycznego w podstacjach: Piwniczna-Zdrój, Rytro, Jasienna. Uszczuplenie składu zespołów w tych miejscach ma nastąpić od 1 września. Jak wyjaśnia szef pogotowia - głównym powodem zmiany są problemy finansowe.

- To jest szklanka do połowy pusta, lub pełna. Chcę zauważyć, że wszystkie pogotowia ratunkowe z rejonu podkarpackiego jeżdżą w dwuosobowych załogach. U nas aż 10 będzie jeździć w trzyosobowych zespołach. Zmiana wynika z faktu, że mamy takie same środki finansowe jak pozostałe pogotowia ratunkowe - wyjaśnia. 

Zadecydowała ilość wyjazdów

Karetki z podstacji w Rytrze, Piwnicznej-Zdrój i Jasiennej wyjeżdżają najrzadziej ( jak twierdzi dyrektor, maksymalnie 2 razy dziennie) i głównie to przesądziło o uszczupleniu składu zespołu karetki o jedną osobę. Ratownicy Medyczni twierdzą, że nie liczba wyjazdów powinna interesować dyrektora, ale stan pacjenta i specyfika rejonu. Jak dodają -  gdyby brać pod uwagę liczbę wyjazdów PSP, to tym tokiem rozumowania prawdopodobnie połowa by już nie jeździła.

- Pan dyrektor powinien o tym wiedzieć, bo pracował wcześniej w służbach straży pożarnej. Mówi, że na podstacji w Rytrze, jeśli zajdzie taka potrzeba, można się będzie wspierać ambulansem z Piwnicznej, a do Jasiennej może przyjechać karetka z Łososiny lub Grybowa... To jest prawda, tylko nie pomyślał o tym, że te karetki, które miałyby przyjechać nam do pomocy, nie zawsze są dostępne, a jeżeli są dostępne, to mają swoje wyjazdy i swój rejon - podkreśla Marcin Tokarski - ratownik medyczny należący do Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych.

Zaznacza również, że gdy zespół z innej podstacji przyjedzie do pomocy, to w tym samym momencie zostawi część swojego rejonu ,,pustym". To w praktyce oznacza, że jeżeli karetka z Grybowa wyjedzie do pomocy w Jasiennej, a w tym samym momencie wydarzy się wypadek w Grybowie, to poszkodowani będą musieli czekać na pomoc załogi z kolejnej podstacji. Znacznie wydłuży się czas oczekiwania na ratunek, a chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że w przypadku ratowania życia człowieka, czas jest decydujący.

- Czas oczekiwania na przyjazd drugiego zespołu wynosi od kilkunastu do kilkudziesięciu minut - dodaje ratownik medyczny.

Życie ludzkie ma jednak swoją cenę

Dyrektor Sądeckiego Pogotowia Ratunkowego podkreśla, że nie ma mowy, aby zatrudnieni w SPR odczuli konsekwencje jego decyzji.

- Żadnych zwolnień nie będzie. To kwestia tylko mniejszej liczby godzin dla osób, które pracują na kontraktach - mówi. - Dodam, że w Sądeckim Pogotowiu Ratunkowym wszyscy ratownicy medyczni mają najlepsze płace w rejonie podkarpackim. Zarabiają obecnie tyle, ile inni będą zarabiać w 2021 roku - dodaje. 

Ratownicy zaś podkreślają, że przez decyzję dyrektora drastycznie pogorszy się jakość świadczeń i udzielania medycznych czynności ratunkowych w stanie zagrożenia życia pacjentów.

-  W naszych strukturach mamy 14 zespołów ratownictwa medycznego, z czego trzy są specjalistyczne i w ich skład wchodzi: ratownik medyczny, ratownik kierujący pojazdem oraz lekarz. Natomiast w 11 pozostałych są jeszcze po trzy osoby: dwóch ratowników medycznych i ratownik kierujący pojazdem. Z wyjątkiem podstacji w Starym Sączu, która od 1 sierpnia już jest dwuosobowa, bo taki był pierwotny zamysł dyrektora. Prawdopodobnie tym tokiem myślenia dyrektor podjął decyzję, aby podstacje w Rytrze, Jasiennej i Piwnicznej składały się z zespołu dwuosobowego - wyjaśnia Marcin Tokarski - ratownik medyczny należący do Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych.

Dyrektor Sądeckiego Pogotowia Ratunkowego podkreśla, że zawsze walczył o to, aby zespoły były trzyosobowe, bo takie mogą optymalnie działać. A decyzję, która tak zabolała ratowników podjął wyłącznie ze względów finansowych.

