Transgraniczne Kolegium Redakcyjne: Zbudowaliśmy papierowy most na Słowację

Na granicy polsko-słowackiej spotykają się dwa psy. Słowacki pyta polskiego: - Po co do nas idziesz? - Żeby się najeść - odpowiada. - A ty, po co idziesz do Polski? - Żeby sobie poszczekać... To był bardzo popularny dowcip w latach 80., gdy w Polsce wszystko można było kupić tylko na kartki. Od tamtych czasów relacje polsko-słowackie znacznie się zmieniły. O tym, co nas łączy i co nas dzieli z sąsiadami oraz o efektach współpracy „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”,  „Východosloveńský'ego Reportéra” i ich biznesowych partnerów dyskutowano 20 listopada, podczas Transgranicznego Kolegium Redakcyjnego w Nowym Sączu.

Słowacy pierwsi podają rękę

Niewiele osób wie, że pierwszym zagranicznym dystrybutorem okien dachowych sądeckiej firmy Fakro była słowacka firma Anavek w Bardejowie. Jej właściciel sam, przypadkiem przejeżdżając przez ulicę Węgierską, wstąpił do siedziby dziś największego w kraju producenta okien, proponując współpracę.

- I tak trwa już ona 27 lat. Ze Słowakami łączy nas więc bardzo wiele – opowiadał Tomasz Cisoń, przedstawiciel firmy Fakro w Nowym Sączu, podczas Transgranicznego Kolegium Redakcyjnego w Nowym Sączu.

W sądeckiej restauracji „Manufaktura”, 20 listopada, spotkali się redaktorzy i współpracownicy „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” i Východosloveńský'ego Reportéra”, którzy wspólnie realizują unikatowe w skali kraju polsko-słowackie wydanie gazety, ich partnerzy biznesowi oraz przedstawiciele instytucji i samorządów wspierających wymianę gospodarczo-kulturową między Polską a Słowacją.

Wojciech Molendowicz, redaktor naczelny „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”, przypomniał, że podobnie jak w przypadku firmy Fakro, propozycja wzajemnej współpracy między redakcjami wyszła od Słowaków. Dwa lata temu do biura ogłoszeń DTS wpłynęło zlecenie na reklamę od „Bardejovsky'ego Reportéra”.

- I to był początek naszej współpracy. Słowacy odwiedzili nas później w sądeckiej redakcji, a efektem odbytej wówczas rozmowy był pomysł stworzenia wspólnego wydania gazety – opowiada Wojciech Molendowicz.

Do realizacji idei obie redakcje przygotowywały się blisko pół roku. Efekt czytelnicy po obu stronach granic ujrzeli 22 czerwca 2017 roku. Od tego czasu ukazało się w sumie pięć wydań polsko-słowackiej gazety.

Jana Gąsiorowska ze słowackiej redakcji, która zajmuje się tłumaczeniami tekstów, nie kryje, że m.in. współpraca z sądeckimi dziennikarzami, była inspiracją do poszerzenia zasięgu ich gazety. W tym roku „Bardejovsky Reportér” zmienił nazwę na „Východosloveńský Reportér”.

- To nie tylko daje większy zasięg tematów, ale również zwiększa wpływy z rynku reklamowego -

mówi Jana Gąsiorowska.

Już nie szukamy

Obie redakcje łączy wspólny interes, ale nadrzędną ideą połączenia sił było przede wszystkim wzajemne poznanie się.

- Od Nowego Sącza do Bardejowa dzieli nas odległość kilkudziesięciu kilometrów. Więcej jednak wiemy o tym, co dzieje się w oddalonych o setki kilometrów miastach Słowacji, niż o tym, co mamy na wyciągnięciu ręki, tuż za miedzą. Dlatego chcieliśmy rozpocząć wymianę informacji – mówiła podczas spotkania Słowaczka.

A tak o przyświecającej idei napisali redaktorzy w pierwszym polsko-słowackim wydaniu: „Skoro tak trudno od lat wybudować pomiędzy naszymi krajami drogi  i mosty, którymi pojadą w obydwie strony ciężarówki z towarami, to może łatwiej zacząć od budowania mostów między ludźmi. Papierowych, gazetowych mostów, bo gazety są m.in. po to, by poznawać innych ludzi, dowiadywać się, czym żyją, jak spędzają wolny czas, na co narzekają, a z czego są zadowoleni.”

Na łamach polsko-słowackiej gazety pojawiały się artykuły, które pokazywały, ile oba regiony mają sobie do zaoferowania w różnych dziedzinach życia: od społecznego, przez turystykę, kulturę po gospodarkę. Dziennikarze redakcji DTS i VR nie kryją, że dla nich samych praca nad każdym nowym wspólnym wydaniem to była niezapomniana lekcja historii, kultury i języka.

