Twoje życie zależy od ludzi, którzy czują się niedoceniani. Pracownicy laboratoriów protestują

Wyobraź sobie, że jesteś chory, albo coś dolega bliskiej Ci osobie. Do skutecznego leczenia potrzebna jest dokładna diagnoza, badanie krwi, moczu... Oddajesz więc próbki do badań i niecierpliwie czekasz. Lekarz po otrzymaniu wyników będzie wiedział, co ci dolega i zastosuje odpowiednią terapię. Być może to poważna choroba i każdy dzień opóźnienia jest na wagę życia. Jednak wyników wciąż nie ma. Mija dzień, drugi, trzeci... Mija tydzień...  Nie brzmi dobrze, prawda? A co byłoby, gdyby takie historie stały się normą, bo braknie chętnych do pracy w laboratoriach?

- Pracownicy medycznych laboratoriów są przemęczeni, przepracowani - mówi Jolanta Chęcińska, sądeczanka, która pracuje jako diagnosta laboratoryjny w województwie łódzkim. - Jakie mogą być skutki takiej sytuacji? Myślę, że przykład laboratoriów z Mielca, Kolbuszowej najlepiej obrazuje problem. Pięciu z 15 pracowników laboratorium rozchorowało się, kilku było na planowanym od dawna urlopie. W tej sytuacji laboratorium nie mogło pracować w normalnym trybie. Zostały wstrzymane badania z zewnątrz, ograniczono się tylko do badań szpitalnych, a następnie część próbek wysyłano do innych placówek, ponieważ pozostali pracownicy nie byli w stanie wykonać wszystkich zleceń na potrzeby szpitala. Dla placówki to dodatkowe koszty, ponieważ firma zewnętrzna musi zarobić na badaniach.

Strajk  oznacza paraliż

Jak podkreślają pracownicy laboratoriów, ich rola w procesie leczenia często jest bagatelizowana. A przecież bez tego, co robią, funkcjonowanie służby zdrowia byłoby niemożliwe.

- Jeśli nas zabraknie, nie będzie zabiegów, lekarze nie będą mogli podejmować działań leczniczych, a pacjenci będą oczekiwać w jeszcze większych kolejkach. Mówiąc krótko: szpital nie będzie mógł spełniać swojej roli - wyjaśnia Jolanta Chęcińska.

Podobnego zdania jest pracownica szpitala w Limanowej, która nie chce ujawniać swojego nazwiska.

W momencie kiedy odmówimy wykonywania pracy, szpital praktycznie przestanie spełniać swoją funkcję: zostaną wstrzymane zabiegi, SOR nie będzie mógł prawidłowo funkcjonować, nie mówiąc już o położnictwie i porodach, których już nie da się wstrzymać i przesunąć. Pacjenci z krwotokami byliby skazani na pewną śmierć, bo bez badań morfologii, odznaczenia grupy krwi nie byłoby możliwe podanie transfuzji. Dlatego próbujemy zwrócić uwagę na nasz problem. Ciężko jednak podjąć decyzję o rozpoczęciu strajku. Mamy świadomość, że  to uderzyłoby w pacjentów.

Niedoceniani

- Diagnosta laboratoryjny – to brzmi dumnie, przynajmniej w założeniu. W praktyce 95% społeczeństwa nie wie, że istnieje taki zawód - twierdzi Kamil Górski, pracownik Szpitala Powiatowego w Limanowej - Dla wielu ludzi pojęcie o pracy laboratorium medycznego wygląda następująco: laboranci przelewają krew z probówki do probówki wykonując badania rodem z eksperymentów z chemii w szkole.

Okazuje się, że nie tylko przeciętny Kowalski nie dostrzega roli pracowników laboratoriów.

- W grupie lekarzy oraz pielęgniarek też mamy ignorantów, którzy w ogóle nie wiedzą, jak wygląda praca w medycznym laboratorium diagnostycznym. Według nich tylko podstawiamy probówkę pod analizator, naciskamy guzik i wszystko samo się dzieje. Oczywiście nie mówię o wszystkich, bo są osoby, dla których jesteśmy partnerami w procesie diagnostyczno-leczniczym, które rozumieją, że bez wyników badań laboratoryjnych dostarczających ponad 80% danych medycznych skuteczne leczenie nie istnieje. Akurat teraz mam przyjemność pracować w pracowni analitycznej limanowskiego szpitala, gdzie atmosfera jest świetna, gdzie ludzie umieją współpracować - przyznaje diagnosta laboratoryjny - dodaje nasz rozmówca.

- Diagnosta odgrywa bardzo istotną rolę w procesie leczenia, jednak jest to rola niedoceniana. Sądzę, że jest to spowodowane rzadkim kontaktem diagnosty z pacjentem. Pracujemy za zamkniętymi drzwiami laboratorium  - opowiada inna pracownica szpitala w Limanowej.

