Mówią: pomagacie tam, ale to my czerpiemy z Ugandy energię

Agnieszka i Marek Musiałowie są z Limanowej. Mieszkają i pracują w Warszawie. Ale oazę szczęścia znaleźli w afrykańskiej Ugandzie. Tę historię trzeba jednak zacząć od pewnej audycji radiowej.

Zaproszenie do Ugandy

Rok 2015, Wielki Piątek. Marek w radiowej Trójce słyszy rozmowę z Martą Majewską-Vaassen, Polką, która założyła w Ugandzie dom dziecka. Dziewczyna z pasją opowiada o powstaniu fundacji. O tym, że pracując w Ugandzie w międzynarodowej organizacji „Lekarze bez granic”, widziała dziesiątki osieroconych dzieci, które błąkają się po ulicach i którymi nie ma się kto zająć. Jadąc taksówką, tam na miejscu, zaczęła dyskutować z kierowcą o palącej potrzebie działania. Taksówkarz pokiwał głową i stwierdził, że myśli ona tak samo jak jego żona. Tak poznała się z Marią. I tak wspólnie założyły dom dziecka w Masindi i fundację Window of Life. Marek słucha tej opowieści z entuzjazmem. Pisze do Marty maila z wyrazami uznania. Kilka dni później dostaje odpowiedź z linkiem do strony internetowej fundacji, z zachętą do wsparcia jej działań i z zaproszeniem… do Ugandy. Serce Marka zaczyna bić szybciej… Tylko jak przekonać żonę do wyjazdu do Afryki? Do takiego miejsca?

No, i my tam jedziemy

Wakacje 2016. Marek i Agnieszka spędzają wakacje na Hawajach. Agnieszka wzdycha, że jest cudnie, ale byłoby jeszcze wspanialej, gdyby tym urlopowym wyjazdom nadali dodatkowy sens. Marek nie czeka dłużej, mówi o Ugandzie. A Agnieszce zapalają się radośnie oczy. Wracają do Polski i od razu kupują bilety na wylot do Afryki za rok.

– Nie bardzo wiedziałam, jak powiedzieć rodzicom o tym naszym planie. Ale akurat był nagrywany program „Pytanie na śniadanie” z udziałem Marty Majewskiej-Vaassen. Zadzwoniłam do domu, żeby koniecznie oglądali. Obejrzeli, podobało się im, więc ja wypaliłam: No, i my tam jedziemy – śmieje się Agnieszka.

Przez cały rok przygotowują się do wyjazdu. Czytają o działalności fundacji. Łapią bakcyla – chcą pomagać, widzą w tym sens. Wspierają
fundację finansowo. Biorą udział w spotkaniach wolontariuszy. Przechodzą konieczne szczepienia. Korespondują też z Martą – założycielką Window of Life. Dziewczyna akurat spodziewa się dziecka, więc wraca do Europy, jest okazja osobistego spotkania, rozmowy. – Spotkałyśmy się pierwszy raz, a ja miałam wrażenie, że znamy się od zawsze, że nadajemy na tych samych falach – wspomina Agnieszka.

Co my tu robimy?

Wrzesień 2017. Pakują walizki i lecą do Ugandy. Nie do końca wiedzą, czego się spodziewać, choć w samej Afryce byli dwa lata wcześniej, spędzając wakacje w Tanzanii.

– Wysiada się z samolotu i… To jest jak magia. Nie wiem, czy to niezwykła mieszanka zapachu, wilgotności powietrza, a może odzywa się jakiś pradawny gen. Czuję się tam jakbym wracał do domu, do swojego miejsca – mówi Marek.

Ze stolicy jadą ponad 5 godzin autobusem do Masini. Docierają na miejsce i pierwsze wrażenie…

– Przyjęcie bardzo serdeczne. Radosne, otwarte dzieci. Dom dziecka z zewnątrz wygląda bardzo ładnie, to nie są gliniane lepianki… – zaczyna Agnieszka.

– Takie było wrażenie z zewnątrz, ale jak weszliśmy do środka, jak zobaczyliśmy łazienkę… Czar prysł, przerażeni pomyśleliśmy: Co my tu robimy? Później się okazało, że wcale tak źle nie jest, bo jest woda – zimna ale jest, a do wielu rzeczy można się było przyzwyczaić. W końcu nie to jest najważniejsze – podejmuje Marek.

– Najważniejsza jest radość tych dzieci, ta niezwykła pozytywna atmosfera, która niweluje wszystkie niedogodności – kończy Agnieszka.

A niedogodności dla Europejczyka i owszem są. Rozpalanie ognia, bo gotuje się na węglu drzewnym w kociołkach. Ręczne pranie w miskach, podobnie mycie naczyń. Brak lodówki – kurczaka kupuje się żywego i hoduje się dopóki nie trafi na stół. Mało urozmaicone pożywienie – gotowana fasola lub… fasola z ryżem. Ale przecież, jak cały czas podkreślają, nie to jest ważne. Na miejscu jako wolontariusze pomagają w codziennych zajęciach: robieniu zakupów, gotowaniu, w odprowadzaniu dzieci do szkoły, pilnowaniu ich w nauce, organizowaniu im rozrywek. Zadziwia ich niezwykła pozytywna energia mieszkańców. Zadziwia ich niesamowite zdyscyplinowanie dzieci. – Na przykład taki obraz mnie zdumiał. Chłopcy bawią się na podwórku i któraś ciocia woła jednego z nich. Nie ma, że nie teraz, że jeszcze minutkę. Chłopak momentalnie zostawia zabawę i biegnie do cioci – opowiada Marek. Spędzają w Ugandzie dwa tygodnie. Dwa tygodnie, które mocno wywracają ich życie.

