O kondycji sądeckich serc opowiadała dr n.med. Aneta Dragan, specjalista w dziedzinie kardiologii i chorób wewnętrznych, opiekująca się na co dzień chorymi z zawałami serca w Centrum Kardiologii Inwazyjnej, Elektroterapii i Angiologii w Nowym Sączu
– Trwa sezon wzmożonych zachorowań na grypę. Część osób może nie być świadoma tego, że do choroby serca doprowadzi również nieleczona infekcja.
– Wszystko jest ze sobą połączone, a infekcje sprzyjają występowaniu ostrych zespołów wieńcowych i pacjenci wówczas trafiają do szpitala w trybie nagłym. Często nie mają świadomości, że ich serce choruje od lat. Pamiętam przypadek pacjenta, który nie wiedział o tym, że ma zaawansowaną miażdżycę – zaczął źle się czuć dopiero przy grypie. Wtedy pojawiły się niepokojące dolegliwości, w tym bóle w klatce piersiowej. Skąd się to bierze? Ta infekcja jest czynnikiem wyzwalającym wystąpienie ostrego zespołu wieńcowego – pęka blaszka miażdżycowa, robi się zakrzep i zamyka się naczynie. Pacjent wtedy trafia do szpitala w trybie ostrym, a sama infekcja sprzyja cięższemu przebiegowi zawału serca.
– Pacjenci są tego świadomi?
– Niestety często kompletnie ignorują powszechnie występujące sezonowe zakażenia. Przekonuję swoich pacjentów, żeby szczepili się przeciwko grypie, COVID-owi, RSV i zaznaczam, że nie jest to nasz pomysł, ale zalecenie umieszczone w europejskich wytycznych obowiązujące we wszystkich krajach, które oparto na rzetelnych badaniach naukowych. Wszędzie zalecenia dla pacjentów kardiologicznych brzmią – szczepić się, bo infekcje sprzyjają nie tylko ostrym zespołom wieńcowym, ale również zaostrzają wcześniej rozpoznane choroby serca, w tym przewleką niewydolność serca, w której rokowanie jest równie złe jak w wielu chorobach nowotworowych. Samo schorzenie okrzyknięto epidemią XXI wieku.
– Jak wygląda to na Sądecczyźnie?
– Zajmujemy się bardzo szeroką i zróżnicowaną grupą pacjentów. Wbrew obiegowej opinii dostępność chorego do nowoczesnej kardiologii jest całkiem dobra. Natomiast działa to dwubiegunowo. Z jednej strony są pacjenci mocno wyczuleni na swoje czynniki ryzyka, są bardzo świadomi i wcześniej zgłaszają potrzebę przebadania się. Nawet już na etapie, gdy dowiedzą się o chorobie matki czy ojca. Zaczynają wtedy mierzyć sobie ciśnienie, niepokoi ich – i słusznie – gdy jest ono podwyższone. Wykonują też regularnie badania przesiewowe. Mamy również i drugi biegun, na którym znajdują się pacjenci, którzy kompletnie ignorują swoje dolegliwości i trafiają do nas już bardzo późno przy zaawansowanej chorobie, z dużym uszkodzeniem serca. A jeśli zaczniemy ich dokładnie wypytywać, to okazuje się, że wskazane dolegliwości pojawiały się od wielu lat, ale te sygnały zostały przez nich zignorowane.
– Biorąc pod uwagę poprzednie lata, obserwuje Pani raczej spadek, wzrost czy stabilizację w liczbie zachorowań?