- Jeśli wszędzie wprowadzono zespoły dwuosobowe, stało się to z jakiegoś powodu. Ostatnio pani Małgorzata Popławska - szefowa związku skupiającego pracodawców pogotowia ratunkowego wystosowała dramatyczne pismo do Ministra Zdrowia z apelem o zwiększenie finansowania, bo nawet tam gdzie pracują zespoły dwuosobowe brakuje pieniędzy - wyjaśnia dyrektor Józef Zygmunt.

- Nam ratownikom medycznym z sądeckiego pogotowia jest po ludzku przykro, że dyrektor, który tyle lat pracuje w służbach, mówi, że wprowadza zmianę, bo są tarapaty finansowe. Wprowadzenie zespołów dwuosobowych mija się z celem. To jest matematyka, obsługa zdarzenia wydłuży się dwukrotnie, a co za tym idzie - dwukrotnie wydłuży się czas oczekiwania, aż ten zespół się zwolni i będzie mógł jechać do kolejnej akcji - odpowiada ratownik medyczny.

Dostajecie pieniądze, to pracujcie!

Do bezpiecznego transportu poszkodowanego w pozycji leżącej optymalnie są potrzebne cztery osoby, najlepiej sześć.

- Czyli jeśli jeździmy w trzy osoby, jest nam potrzebna jedną osoba z zewnątrz. Nie wszyscy ludzie angażują się do pomocy. Czasami są do tego niechętni i mówią: ,,dostajecie za to pieniądze, więc pracujcie". Jak dwuosobowy zespół ma znieść pacjenta w pozycji leżącej z czwartego piętra w bloku? - pyta ratownik Marcin Tokarski.

Dyrektor sądeckiej jednostki mówi, że w przyszłości, jeżeli nie zwiększy się finansowanie ratownictwa medycznego, być może nie będzie w stanie utrzymać trzeciego ratownika. Oznacza to, że nie tylko w Piwnicznej, Rytrze, czy Jasiennej, ale także w pozostałych podstacjach będą załogi dwuosobowe.

- Nie wyobrażam sobie, aby dwóch ratowników znosiło kogoś po schodach z kilku kondygnacji. Nie ma takiej możliwości. Jest to wbrew wszelkim zasadom BHP, wszystkim procedurom, co wpływa to oczywiście na stan tego poszkodowanego - wyjaśnia. 

Wspomina wypadek w Łęce, który został zakwalifikowany jako katastrofa w ruchu lądowym. Wówczas zgłoszono dziewięć osób poszkodowanych. - Nie wyobrażam sobie tam zespołu dwuosobowego. Dwie karetki, to są cztery osoby, a w tym momencie dwie karetki, to jest sześć osób. Naprawdę robi to dużą różnicę - podkreśla Marcin Tokarski. 

Jak dodaje, podstacje w których od 1 września będzie wyjeżdżać tylko dwóch ratowników, mają najtrudniejsze warunki i często, szczególnie zimą, jest problem z dotarciem do pacjenta. (O tym pisaliśmy TUTAJ)

- Jeździłem dwa lata w Jasiennej i doskonale wiem, jak wygląda tam zima. Czasami trzeba zostawić samochód bardzo daleko od domu osoby potrzebującej - dodaje Marcin Tokarski.

Pewna śmierć... Człowieku ratuj się sam

1 marca w lesie w Jasiennej mężczyzna został uderzony w głowę konarem spadającym podczas obalenia drzewa. Jego stan był ciężki.

Dojazd służb ratunkowych na miejsce nie był możliwy z powodu śniegu i ukształtowania terenu. Ratownicy musieli dotrzeć do poszkodowanego na piechotę, a później przenieść go na noszach do karetki pogotowia ratunkowego, znajdującej się przy drodze głównej, czyli jakieś 800 metrów od miejsca wypadku. (O tym pisaliśmy --->TUTAJ)

- Nie mieliśmy opisu miejsca, nie wiedzieliśmy co tam dokładnie  się dzieje, dzwoniliśmy do osoby, która wezwała pomoc. Zostawiliśmy karetkę i szliśmy ponad 500 metrów w dół. W tym momencie nawet sobie nie wyobrażałem, że moglibyśmy wybrać się tam w dwie osoby. Dzięki temu, że na miejscu byli strażacy, nieśliśmy pacjenta na zmianę - relacjonuje ratownik medyczny.