Hakuna matata

Wrzesień 2018. Po powrocie nie mogą przestać mówić i myśleć o Ugandzie, o dzieciach, o pomocy. Nie mają wątpliwości, że muszą tam wrócić. W grudniu kupują bilety na kilka miesięcy do przodu. Zaczynają przygotowania. We wrześniu 2018 r. znów lądują w Ugandzie.

– Tym razem wiedzieliśmy, co nas czeka, wiedzieliśmy też, co będzie potrzebne. Było rewelacyjnie. Trudno ująć to w słowa… Ludzie nam mówią: super, jesteście wielcy, pomagacie tam. Ale to jest przede wszystkim super sprawa dla nas. Tam można się wyłączyć od wszystkiego. Od pracy, telefonu, maila, oczywiście zasięg jest, aczkolwiek bywa, że nie ma prądu. Hakuna matata – nie ma problemu, spokój. A do tego ta niesamowita zarażająca radość życia, pogoda i energia mieszkańców – mówi Marek.

Tym razem jadąc do domu dziecka w Masindi wiedzą, że chcą przede wszystkim poświęcić czas, by zabrać dzieci w różne miejsca, pokazać im „świat”. Jadą więc do Entebbe zwiedzić lotnisko, są w zoo, są na zakupach i w jedynym w Ugandzie KFC. – Co nas znów zaskoczyło? Droga do Entebbe trwała 6 godzin w jedna stronę. Żadne dziecko ani raz nie zamarudziło, nie zapytało, ile jeszcze będziemy jechać. Te dzieci zresztą w ogóle są niesamowite. Cieszą się tak bardzo spontanicznie i prawdziwie ze wszystkiego, choćby z najdrobniejszej rzeczy, z lodów, z tego że się je zabrało na przechadzkę – opowiadają.
O dzieciach, wymienianych z imienia, o pobycie, mogliby opowiadać godzinami. Bo to miejsce ich złapało… za serca.

Tam żyje się z dnia na dzień

Październik 2018. Agnieszka i Marek są już w Polsce. Swoją „afrykańską energią” zarażają innych. Propagują ideę wspierania domu dziecka w Masindi. Mieszka tam 21 dzieci, opiekują się nimi na stałe trzy ciocie, dwie inne wpierają je w praniu i sprzątaniu, pomagają też wolontariusze, którzy przyjeżdżają głównie z Polski i z Niemiec.

– Aby wesprzeć inicjatywę nie trzeba jechać do Ugandy, można to zrobić choćby drobnym przelewem, który pomoże w codziennym utrzymaniu podopiecznych. Choć fundacja nie ukrywa, że najbardziej zależy jej na objęciu dziecka stałą opieką stypendialną. Edukacja w Ugandzie jest płatna. Koszt nauki jednego dziecka to mniej więcej 30 zł polskich. 30 zł miesięcznie, które zapewnia dziecku z Ugandy lepszy start w dorosłość. Dom dziecka w Masindi wysyła do szkoły wszystkich swoich podopiecznych, też pomaga w ten sposób najbardziej potrzebującym dzieciom z wioski – wyjaśnia Marek.

Utrzymanie domu dziecka to miesięcznie 8 tys. zł, jest w tym wyżywienie dzieci, opłaty za rachunki. Tyle trzeba co miesiąc uzbierać od ludzi dobrej woli, by dom mógł funkcjonować. Tu liczy się każde wsparcie. – Tam żyje się z dnia na dzień. Nie ma odkładania na jutro. Je się dziś, bo dziś jest co jeść. Nie ma opieki socjalnej, powszechnej służby zdrowia, emerytur, państwowej edukacji. Jeśli my z zewnątrz nie pomożemy, nikt się tymi dziećmi nie zajmie, a na pewno nie zrobi tego państwo. Tym bardziej, że tam ludzkie życie, życie dziecka, nie jest żadną wartością.

W październiku Marek i Agnieszka obchodzą rocznicę ślubu, w tym roku okrągłą – 15. Dostają z Ugandy… filmik: roztańczone, kolorowe dzieci w zaimprowizowanym ślubnym orszaku ślą im pozdrowienia.

– Już za nimi tęsknię – nie ukrywa Aga. – Oczywiście za rok znów tam jedziemy! – deklarują zgodnie.

Jeśli chcesz wesprzeć fundację, pod tym linkiem znajdziesz informacje:

www.window-of-life.org/jak-pomoc-1.php

Czytaj “Dobry Tygodnik Sądecki” – kliknij i pobierz numer bezpłatnie:

 

 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.