- Oczywiście początki nie były łatwe. Mieliśmy do pokonania trzy przeszkody. Pierwszą była świadomość, że tak naprawdę niewiele o sobie wiemy, trudno więc będzie podjąć jakieś ciekawe czytelniczo tematy. Drugą była bariera językowa. A trzecią organizacja pracy – każdy tekst musiał zostać przetłumaczony, poddany korekcie językowej, opracowany graficznie w satysfakcjonujący obie strony sposób itp. Jednak już po pierwszym wspólnym wydaniu okazało się, że pomysłów na tematy mamy mnóstwo, bariera językowa nie istnieje, bo świetnie się dogadujemy bez tłumacza, a odpowiednio planując pracę, pokonujemy wszelkie przeszkody. Pięć wspólnych wydań to pięć wspólnych kroków, ku lepszemu poznaniu się Polaków i Słowaków – wspomina Jolanta Bugajska, zastępca redaktora naczelnego.

- Na początku oczywiście zdarzało się nam wiele językowych wpadek, które na szczęście

wszystkich nas bawiły. Hasło „szukamy wspólnych tematów” budziło… konsternację. Słowo szukać jest bowiem w naszym języku bardzo niecenzuralne – śmieje się Jana Gąsiorowska.

Redakcje współpracują ze sobą na odległość, wykorzystując dostępne dziś komunikatory, jakie daje internet. Reporterzy i pracownicy biura ogłoszeń nie kryją jednak, że to czasem bywa dość kłopotliwe, dlatego co jakiś czas organizują wspólne tzw. operatywki wyjazdowe. Są one okazją do omówienia bieżących zadań, ale i integracji. Temu też służyło Transgraniczne Kolegium Redakcyjne w sądeckiej „Manufakturze”. Redaktorzy przyjęli podczas spotkania plan wspólnej pracy na nadchodzący rok. Wymienili się także uwagami na temat dotychczasowej działalności oraz spostrzeżeniami i uwagami czytelników, a także partnerów biznesowych obu wydawnictw.

- Pokutuje w nas stereotyp Słowaka, który przyjeżdża do Polski zrobić zakupy, i Polaka, który odwiedza Słowację w celach wypoczynkowo-turystycznych. Tymczasem, gdy nasi czytelnicy przeczytali, co do zaoferowania ma Nowy Sącz i okolice, dzwonili do nas, mówiąc: Nie sądziliśmy, że tyle jest tam do zobaczenia – opowiada Jana Gąsiorowska.

 

Na granicy

Obecny na spotkaniu Leszek Zegzda, radny Nowego Sącza, również przyznał, że wciąż za mało znamy się ze Słowakami. Przypomniał, jak jeden z wysokich urzędników na Słowacji wyraził zdziwienie przy okazji wizyty w Krakowie, że to milionowe miasto. Był przekonany, że Kraków to taki polski odpowiednik Bardejowa.

- Kiedyś popularny był dowcip o dwóch psach, co się spotkały na granicy polsko-słowackiej. Pies ze Słowacji pyta polskiego: - Po co do nas idziesz? - Żeby się najeść - odpowiada. - A ty, po co idziesz do Polski? - Żeby sobie poszczekać – żartował Zegzda. - Od tamtych czasów wiele się zmieniło i warto to pokazywać – dodał, podpowiadając redakcjom, w jaki sposób mogą rozwinąć wspólną działalność.

Swoje sugestie biznesowe przekazywali również inni goście spotkania: przedsiębiorcy, którzy widzą efekty reklamy w polsko-słowackim wydaniu, oraz samorządowcy i pracownicy instytucji współpracujących ze Słowakami.

Dr Krzysztof Głuc, dyrektor Małopolskiej Szkoły Administracji Publicznej w Krakowie, proponował, by w działalność wydawnictw bardziej zaangażować młodzież Polski i Słowacji. Tomasz Cisoń z kolei podpowiadał tematy, które mogą zaciekawić mieszkańców po obu stronach granic.

- Choćby sprawa komunikacji i budowy przejścia granicznego dla samochodów transportowych. Jestem ciekaw, jak widzą ten problem Słowacy – mówił Tomasz Cisoń.

Transgraniczne Kolegium Redakcyjne odbyło się dzięki dofinansowaniu z Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich oraz środków Województwa Małopolskiego.

Fot. Klaudia Kulak

WIŚNIAMAŁALIP

1 comment

Wypowiedz się w tej sprawie