Jak zaznacza - z góry szło się bez większych przeszkód, ale z pacjentem, pod górę i po śniegu -dramatycznie:

- Szliśmy po śladach, które zostawił traktor i łącznie na zmianę niosło pacjenta kilkanaście osób. Gdyby tam pojechały dwie osoby, to tego mężczyznę narazilibyśmy na śmierć.Jeżeli te zmiany faktycznie zostaną wprowadzone od 1 września, to można śmiało powiedzieć, że bardzo dobre ratownictwo medyczne na Ziemi Sądeckiej po prostu umarło. Będzie bylejakość... Dyrektor zapowiada, że może być tak, iż w przyszłości nie utrzyma pozostałych trzyosobowych zespołów. Oznacza to, że zwolni z naszego zakładu około 30-40 osób, a na to nie pozwolimy - kwituje Tokarski.

Ale w czym problem? Gdzie byli związkowcy?

Dyrektor Zygmunt przytacza przykład Nowego Targu i Zakopanego, gdzie jeżdżą zespoły dwuosobowe.

- Tam nie ma takich pytań... To pytam się, w czym jest problem w Nowym Sączu, jeżeli będzie aż 10 załóg trzyosobowych. Gdzie byli związkowcy, kiedy tam wprowadzono zmiany? Nie słyszałem żadnych protestów, nie słyszałem żadnych medialnych szumów. Nikt nie dostrzegał tego, że tam jeżdżą zespoły dwuosobowe, a u nas aż trzyosobowe... Najzwyczajniej w świecie z czysto finansowych powodów trzeba szukać oszczędności. Nie jesteśmy w stanie utrzymać trzeciego, dodatkowego ratownika - powtarza Józef Zygmunt.

- To my odbijemy piłeczkę: w Brzesku, Krakowie i Tarnowie są zespoły trzyosobowe - mówi w imieniu sądeckich ratowników Marcin Tokarski.

Dyrektor rozkłada ręce i podkreśla, że jest jedynie podwykonawcą i otrzymuje określoną pulę pieniędzy z Narodowego Funduszu Zdrowia. Przyznaje, że w tym roku sądecka jednostka otrzymała dofinansowanie, ale pieniądze musiał rozdzielać między kosztami zatrudnienia, sprzętem, utrzymaniem podstacji i rozwojem podległej mu jednostki.

- Karetki  typu ,,S" mamy aż trzy. Wiąże się to z ogromnymi kosztami, bo lekarze mają dzisiaj odpowiednio wysokie stawki - podkreśla dyrektor

Uważa, że sprzeciw ratowników medycznych jest atakiem na niego.

- Nasze pogotowie wyróżnia się pozytywnie na tle innych, a to jest ewidentnie atak na moją osobę i chęć pozbycia się mnie przez niektórych ratowników i związek zawodowy - twierdzi Józef Zygmunt.

Związkowcy zapewniają, że ratownicy medyczni nie robią ,,szumu medialnego" po to, aby zwolnić kogokolwiek ze stanowiska, bo nie mają takiej mocy.

- Jako zarząd związku zawodowego jesteśmy wybrani,  aby reprezentować tą ogromną siłę,  jaką są ratownicy medyczni pracujący w SPR. Stwierdzenie naszego Pana Dyrektora wynika moim zdaniem z braku konstruktywnych argumentów oraz rzetelnego przygotowania w temacie skutków, jakie przyniesie ta redukcja -  kwituje ratownik Marcin Tokarski.

Zgody na minimalizm nie będzie

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że co sześć rąk, to nie cztery, szczególnie gdy stawką jest życie. Jak podkreślają związkowcy, w zespole dwuosobowym znajduje się ratownik medyczny z uprawnieniami do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi (potocznie kierowca) oraz ratownik medyczny, który pełni funkcję kierownika zespołu.

Zaznaczają, że wykonywanie medycznych czynności ratunkowych w dwie osoby nie jest zgodne z aktualnie obowiązującymi wytycznymi Polskiej Rady Resuscytacji z 12 grudnia 2015 roku oraz International Trauma Life Support z 2017 roku.

