To wyróżnienie za grę drużynową

Rozmowa ze Zbigniewem Konieczkiem, prezesem Newagu, Honorowym Obywatelem Nowego Sącza

- Motyw pociągu jest w Pańskim życiu obecny na każdym kroku. Nawet ten ważny telefon od prezydenta Ryszarda Nowaka zastał Pana w pociągu…

TLENOTERAPIA

- Lubię jeździć pociągami, więc kiedy tylko nadarza się okazja, to wybieram pociąg. Najczęściej podróżuję koleją służbowo do Warszawy, choć chciałbym częściej i na dłuższych trasach móc skorzystać z pociągu. A co do telefonu od prezydenta, to faktycznie zadzwonił, kiedy byłem w pociągu. Czysty zbieg okoliczności, choć ktoś może powiedzieć, że to opowieść wykreowana na potrzeby sytuacji. Nie będę pokazywał biletu do Warszawy, ale ta ważna rozmowa faktycznie odbyła się w pociągu.

- Był Pan bardzo zaskoczony, kiedy usłyszał, że prezydent chce wnioskować dla Pana o tytuł Honorowego Obywatela Nowego Sącza?

- Bardzo. Chyba początkowo pomyślałem nawet, że to jest żart, ale przecież prezydent nie dzwoniłby do mnie, żeby żartować z poważnych rzeczy.

- A honorowe obywatelstwo miasta to poważna sprawa?

- Proszę popatrzeć na niektóre nazwiska figurujące na tej liście przede mną i tam znajdzie pan odpowiedź: Józef Piłsudski, Lech Kaczyński, Józef Oleksy, Krzysztof Pawłowski…

- No i od kilku dni Zbigniew Konieczek.

- To bardzo miłe, jednak od samego początku podkreślałem, iż traktuję to zaszczytne wyróżnienie jako nagrodę zespołową, dla całej załogi Newagu. W szczególności zaś dla tych, którzy w trudnych momentach nie zawahali się wziąć odpowiedzialności za przedsiębiorstwo. Honorowe obywatelstwo miasta przyznawane jest jednej osobie, bo zwyczajowo nagradza się lidera. Dla mnie jednak jest sprawą oczywistą, że uratowanie firmy przed likwidacją, a potem wdrożenie fundamentalnych zmian, to była gra drużynowa. Żaden człowiek nie byłby w stanie samemu takich rzeczy dokonać. Każdy, kto choć trochę zetknął się z zarządzaniem, wie, że zawsze istnieje model - lider i zespół. Tak jest również w przypadku Newagu, a wcześniej ZNTK. Przywilejem i odpowiedzialnością lidera jest możliwość dobierania sobie ludzi do zespołu.

- Jak Pan dobiera sobie zespół? Zna się Pan na ludziach?

- Każdy mądry i ambitny pracownik jest u nas mile widziany, to pewnie już mówiłem. Czasami ja ich znajduję, czasami to oni znajdują Newag. Mam wrażenie graniczące z pewnością, że pomiędzy kadrą kierowniczą a zakładem istnieje dobra chemia. Ci ludzie po prostu utożsamiają się ze swoją firmą, żyją jej problemami, są mocno zaangażowani w realizowane tu projekty. Przy każdej okazji powtarzam: wszystkie kluczowe stanowiska w Newagu są w tej chwili obsadzone przez ludzi młodych i bardzo młodych. 30-letni dyrektor to u nas nie jest rzadkość. To norma.

- Chce Pan powiedzieć, że Newag jest firmą, gdzie pracują sami szczęśliwi i zadowoleni ludzie?

- Pan chce mnie sprowokować, abym powiedział jakieś zdanie, którego będę potem żałował. Odpowiem tak: Newag to firma, w której – oprócz osiągnięcia niewątpliwego sukcesu rynkowego – udało się zbudować dobrą atmosferę pracy. Duża część z blisko dwutysięcznej załogi mocno skoncentrowana jest na celach, jakie chcemy osiągnąć. I o tym głównie rozmawiamy. Dla wielu Newag to nie jest tylko miejsce zarabiania pieniędzy, gdzie spędzają osiem godzin swojego dnia. Dla nich to sposób na życie. Nie odważyłbym się mówić za wszystkich, bo tak z pewnością nie jest, ale mam pewność, iż duża grupa odczuwa satysfakcję, że pracuje właśnie w Newagu.

- Często wspomina Pan o bardzo młodej kadrze, ale podczas uroczystości w ratuszu, to przedstawiciele emerytów poza scenariuszem poprosili o mikrofon i wygłosili na Pana cześć laudację, może nawet bardziej emocjonalną niż prezydent.

- Tak było, co tu mogę dodać?

- To co Pan myśli o tej sytuacji.

- Myślę, że Newag – chyba jako jeden z nielicznych zakładów w Nowym Sączu – utrzymuje bieżący kontakt ze swoimi emerytami. Kilka zdań wcześniej powiedziałem, że młodzi ludzie u nas żyją sprawami firmy. Ale przecież fakt, że pracownicy przechodzą na emeryturę, nie oznacza, że przestają się interesować wydarzeniami w zakładzie. Newag i wcześniej ZNTK to dla bardzo wielu ludzi było całe ich zawodowe życie. Trudno się im dziwić, że utrzymywanie kontaktu z zakładem jest dla nich bardzo ważne, więc my im go umożliwiamy. To dla nas drobny gest, a bardzo wielu starszym osobom daje poczucie, że wraz z przejściem na emeryturę nikt ich nie odsunął na boczny tor. Niedawno emeryci zwiedzali nowe, nieistniejące jeszcze za ich czasów hale i swoje dawne stanowiska pracy. Ci ludzie nie mogli się nadziwić, jak zakład zmienił się przez ostatnie lata. Starsi ludzie mieli autentyczne poczucie, iż przyłożyli rękę do tych zmian i istnienia przedsiębiorstwa. Byli dumni. To ważne i dla nich, i dla mnie.