– Pacjentów mamy obecnie dużo więcej, ale wynika to z kilku powodów. Jednym z nich jest przede wszystkim to, że żyjemy znacznie dłużej, a więc jesteśmy starsi. Ci pacjenci, którzy są w podeszłym wieku mają często liczne, różne choroby, ale najczęściej chorują na serce. Cały czas choroby układu krążenia stanowią wiodącą przyczynę zgonów. Pacjentów z wielochorobowością mamy najwięcej, ale też w kardiologii przestaliśmy się bać leczyć starsze osoby, choć cały proces terapeutyczny u tych chorych jest dużo bardziej skomplikowany. W obecnym czasach dla kardiologa nie ma znaczenia, czy pacjent ma 30 lat czy 99. Dla każdego potrafimy zaproponować odpowiednie leczenie. Niestety młodzi pacjenci często ignorują swoje dolegliwości i czynniki ryzyka chorób układu krążenia, jak choćby nadciśnienie tętnicze czy hipercholesterolemię. Często palą, teoretycznie wybierając „lepszą” alternatywę jaką jest e-papieros, a złudne poczucie dbania o swoje zdrowie daje im siłownia, ćwiczenia czy teoretycznie zdrowa dieta. Jednak ,,genów się nie wydłubie”. Musimy mieć pokorę. Posiadamy leki, które kontrolują czynniki ryzyka i mając taką wiedzę, jeżeli zaczynamy się starzeć, a wraz z tym pogarsza się nasz metabolizm, to powinniśmy je włączyć, bo to one pozwolą nam żyć w zdrowiu długo i szczęśliwie.
– Dostrzega Pani pewnego rodzaju zjawisko pokazujące, że coraz więcej młodych osób zmaga się z chorobami serca?
– Tak, ale należy pamiętać, że obecnie mamy dużo lepszą diagnostykę. Dlatego my te osoby z ryzykiem odnajdujemy szybciej. Kiedyś wyglądało to tak, że pacjent, nawet jeśli źle się czuł, a miał 25-30 lat i wspominał o bólach w klatce, to wszyscy podawali inne odpowiedzi niż potencjalna choroba serca więc on nie docierał do kardiologa. Obecnie, świadomość jest większa, dlatego młodych pacjentów mamy dużo. Niestety, obserwuję niepokojące zjawisko, które jest pewną nowością. Mianowicie, młodzi pacjenci bardzo chętnie ćwiczą na siłowni i to akurat świetnie, ale korzystają przy tym z używek. To jest fenomen – sięgając po sterydy, hormony anaboliczne czy hormony wzrostu czasami sami indukują sobie nadciśnienie tętnicze, a w skrajnym przypadku zawał serca.
– Biorąc to pod uwagę, jakich sygnałów nie wolno nam bagatelizować nawet, gdy jesteśmy młodzi i wydaje nam się, że choroby serca nas nie dotyczą?
– Powinniśmy mieć świadomość, że skoro chorują nasi rodzice czy dziadkowie, to ryzyko u nas również występuje. Dlatego warto zajrzeć do lekarza i sprawdzić swój stan zdrowia. Przebadać poziom cholesterolu, kwas moczowy, oznaczyć glukozę na czczo. Powinna nas też zaniepokoić wzrastająca lub zbyt wysoka masa ciała. Oczywiście, jeżeli młody pacjent nie pali, nawet jeżeli ma czynniki ryzyka pod postacią wczesnego zawału serca w rodzinie, nie ma wysokiego cholesterolu, bo bada się regularnie, zwraca uwagę na dietę, a codzienny regularny ruch nie powoduje żadnych bólów w klatce piersiowej, wtedy nie powinniśmy się niepokoić. Jeżeli jednak pacjent, nawet bardzo młody, mający zawały serca w rodzinie, pójdzie przesiewowo do lekarza rodzinnego, zbada cholesterol, który okaże się wysoki, to niestety nie można tego ignorować. Ten pływający w tętnicach tłuszcz osadzi się na ścianach naczyń jak tłusta zupa na ścianie garnka.
– Żyjemy w dużym pędzie mierząc się z różnego rodzaju stresorami. Jak to wpływa na kondycję naszego serca?
– Sam stres jest zapalnikiem. Jeżeli ktoś się bardzo stresuje, nie sypia w nocy, to niestety objawia się to w wyrzutach katecholamin u tej osoby, która na tym poziomie często zaczyna mieć już zaburzenia metaboliczne. To sprzyja również otyłości – podjadamy, bo się stresujemy, niezdrowo się odżywiamy, bo się stresujemy. Następnie dochodzi do tego nadciśnienie tętnicze, a oczywiście silne sytuacje stresowe u osoby z już obecną miażdżycą mogą wywołać zawał serca. Ale nie możemy tego mylić z drugą kompletnie inną chorobą, gdy mamy do czynienia z zespołem Takotsubo zwanym zespołem złamanego serca. To z kolei sytuacja, gdzie ogromny stres u zupełnie zdrowej osoby, na przykład śmierć kogoś w rodzinie, spowoduje tak wielki wyrzut katecholamin, że dojdzie do zawału serca. W takim przypadku na ogół nie będzie długofalowych strat, ponieważ serce często potrafi wygoić się całkowicie w czasie kilku miesięcy.