,,Udzielanie pomocy w tak okrojonym składzie osobowym również obniża jakość świadczeń. Praca w zespołach ratownictwa związana jest z przenoszeniem pacjentów, nierzadko podłączonych do sprzętu medycznego. Wykonując te obowiązki w dwie osoby, działamy niezgodnie z rozporządzeniem Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 25 kwietnia 2017 roku ponieważ przekraczamy dopuszczalne normy dotyczące obciążenia fizycznego" - tłumaczy Marcin Siedlarz - wiceprzewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych

W swoim piśmie podkreśla, iż ratownicy zdają sobie sprawę, że Ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym w art.36 pkt.2 zezwala na tworzenie zespołów w minimalnym składzie dwóch osób, ale dwuosobowy skład zespołu karetki Zespołu Ratownictwa Medycznego stoi w sprzeczności z art.11 ust.2 w/w UoPRM, w którym czytamy, że ratownik medyczny postępuje zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej oraz z należytą starannością.

Powołuje się również na RP Art. 68. Pkt 2 Konstytucji RP, który traktuje, iż obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.

"Tworzenie zespołów dwuosobowych w sytuacji, kiedy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej istnieją zespoły w składzie trzyosobowym ,narusza wspomniany powyżej artykuł Konstytucji. Nie możemy w tym przypadku mówić o równym dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej. Równocześnie uważamy, że tworzenie dwuosobowych zespołów zamyka drogę do kształcenia oraz wdrażania do pracy nowych osób. Gdzie mają zdobyć pięcioletnie doświadczenie? Istnieje również zagrożenie, że funkcjonowanie zespołów dwuosobowych paradoksalnie może nasilić problemy kadrowe w firmie" - czytamy w oświadczeniu.

Ratownicy medyczni nie godzą się na zmniejszenie składu osobowego ZRM. Zwracają uwagę, że stanowią podstawę ratownictwa przedszpitalnego, a zmiana niesie ze sobą realne zagrożenie dla pacjentów jak i dla osób udzielających medycznych czynności ratunkowych.

- Żadne to tłumaczenie, iż ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym, dopuszcza działalność tego typu zespołów. Jest to działanie po najmniejszej linii oporu, obarczone korzyściami poszczególnych ludzi i jednostek zarządzających. Płaca minimalna, zespół minimalny (dwuosobowy), minimalne przeżycie, wszystko jest minimalne. Roszczenia za to są maksymalne, jak i sumienie - kwitują.

Co dalej?

Z jednej strony niezaprzeczalnym jest, iż życie pacjenta jest najważniejsze, a czas działania - decydujący. Z drugiej zaś strony problemy finansowe, jak twierdzi dyrektor zmuszają do cięcia kosztów i szukania oszczędności. Sytuacja wydaje się patowa, a napięcie na linii dyrektor-ratownicy medyczni narasta.  Co, jeśli za kilka lat ze względu na brak pieniędzy karetka stanie się wyłącznie jednoosobową ,,taksówką" do przewożenia ludzi, o ile pacjent sam  lub z pomocą rodziny do niej dojdzie...?

Fot. Marcin Tokarski
Na zdjęciu karetka z podstacji w Jasiennej i Grybowa 

Obejrzałeś? Udostępnij.To może komuś uratować życie.

Opublikowany przez Dżangłera on the road Wtorek, 21 sierpnia 2018

WIŚNIAMAŁALIP

8 comments

  1. Anonim 22 Sierpień, 2018 at 14:21 Odpowiedz

    dlaczego Pan Zygmunt nie zlikwiduje S-ek i nie zmniejszy zatrudnienia w biurowcu ? Lekarzom płaci krocie a na ratownikach chce oszczędzać

  2. Anna 22 Sierpień, 2018 at 17:25 Odpowiedz

    A niech jeździ nawet jedna osoba !!!! Co z tego, że teraz niby jeździło więcej?! Mogłoby nawet 10 jeździć ale gówno z tego jak im nie zależy na zdrowiu i życiu ludzi!!!! Można dzwonić po karetkę, człowiek ledwo żywy, wpada w śpiączkę, ale oni nie przyjadą bo człowiek jest jeszcze PRZYTOMNY! Przyjadą jak straci przytomność, a może najlepiej jaby umarł to wtedy już by wogóle nie musieli przyjeżdżać ! Kpiny, dajcie im więcej kasy!