- Chwali Pan i newagowską młodzież i emerytów, wszystkich obdziela komplementami…

- Ja tylko stwierdzam fakty. Newag istnieje od 142 lat, więc siłą rzeczy jest w jakimś sensie firmą wielopokoleniową. I to nie tylko w takim znaczeniu, że pracował tu ojciec, a potem syn – czego sam zresztą jestem przykładem. Kiedyś ZNTK zatrudniało ponad 5 tysięcy osób, zakład dawał utrzymanie tysiącom rodzin w Nowym Sączu i całym regionie. Ktoś powiedział, że to było miasto w mieście – samodzielne i niezależne od struktur na zewnątrz. I nawet jeśli to była lekka przesada, to jakoś wyjaśnia zainteresowanie wielu ludzi dalszymi losami firmy. Przeczytałem gdzieś takie zdanie, że Newag jest symbolem wśród sądeckich przedsiębiorstw. I to nie ja wymyśliłem.

- A teraz Zbigniew Konieczek sam znalazł się na półce z sądeckimi symbolami.

- Nie traktuję tak tego wyróżnienia. Jest oczywiście bardzo ważne, ale już mówiłem, że to sukces drużynowy.

- Chyba Pan się trochę wzruszył zasiadając w legendarnym fotelu, w którym przed Panem siedziało tyle sądeckich znamienitości.

- Może odrobinę. Nigdy nie myślałem, że znajdę się w takiej sytuacji.

- I nie myślał Pan, że to właśnie Ryszard Nowak, zarekomenduje Pana do najwyższego w mieście wyróżnienia.

- Nie myślałem. Ale to tylko dobrze o nim świadczy. Gdzieś podczas uroczystości padło zdanie, że w ostatnich latach mocno się różniliśmy w swoich poglądach. Pewnie tak było, ale różniliśmy się w ocenie sposobów dochodzenia do celu, a cel dla każdego był taki sam – Nowy Sącz. Rozwój i pomyślność miasta są priorytetem, który nie podlega dyskusji. Tym większą wartość ma dla mnie to wyróżnienie – różniłem się z prezydentem w wielu sprawach, a on potrafił się wznieść ponad te różnice.

- Podczas piątkowej uroczystości było jeszcze jedno nieplanowane wystąpienie. W imieniu rodziny głos zabrała Pana córka i to był kolejny emocjonalny akcent. Paulina Konieczek nie zdradziła wielkiej tajemnicy mówiąc, że to najbliżsi wiedzą najlepiej, jaką cenę zapłacił Pan – i oni również - zajmując się przez ostatnich 15 lat Newagiem.

- Podziękowałem rodzinie za cierpliwość i wyrozumiałość, choć mam świadomość, że może czasami nie było im łatwo, jeśli jakieś napięcia z zakładu przenosiłem na grunt prywatny. Wielu przedsiębiorców wie, że trudno było tego uniknąć, bo restrukturyzując tak duży zakład, nie da się o godzinie 15. wyjść z pracy i wyłączyć telefon. Najważniejsze, że dzisiaj wszyscy mówimy o tym z uśmiechem i potrafimy mieć dystans do najbardziej nawet dramatycznych wydarzeń z minionych lat.

- W kuluarach uroczystości słychać było opinie, że Zbigniew Konieczek jest dziś człowiekiem spełnionym. Stworzył nowoczesne przedsiębiorstwo, wprowadził go na giełdę, firma ma portfel pełen zamówień, a miasto nadało mu tytuł Honorowego Obywatela w uznaniu jego zasług dla lokalnej spółczesności. Trudno wyobrazić sobie nowe wyzwania i cele, jakie miałby Pan sobie wytyczyć. Pan sobie je wyobraża?

- Dlatego najlepiej byłoby mnie oddać do muzeum kolejnictwa w Chabówce. Niestety tam eksponatów z takim peselem na tabliczce znamionowej jeszcze nie przyjmują. A poważnie. Nie zadaję sobie codziennie rano pytania, czy już jestem spełniony i czy mogę sobie dać spokój z dalszą aktywnością zawodową. Kiedy prowadzi się takie przedsiębiorstwo jakim jest Newag, to każdy dzień przynosi nowe cele i wyzwania. Dzisiaj inne są tylko warunki do realizacji tych wyzwań. Kiedyś były skrajnie trudne - wspominałem o tych symbolicznych już 20 złotych, których brakowało, żeby zapłacić za korespondencje do firmy. Dzisiaj cele są identyczne jak 15 lat temu – nieustający rozwój zakładu. Pierwszy dzień, kiedy przestaniemy robić najmniejszy krok do przodu, będzie początkiem kłopotów. Na szczęście wszyscy o tym każdego dnia pamiętamy. A jeśli miarą spełnienia jest fakt, że teraz trochę częściej mogę się wybrać na skraj lasu i popatrzeć na góry, to faktycznie staję się spełniony.

Fot. Piotr Droździk

Przeczytaj cały numer, kliknij i pobierz bezpłatnie:

FORD OSO

Wypowiedz się w tej sprawie

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w Polityce prywatności oraz regulaminem, dostępnymi na stronie internetowej.