Nie ma miękkich ludzi w rodzinie Brzeskich!

Gdy przed dwoma miesiącami ich życie rozbiło się o skałę na Zawracie, wiara pomogła im przetrwać najcięższe chwile. Nadzieja i płynące zewsząd słowa wsparcia, dodawały sił. Ale bez miłości nie byłoby cudu powrotu do życia i przyjmowania z pokornym uśmiechem każdego kolejnego dnia. Brzescy to silni ludzie. A Tomek Brzeski jest tu głową rodziny, musi więc dać przykład. I daje!

Wiara

- Pierwszy raz nie pojechałam z mężem na zawody. W tym czasie młodsza córka miała występ cheerleaderek pod Warszawą, więc pojechałam z nią. Po godz. 14. dostałam telefon… Ratownik zadzwonił, że Tomek miał wypadek, że jest zabierany śmigłowcem do Krakowa. Śmigłowiec i Kraków… już wiedziałam, że jest źle. Droga do Krakowa to było najdłuższe 350 km w moim życiu. Telefony, próby dowiedzenia się czegokolwiek, strach czy będzie żył, zanim dojadę, i… modlitwa – wspomina Agnieszka Brzeska.

TLENOTERAPIA

Był 1 kwietnia. Na wspomnienie tego dnia jej, silnej, pełnej pozytywnej energii kobiecie, stają łzy w oczach.

W tym czasie do szpitala w Krakowie jechała już córka - dziewiętnastoletnia Ewa wraz z ciocią. To one były na miejscu pierwsze. Widok był straszny. Nieprzytomny tata, z opatrunkami, opuchniętą zsiniałą twarzą, z tamponadami w nosie. A po chwili jego serce zaczęło zwalniać. Ponowna reanimacja… Bo wcześniej reanimowany był na stoku, pod Zawratem, gdzie doszło do wypadku. Przyjaciele-ratownicy przez 40 minut walczyli o jego życie.

Do wypadku doszło w czasie zawodów w Zakopanem. Dwa metry od trasy zjazdu wystawały nieosłonięte skały. W jedną z nich z impetem uderzył Tomasz – doświadczony narciarz, mistrz Polski w narciarstwie wysokogórskim. Kask roztrzaskał się w drobny mak. On uderzył głową, prawą stroną, pękła podstawa czaszki, doszło do rozdarcia mózgu i licznych urazów.

- To nie był przypadek, że w tym czasie, w tym miejscu akurat znajdowali się najlepsi ratownicy, przyjaciele Tomka. Że np. od razu stwierdzili odmę i wiedzieli jak zareagować. Że z takim uporem walczyli o jego życie. Że szybko zapadła decyzja o transporcie śmigłowcem. Że trafił do szpitala z lotniskiem bez konieczności dodatkowego transportu. Był w tym wszystkim palec Boży – ze spokojem mówi Agnieszka.
Zresztą ten spokój zachowywała przez cały czas.

- Bo był we mnie spokój i była wiara, że wszystko będzie dobrze. Że będzie, co ma być – przyznaje.
Gdy na naszym portalu www.dts24 pojawiła się informacja o wypadku, błyskawicznie uruchomił się niesamowity łańcuszek. Tysiące odwiedzin strony, udostępnienia na Facebooku, komentarze i modlitwy, dobre myśli, słowa wparcia dla Tomasza i jego rodziny.
- To, że miałam wtedy tyle sił, tyle spokoju, nie brało się znikąd… - twierdzi Agnieszka. – A bez wiary nic nie miałoby sensu.

Nadzieja

Trzy kolejne dni były decydujące. Młody, 45-letni mężczyzna, wysportowany, dobrze się odżywający, z silnym sercem, nieobciążony żadnymi chorobami. Czy jednak organizm da radę?

- Lekarze nie dawali wielkiej nadziei, ale tak przekazywali złe wiadomości, że nadzieja w nas nie gasła – wspomina córka Ewa.

Wreszcie najtrudniejsze chwile minęły. Tomasz przeszedł trudną, trwającą ponad pięć godzin operację, w czasie której lekarze składali zdruzgotane kości zatoki czołowej i skroni. Na szczęście potem okazało się, że druga operacja nie będzie konieczna, bo kości szczęki, twarzoczaszki i oczu nie miały przemieszczeń, zaczęły same się zrastać. Ponad miesiąc Tomek utrzymywany był w śpiączce farmakologicznej. Nie wiadomo było, czy po próbie wybudzenia odzyska przytomność. A jednak wybudził się. Odzyskał świadomość. Powoli zaczął wracać…

- Trzymałyśmy się, żeby przy nim nie płakać, a potem wychodziłyśmy i płakałyśmy jak bobry. Na początku, dlatego że wygląda jak kosmita, a potem ze szczęścia, bo ruszył palcem… - wspomina Ewa.