– Na co powinno się zwracać uwagę przy profilaktyce?
– Przede wszystkim powinniśmy zadbać o ogólnie pojęty zdrowy styl życia. Nie palić – to jest udokumentowany czynnik ryzyka chorób sercowo-naczyniowych i nie ma tutaj o czym dyskutować. Nie ważne czy będzie to zwykły papieros czy e-papieros – szkoda jest ta sama. Druga rzecz: profilaktyczne pomiary ciśnienia tętniczego. Wielu pacjentów z nadciśnieniem bardzo długo nie odczuwa żadnych dolegliwości, ale wysokie wartości ciśnienia sprzyjają ostrym zespołom wieńcowym, udarom mózgu oraz powodują inne powikłania np. nerkowe. Bardzo ważne jest regularne kontrolowanie poziomu cholesterolu we krwi. Wykrytej hipercholesterolemii nie możemy ignorować. Problemem jest paradoksalnie łatwa dostępność do Internetu. Pacjent zgłasza się do gabinetu kardiologa i z wiedzą zdobytą w sieci, że leki na cholesterol szkodzą. Tymczasem lek obniżający cholesterol z grupy statyn to podstawa profilaktyki i leczenia ostrych zespołów wieńcowych i jest bezwzględnie konieczny u każdego pacjenta po przebytym zawale serca. Ale również w profilaktyce pierwotnej u chorego wysokiego ryzyka chorób układu krążenia. Cichym zabójcą jest również cukrzyca, dlatego podstawą w codziennym życiu powinna być dieta oparta na niskotłuszczowym nabiale, bogata w warzywa, owoce i bez nadmiaru cukrów prostych.
– Z jakimi szczególnymi przypadkami chorobowymi miała Pani do czynienia?
– Na ten temat można by napisać książkę. Mam grupę pacjentek w ciąży z chorobami serca oraz złożonymi wadami, a takie osoby wymagają zupełnie odrębnego postępowania i bardzo ścisłej współpracy z innymi ośrodkami. Te kobiety przy tych wadach powinny podlegać ośrodkom klinicznym, jednak jak kobieta czegoś chce, to zrobi to po swojemu. Pamiętam przypadek jednej dziewczyny, która miała rozpoznaną chorobę wrodzoną. Po operacji została poinformowana, aby pod żadnym pozorem nie zachodzić w ciążę, z uwagi na bardzo wysokie ryzyko dla niej i dziecka. Zalecono ścisłą kontrolę kardiologiczną w ośrodku referencyjnym trzeciego stopnia. Dziewczyna pomimo to zdecydowała się na ciążę, którą miała prowadzić klinika. Tam na tą dziewczynę nakrzyczeli i stwierdziła, że do nich nie wróci. Pojawiała się u mnie co miesiąc używając różnych wymówek, twierdząc, że oczywiście do ośrodka wad wrodzonych jeździ regularnie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, przeprowadziłam ją przez całą ciążę, a kwestia ta wyszła dopiero, gdy potrzebowała ode mnie kwalifikacji do porodu, ponieważ ten musiał się odbyć w klinice, w asyście kardiologa. Codzienne życie stawia nam wyzwania. Różne są sytuacje i każdy pacjent jest inny. Musimy potrafić z nimi rozmawiać, słuchać ich i wspólnie rozwiązywać problemy, działać tak aby zawsze ostatecznie wszystko dobrze się kończyło.
Rozmawiała Gabriela Wolińska
Fot. Arch. Anety Dragan
Czytaj specjalne wydanie dts ZDROWIE



























































































































































































































