- To jest praca od rana do wieczora, wstajemy o godzinie szóstej rano i jesteśmy na nogach dopóki jest taka potrzeba. Ale ten wysiłek rekompensuje nam uśmiech zmarzniętego turysty, kiedy podamy mu herbatę z cytryną - mówi Katarzyna Kubalok, która wraz ze swoim chłopakiem Łukaszem Koziną od roku prowadzi schronisko górskie u stóp Jaworzyny Krynickiej.

Schronisko górskie PTTK im. Józefa Piłsudskiego zbudowane jest pod szczytem Jaworzyny Krynickiej (1114 m n.p.m.), na jej północnym stoku, na wysokości 1050 m n.p.m. Stoi nad górną częścią doliny Czarnego Potoku, bezpośrednio przy prowadzącym na szczyt zielonym szlaku turystycznym.

Dzierżawcy tego typu obiektów to nierzadko osoby, które prowadzą je z pokolenia na pokolenie. Ale jest też dużo młodych ludzi zakochanych w górach, którzy zarazili się tego typu działalnością. Tak jest w przypadku obecnych gospodarzy krynickiego schroniska. Łukasz Kozina pochodzi z Zawoi, wioski leżącej u podnóża Babiej Góry. Od wielu lat jest ratownikiem ochotnikiem Grupy Beskidzkiej GOPR. Natomiast Katarzyna Kubalok urodziła się w Istebnej, koło Wisły. Niemal od dziecka była związana z narciarstwem biegowym, zajmowała się tym również zawodowo. Zanim jednak para postanowiła związać swoje życie z Krynicą, przez jakiś czas mieszkała i pracowała za granicą.

- Pomysł na prowadzenie takiego obiektu tak naprawdę zrodził się spontanicznie. Wcześniej pomagałem moim znajomych w schronisku na Markowych Szczawinach, kiedy dyżurowałem tam jako ratownik górski. Poznając pracę od kuchni, stwierdziłem, że może warto spróbować swoich sił, następnie namówiłam do pomysłu swoją dziewczyną. I tak rozpoczął się nowy rozdział naszego życia - wspomina Łukasz Kozina.

 

Tu nie można spać do południa

            Dzierżawca obiektu przyznaje, że wyzwań jest sporo. To praca niemal przez 24 godziny na dobę. Trzeba być cały czas pod telefonem, jeśli chodzi na przykład o liczne awarie, który przy tak wiekowym budynku występują dość często, czy wyjaśnianie spornych kwestii z turystami.

- Odpowiadam między innymi za sprawy techniczne, zaopatrzenie zimowe, samego węgla na zimę potrzebujemy co najmniej 20 ton, trzeba też przywieźć drewno oraz zadbać o regularny przegląd samochodów, skuterów, bo bez nich jesteśmy uziemieni – zauważa.

            Obowiązków nie brakuje również Katarzynie Kubalok. Jak tłumaczy, tu nie można sobie pozwolić, aby spać do późna. Zawsze jest coś do zrobienia. Między innymi jest odpowiedzialna za rezerwacje i zaopatrzenie żywnościowe. Schronisko serwuje domowe jedzenie, na przykład bigos, żurek czy placki ziemniaczane. Na miejscu jest wypiekany chleb czy szarlotka.

- Trzeba z tygodniowym wyprzedzeniem planować zamówienie odpowiednich produktów do kuchni i cały czas sprawdzać, czy czegoś nie brakuje - wyjaśnia.

 

Skrzypiąca podłoga i zapach drewna z kominka

W schronisku można za to liczyć na niepowtarzalną atmosferę. W ciepłym okresie turystom oferuje się ognisko z pieczeniem barana a w zimie biesiady przy kominku. W obiekcie, częściowo drewnianym, zachowała się stara, skrzypiąca podłoga, zimową porą w powietrzu unosi się zapach palącego się drewna w sali kominkowej.

- Mamy dwie księgi pamiątkowe, gdzie można zostawić swoją opinię, podzielić się wrażeniami. Ludzie chętnie to robią. Liczą, że kiedyś ich wnuki przyjadą tutaj i rozpoznają ich wpisy. To będzie jeden z dowodów na ich aktywność fizyczną - dodaje z uśmiechem Kubalok.

Schronisko na Jaworzynie Krynickiej oferuje 48 miejsc noclegowych w pokojach z łazienkami oraz 17 dostawek, jadalnię, całodzienne wyżywienie, wi-fi oraz wypożyczalnię rakiet śnieżnych. Jest też zorganizowany kącik dziecięcy. O takie wygody najczęściej pytają rodziny z dziećmi.

- Czasy się zmieniły, turyści są teraz bardziej wymagający. Musimy się do tego dostosować -dodaje Kubalok.

 

Obiekt z 1934 r.

W przeszłości nie zawsze jednak tak było. Początki tego typu obiektów były dość prymitywne. Jak wspomina Stanisław Leśnik, przewodnik beskidzki i tatrzański, standard znacząco różnił się od obecnych realiów.

- To były praktycznie schrony, gdzie można było schować się przed złymi warunkami atmosferycznymi. Większość rzeczy musieliśmy nosić ze sobą, tj. własne wyżywienie. Człowiek uczył się samodzielności. To były jednak romantyczne czasy - zauważa.