Tomek został przeniesiony na oddział neurologii w krakowskim szpitalu przy ul. Kopernika. Stamtąd przed tygodniem przetransportowano go do limanowskiego ośrodka RehStab na Odział Rehabilitacji Neurologicznej. Czeka go co najmniej sześciotygodniowy turnus rehabilitacyjny. Na tym na pewno się nie skończy. Rehabilitacja jest potrzebna, aby doszło do regeneracji układu nerwowego, uraz był przecież bardzo poważny. Gdy organizm się ustabilizuje, za półtora roku, może za dwa lata, będzie potrzebna operacja z wstawieniem specjalnego tworzywa, które uzupełni plastycznie twarzoczaszkę.
- Najważniejsze, że jest ruchomy, skoordynowany, sam próbuje już jeść, rozpoznaje bliskich. Mamy nadzieję i wierzymy, że wszystko idzie ku lepszemu. Żyjemy tym co jest teraz. Cieszymy się każdą chwilą i dziękujemy za to co jest – zgodnie mówią żona z córką.

Miłość

Tomek Brzeski kilka dni po przebudzeniu jeszcze nie mógł mówić, ale na podanej kartce koślawym pismem napisał: Kocham. Bo jak tu nie kochać? Gdy przez miesiąc był w śpiączce farmakologicznej, żona i córki przyjeżdżały do Krakowa dzień w dzień. Żeby potrzymać za rękę, pogłaskać, pomasować stopy, poklepać. I żeby mówić, mówić, mówić. Co się dzieje w domu, co piszą przyjaciele. Pielęgniarki zauważyły, że gdy Brzeskie pojawiały się w szpitalnej sali, parametry Tomka od razu szły do góry.

Moc pozytywnej energii słali i ślą też przyjaciele. Na przykład Wojtek Topiłko wymyślił akcję „Piątka dla Tomka”. Kto ma wolę może bieganiem, na rowerze, na basenie – byle w ruchu „przybić piątkę” Tomkowi, pokazując, że o nim myśli i trzyma kciuki. Fundacja Na Ratunek uruchomiła specjalne konto na wsparcie rehabilitacji Tomasza Brzeskiego. Przyjaciele i znajomi ślą maile, piszą komentarze na Facebooku. Trzymają kciuki za Tomka, który zawsze służył innym pomocą i obecnością. Nie mają wątpliwości, że ten wojownik da radę.

Wątpliwości nie ma też jego rodzina. Agnieszka i jej córki nie użalają się, tylko z pokornym uśmiechem działają. Gdy rozmawiamy…, bez przerwy wybuchamy śmiechem. Ewa jest taką siłą napędową, akumulatorem dobrej energii i humoru. Ze śmiechem opowiada o tacie, który chciał nożyczki, żeby odciąć te wszystkie szpitalne rurki, które przeszkadzają mu we wstaniu z łóżka. Albo o jego mozolnych próbach trafienia łyżką do ust. Czy o „dzyndzelku”, który zrobił się tacie na szyi po gojącym się otworze na tracheotomię.

A przecież Ewie nie było łatwo, w maju zdawała maturę, choć życie postawiło ją przed o wiele trudniejszym egzaminem dojrzałości. Zresztą teraz wybiera się na fizjoterapię, bo widząc tatę, utwierdza się w przekonaniu, że to zawód, dzięki któremu można pomagać innym.

- Z każdym dniem jest lepiej. I co najważniejsze, wbrew różnym obawom po tak ciężkim urazie, widać w tacie tatę! Ma nawyki, które miał wcześniej, choćby to swoje machnięcie ręką. Widać że to tata – cieszy się Ewa. A wtórują jej też młodsze siostry 12- letnia Magda i 13-letnia Dominika.

Uśmiecha się też żona Agnieszka, a w jej błękitnych oczach jest niezwykła siła i spokój.

- Nie ma miękkich ludzi w tej rodzinie – mówi stanowczo.

A gdy odwiedzamy Tomka Brzeskiego w limanowskim ośrodku RehStab, ta miłość aż tryska – w buziakach na powitanie i w każdym opiekuńczym geście. Sam Tomasz po miesiącu w śpiączce jest mocno wychudzony i osłabiony. Ale specjalnie do Czytelników „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” powoli szepce: -

Trzymam się. Jest OK! I pokazuje kciuk do góry!

Historię o Wierze Nadziei i Miłości w rodzinie Brzeskich przeczytasz również w tradycyjnym wydaniu DOBREGO TYGODNIKA SĄDECKIEGO

Rehabilitację Tomasza Brzeskiego można wesprzeć wpłatami na konto:
FUNDACJA NA RATUNEK, Świniarsko 512, 33-395 Chełmiec
Numer konta bankowego (Łącki Bank Spółdzielczy):
64 8805 0009 0047 9314 2000 0020
WAŻNE – konieczny dopisek „pomoc dla Tomka” lub #piatkadlatomka

FORD TRANS

Wypowiedz się w tej sprawie

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w Polityce prywatności oraz regulaminem, dostępnymi na stronie internetowej.