    • Piotr 23 Sierpień, 2018 at 07:35 Odpowiedz

      Mylisz pojęcia czy wyjadą czy nie to nie od nich zależy tylko od pracowników cpr w Tarnowie, to tam się dodzwonisz i tam zapada decyzja

    • seal 24 Sierpień, 2018 at 15:03 Odpowiedz

      słuchaj kretynko to dyspozytorzy weryfikuja wezwania nie ratownik w karetce a po drugie jak zespół jest u innego pacjenta to sie nie teleportuje tak trudno to zrozumieć

  3. Sądeczanin 22 Sierpień, 2018 at 22:46 Odpowiedz

    takk,,,to na choooj te katetki i lekarze w nich,,,,,,,ludzie sami będą umierający do szpitala zapierdalllllać na piechote,,,,zawałowcy ,,połamańcy ,,,a co tam

  4. Człowiek z PRM 24 Sierpień, 2018 at 13:57 Odpowiedz

    Chora sytuacja w PRM dotyczy całego kraju. Po co wogóle Krajowa Rada Resuscytacji wprowadza nowe wytyczne, które zakładają pracę 3 osobowego zespołu, skoro coraz więcej stacji pogotowia wprowadziło 2 osobowe zespoły? Damy Wam „Lukasa” – super tylko kto go wyniesie na 4 piętro jak już na dzień dobry brakuje rąk do pracy. Dodatkowo zaczyna się obcinanie ilości zespołów lub też skracanie ich czasu pracy, z systemu 24 godzinnego na 12 lub 16 godzin. Kochani mieszkańcy naszego kraju, dla Waszego dobra nie chorujcie w godzinach 22 – 6, co jest coraz mniej zespołów.
    Powiedzmy jasno jeden dyżur lekarza na S – 24 godziny, to dla większości zatrudnionych w PRM miesiąc pracy na etacie.

  5. Ja 24 Sierpień, 2018 at 17:33 Odpowiedz

    Ratownicy to banda kretynów.Tutaj jest prosta piłka nie odpowiada nam praca w takich warunkach a dokładnie nie jesteśmy w stanie w dwuosobowym składzie należycie udzielić pomocy to składamy wszyscy wypowiedzenia.I niech się Pan niby dyrektor goni albo szuka oszczędnosci gdzie indziej nie kosztem ratowników i pacjentów.A tak na koniec Panowie Ratownicy obudźcie się bo sprowadzają was do pozycji noszowych.

  6. Leszek 3 Październik, 2018 at 00:26 Odpowiedz

    Niech i jeździ 4 i co z tego kilka dni temu zespół P był u mojej cioci starsza osoboa w trakcie leczenia nowotworu. Karetkę wezwał syn z powodu nagłego pogorszenia stanu zdrowia, kobieta straciła kontakt z rzeczywistością… nie zorientowana auto i allopsychicznie, od około2 dni nie oddaje moczu… trudno stwierdzić ale synowi wydaje się że przestała oddawać mocz… przyjechali ratownicy z pewnej podstacji wielce źli że mają może 2 wyjazd w ciągu dnia… Ciocie nazwali wariatka (osoba nie leczona wcześniej psychiatrycznie) grozili mandatem za bezpodstawne wezwanie karetki mówili że nie ma wskazań do przewiezienia na SOR. Syn praktycznie zmusił ich do zawiezienia na SOR. A na SOR badania kosmos, zaburzenia wodnoelektrolitowe, stężenie potasu zakrazajace życiu, kreatynina poza skalą.. nerki nie pracują… stan chorej lekarz określił jako dramatyczny… po kilku godzinach Ciocia zmarła… „Specjaliści” z karetki P nie potrafili połączyć nagłego pogorszenia stanu psychicznego z brakiem funkcji nerek (co powodowało zatrucie organizmu szkodliwymi produktami przemiany materii a przez to pogorszenie stanu psychicznego…) najlepiej powiedzieć że ktoś wariat straszyć mandatem a o SAMPLE i badaniu fizykalnym to chyba nawet na studiach nie słyszeli… o ile je niektórzy ukończyli…
    Ok osoba była starsza schorowana… ale czy to oznacza że od razu trzeba stawiać krzyżyk obrażać rodzinę i chorego? I to tuż przed śmiercią? A gdyby syn się nie uparł i Ciocia zmarła w domu…. to jaka to byłaby pożywka dla mediów, ciekawe jakby się tłumaczyli….
    w Angli są zespoły 2 osobowe jak jest coś poważnego wzywają straż, policję dodatkowy zespół i działają.. lekarz dojeżdża motocyklem albo autem osobowym, do RKO to się zjeżdża kilka zespołów, śmigło leci z automatu… jak jest wezwanie do „pierdoły” to ratownicy mają prawo wezwac lek. Rodzinnego lub umówić pacjetowi wizyte… a u nas Meksyk… w kraju który ma najwięcej karetek w Europie według statystyk Eurostatu.

Wypowiedz się w tej sprawie