Kamil Górski dodaje, ze nie jest to zawód ani lekki ani łatwy ani przyjemny:

- Trzeba zdobyć ogrom wiedzy na studiach, a po uzyskaniu prawa wykonywania zawodu trzeba się nieustannie dokształcać uczestnicząc w zjazdach, konferencjach, sympozjach naukowych, zdobywając specjalizacje...

- Największym naszym problemem są niskie zarobki. Nasze pensje zawierają się w przedziale 2200-3000 brutto. W naszym zawodzie są ogromne braki kadrowe, ponieważ młodzi ludzie po ukończeniu studiów na uniwersytecie medycznym nie podejmują pracy diagnostów, wiedząc, że samym powołaniem nie wyżywią rodziny - wyjaśnia Jolanta Chęcińska. - Zdarza się, że jesteśmy zmuszeni do pracy ponad siły. Nasza odporność spada, przychodzimy do pracy chorzy, ponieważ nie ma nas kto zastąpić, a jak wiadomo - każda niedoleczona choroba ma skutki uboczne. My to doskonale wiemy, ale również wiemy, że bez nas służba zdrowia stoi w miejscu.

- Niestety niskie zarobki, niewspółmierne do posiadanej wiedzy i umiejętności oraz niemałych zysków generowanych przez laboratorium na badaniach płatnych to bolączka wszystkich pracowników laboratoriów medycznych czyli rejestratorek, laborantów, techników, diagnostów - twierdzi Kamil Górski.

Między innymi z tego powodu w szpitalu w Limanowej powstała Zakładowa Organizacja Związkowa Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych, której Górski jest przewodniczącym.

I tak mamy szczęście, że Szpital Powiatowy w Limanowej od kilku lat jest na plusie i od trzech lat zapewnia  podwyżki. Nie było też z reguły problemu z dofinansowaniem naszych szkoleń. Jednak jest to kropla w morzu potrzeb. Często jesteśmy lekceważeni i pomijani w różnych decyzjach. Dlatego aby walczyć o nasze prawa w tym roku powołaliśmy w laboratorium organizację związkową. Chcemy, aby decydenci dostrzegli, że w grupie pracowników szpitala istniejemy także my - pracownicy laboratorium.

Ze swoich przemyśleń zwierza się nam także jedna z pracownic szpitala w Nowym Sączu.

- Jestem diagnostą laboratoryjnym z ponad 10 - letnim stażem. Pracuję ze wspaniałymi ludźmi, tworzymy zgrany zespół. Spełniam się zawodowo. Świadomość, że moja praca służy ludziom ratując ich zdrowie, a często życie, motywuje mnie do podejmowania trudu wbrew przeciwnościom, zdrowemu rozsądkowi i kalkulacji, że to się nie opłaca. Dla około tysiąca złotych, które zostanie po odliczeniu kosztów dojazdu i opieki nad dzieckiem, nie opłaca się wychodzić z domu. Często myślałam o przekwalifikowaniu się, to byłoby bardziej opłacalne, jednak zdałam sobie sprawę, że nie chcę być fryzjerką, kosmetyczką, dietetykiem, czy jeszcze kimś innym. Chcę być diagnostą, robić to co robię, to co lubię. Chyba tak uważa większość z naszej grupy zawodowej. Lubimy to co robimy i dlatego trwamy na naszych stanowiskach mimo wszystko.

Szkolenia obowiązkowe, ale płacić trzeba samemu

Niskie zarobki pracowników laboratoriów diagnostycznych i spowodowane nimi braki kadrowe to nie koniec pasma problemów.

- Na diagnostów laboratoryjnych został nałożony obowiązek szkolenia ciągłego, a w ministerstwie nie zagwarantowano pieniędzy i dodatkowych dni urlopu szkoleniowego. Skutkuje to tym, iż pracownik zmuszony jest realizować obowiązek ciągłego szkolenia w ramach własnego urlopu oraz na własny koszt, co przy tak niskich zarobkach jest dużym problemem - wyjaśniają pracownicy Szpitala Specjalistycznego im. J. Śniadeckiego w Nowym Sączu.

Sytuacja wygląda tak samo w całej Polsce.

- Diagności, którzy chcą podnosić kwalifikacje i rozpocząć specjalizację, muszą liczyć się z kosztami ok 10 000 zł za same kursy, nie licząc dojazdów oraz noclegów. Jest to krzywdzące w porównaniu do innych grup zawodowych, choćby lekarzy, których specjalizacja jest finansowana z funduszy rządowych . Diagnosta, który uzyska tytuł specjalisty według najnowszej ustawy z czerwca 2017 roku nadal zarabia mniej niż np. pielęgniarka ze specjalizacją - dodają sądeccy diagności.

Obowiązek ciągłego szkolenia nałożony na diagnostów polega na tym, że w ciągu pięciu lat muszą uzyskać 100 punktów podczas specjalnych kursów i szkoleń.