Historia schroniska na Jaworzynie Krynickiej niewiele odbiega od tego obrazu. Obiekt powstał w 1934 roku. Nadano mu imię Józefa Piłsudskiego, który według miejscowych przekazów miał zasadzić limbę na stokach Jaworzyny, rosnącą do drugiej dekady XXI w (obecnie w jej miejscu znajduje się figura Jana Pawła II). Pierwszym gospodarzem został Jan Kamyk. Z czasem obiekt stał się atrakcją turystyczną, gościł m.in. Jana Kiepurę, księżniczkę Julianę, przyszłą królową Holandii, wraz z mężem Bernhardem, a także lotników ze Szkoły Orląt .

Pierwszy budynek istniał do II wojny światowej. W sierpniu 1939 gospodarze schroniska Maria i Jan Kamykowie opuścili obiekt. Pozostawiony bez opieki, został splądrowany i zdewastowany. Dzierżawcy powrócili do niego w czerwcu 1940. W 1942 Jan Kamyk został aresztowany i wywieziony do obozu w Oświęcimiu. W 1943 schronisko i cały majątek Kamyków przejął pełniący funkcję burmistrza Krynicy Rudolf Mickler.

- W czerwcu 1944 polscy partyzanci rozbroili przebywających w obiekcie Niemców oraz zabrali całą żywność i koce. Po tej akcji Mickler zamknął i opuścił schronisko. W październiku 1944 roku zostało spalone przez oddziały niemieckie w czasie obławy na partyzantów - tłumaczy prezes krynickiego oddziału PTTK Stanisław Winter.

 

Na starych fundamentach

Po II wojnie światowej miejscowi działacze PTT postanowili odbudować schronisko. Z braku środków urządzili tymczasowy schron turystyczny „Sarenka”, który powstał na fundamentach dawnego budynku gospodarczego. Miał on jedną izbę, świetlicę i małą kuchnię. Schron szybko okazał się za mały.

W 1960 roku oczyszczono stare fundamenty i piwnice, na których postawiono parterowy, drewniany budynek z 20 miejscami noclegowymi. Dotychczasowy schron wykorzystano później na potrzeby Ośrodka Kultury Turystyki Górskiej PTTK na Jaworzynie Krynickiej. W kolejnych latach postawiono kamienne ściany, klatkę schodową, sanitariaty, uruchomiono centralne ogrzewanie oraz doprowadzono prąd. W dawnych suterenach urządzono kuchnię, a wyżej jadalnię. 7 maja 1989 przywrócono schronisku przedwojennego patrona.

W latach 90. XX wieku kompleksowo przebudowano schronisko. Ze starego zostały tylko fundamenty. Budynek otwarto ponownie 22 czerwca 1997 roku. Ściany parteru obłożone są kamieniem, natomiast piętro wykonane zostało z drewna. W 2011 do istniejącego obiektu, od strony północno-zachodniej, dobudowano przeszklony taras widokowy.

 

Widoki zapierające dech w piersiach

Jerzy Kalarus - prezes nowosądeckiej spółki Schroniska i Hotele PTTK Karpaty tłumaczy, że tego typu miejsca oferują turystom coraz bardziej komfortowe zaplecze, aby sprostać ich oczekiwaniom.

- Staramy się, aby zachować starodawny klimat i zwyczaje. Zawsze można liczyć tu na przykład na darmowy wrzątek - podkreśla.

Wyjątkowa lokalizacja schronisk przyciąga rzesze turystów. Budynki są postawione na polanie, wśród lasu, gdzie rozpościera się piękna panorama gór. Sprzed krynickiego schroniska można podziwiać przepiękne widoki na Beskid Niski, zaś ze szczytu Jaworzyny polskie i słowackie Beskidy oraz Tatry. Do schroniska dotrzeć można zarówno koleją gondolową jak i szlakami z Krynicy, Runka, Wierchomli, Szczawnika, Żegiestowa, Piwnicznej, Rytra i Hali Łabowskiej.

- Obcowanie z górami i naturą jest tutaj nie do przecenienia. Z okna pokoju widzę pasma górskie czy las drzew. To bardzo kojące. W mieście, niewiele można zobaczyć, choćby ze względu na smog - zaznacza Łukasz Kozina.

Podziela tę opinię Katarzyna Kubalok. Jak zaznacza, w innym miejscu nie czułaby się tak dobrze. Góry zawsze ją pociągały. Dużo radości też potrafi sprawić turysta, który docenia wysiłek i czas poświęcony przez gospodarzy tego miejsca.

- Pomaga nam to, aby się nie poddawać, rozwijać się i nabywać nowych umiejętności - zaznacza.

Jak dopowiada Łukasz Kozina, każdy, kto pojawi się w obiekcie, jest tutaj przyjmowany z otwartymi rękami. Nikt nie jest odsyłany z kwitkiem.

- Założyliśmy sobie z Kasią, żeby tak prowadzić schronisko, aby turysta czuł się tu jak u siebie w domu i chciał do nas wrócić. Jeśli wraca, to jest dla nas największa satysfakcja –podsumowuje.

Przeczytaj cały numer "Dobrego Tygodnika Sądeckiego" - do bezpłatnego pobrania:

 

MAGIK MAŁA

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.