- Idea fantastyczna, natomiast w realnym życiu bardzo trudna do realizacji - przyznaje Jolanta Chęcińska. - My za szkolenia płacimy sami i wykorzystujemy na nie nasz urlop wypoczynkowy. Niejednokrotnie koszt 2-dniowego szkolenia wraz z dojazdem i noclegiem wynosi około 250-400 zł. Czasem otrzymamy za nie 3-6 pkt. W tym miejscu chciałabym przypomnieć że wypłata, którą otrzymujemy do ręki to od 1600 do 2000 zł. Naszym obowiązkiem jest doszkalać się, ale mimo, iż podnosimy nasze kwalifikacje i pogłębiamy wiedzę, nie możemy liczyć na podwyżki.

Jesień w laboratorium

,,Mówimy DOŚĆ niesprawiedliwemu traktowaniu naszej pracy! Walczymy o zmiany! Zalejmy Pana Ministra pismami, w których żądamy równego traktowania pracowników polskiego systemu ochrony zdrowia! Dość dyskryminacji! Zaczyna się JESIEŃ W LABORATORIUM! Na pismach się NIE SKOŃCZY!" - grzmi od października Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych.

„Jesień w laboratorium” to akcja która trwa w całym kraju. Na drzwiach laboratoriów wiszą plakaty, poprzez które pracownicy  domagają się zauważenia i docenienia. Wysyłają pisma do Ministerstwa Zdrowia oraz dyrektorów poszczególnych szpitali.

- „Jesień w laboratorium” jest akcją, która ma przypomnieć o naszym istnieniu. Nie podejmiemy strajku głodowego i nie odejdziemy ze stanowisk pracy, bo sumienie nam na to nie pozwala. Jesteśmy lojalni wobec systemu, mimo iż on nie jest lojalny wobec nas. Nasza akcja polega przede wszystkim na tym, że zasypujemy Ministra Zdrowia Pana Prof. dr hab. N. med. Łukasza Szumowskiego listami, w których żądamy spełnienia naszych postulatów - wyjaśnia Jolanta Chęcińska.

- Myślę, że w pewien sposób możemy porównać nasze położenie z tym, w którym znajdują się lekarze i pielęgniarki. Jesteśmy tak samo przeciążeni pracą, tak samo podatni na choroby i tak samo chcemy pracować w godnych warunkach. Te dwie grupy zawodowe zostały dostrzeżone przez rządzących, a  o losie diagnostów laboratoryjnych i techników analityki medycznej zapomniano. Pan minister uznał, że zarabiamy wystarczająco dużo. Oczekujemy, że resort zdrowia sprosta  naszym oczekiwaniom dotyczącym podwyżek oraz, że zostanie nam przyznane 10 dni urlopu szkoleniowego - dodaje.

- Przykro jest słyszeć, że inne grupy dostają podwyżki, a my nie. Każdy lepiej pracuje, ma większą motywację, kiedy czuje się docenionym. Aby zwrócić uwagę na naszą sytuację wystosowaliśmy pismo do dyrekcji szpitala. Pozostało bez odzewu. Przyłączając się do akcji ogólnopolskiej podpisaliśmy list do Ministerstwa Zdrowia - mówi z kolei pracownica nowosądeckiego szpitala.

Rozmowy z Ministerstwem

14 listopada pod gmachem resortu zdrowia w Warszawie odbył się protest pracowników laboratoriów. Wtedy też miało miejsce spotkanie przedstawicieli pracowników laboratoriów diagnostycznych z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim. Poprzednie odbyło się w październiku. Wtedy zapewniano diagnostów, że do końca listopada gotów będzie projekt ustawy o medycynie laboratoryjnej.

,,...kwestie pracownicze, w tym postulaty płacowe zgłaszane przez pracowników ochrony zdrowia, są przedmiotem prac prowadzonych w ramach branżowych i ponadbranżowych gremiów dialogu trójstronnego, m.in. z udziałem przedstawicieli wspomnianych krajowych reprezentacji związkowych. Ministerstwo zdrowia dokłada wszelkich starań, aby dialog ten prowadził do wypracowania rozwiązań korzystnych dla pracowników sektora zdrowotnego z uwzględnieniem możliwości finansów publicznych." - pisała Józefa Szczurek-Żelazko z Ministerstwa Zdrowia w liście z 25 października, skierowanym do pracowników medycznych laboratoriów diagnostycznych.

Podczas ostatnich, środowych rozmów, Łukasz Szumowski zapewnił, że w najbliższym czasie spotka się z organami założycielskimi szpitali (powiatowych, klinicznych, resortowych). Obiecał także stworzenie ustawy o zawodach medycznych, w której doprecyzowana miałaby być rola techników, nie regulowana w tej chwili w żaden sposób. W ustawie miałby być wpisany także urlop szkoleniowy dla pracowników laboratoriów, a specjalizacje miałyby stać się bezpłatne.

Do kolejnego spotkania ma dojść w połowie grudnia.

fot. ilustr. pixabay

WIŚNIOWSKI3

Wypowiedz się w tej sprawie