Tajne, poufne, nie mówić nikomu!

10 kilo cierpliwości, 2 litry zimnej krwi, 5 godzin czasu wolnego i nielimitowane rozmowy telefoniczne - tyle potrzeba, aby czegokolwiek dowiedzieć się od urzędników... Choć czasem i to nie wystarcza, a po kilku dniach wydzwaniania od Annasza do Kajfasza zasoby naszej wiedzy nie wzbogacają się nawet o ćwierć nowej informacji, bo wszystko może być tajemnicą wagi państwowej i nie wiadomo, czy upoważnienie od papieża przełamałoby zmowę milczenia i "nie wiedzenia dokładnie".

Dzwonimy do pierwszej instytucji i kiedy już po długiej drodze sytuacja wydaje się nieco rozjaśniać, słyszymy magiczne: "ale właściwie to nie wiem dokładnie, a bardziej szczegółowe informacje można uzyskać od "tego i tego, tu i tu".

BOCHENSKI

Wydaje się, że sprawa jest prosta. Jednak w tym momencie ponownie należy rozpocząć cały rytuał: wybieramy numer, wysłuchujemy nagranego powitania, drżącymi już palcami wstukujemy numer wewnętrzny, aby w kilka sekund później czekać na przełączenie między dziesięcioma kolejnymi stanowiskami.

W końcu dowiadujemy się, że spełnienie naszych marzeń, dziennikarski Święty Graal, źródło potrzebnych informacji, nie będzie z nami rozmawiać i nie odpowie na pytania. Nie ma upoważnienia.

Dobrze, spokojnie, nie ma upoważnienia, więc należy dzwonić do "góry". Tutaj po raz trzeci następuje rytuał. Jesteśmy łączeni z prezesem, trzeba przyznać, że bardzo sympatycznym, jednak i on nie posiada potrzebnych informacji. Te możemy uzyskać tylko i wyłącznie w poprzednim miejscu, u wiadomej osoby. Nie ma problemu, władze zaraz udzielą upoważnienia komu trzeba i wszystkiego się dowiemy.

Uff...

Pora na kolejny telefon. Upoważnienie powinno już być, tym razem będzie dobrze.

Dzwonimy.

Numer nie odpowiada.

Próbujemy drugi raz, trzeci, czwarty...

Za pięć trzecia miła pani odbiera, łączy... i nic.

Upoważniona osoba już wyszła. Jest piątek. Teraz dwa dni czekania. Pora zebrać siły.
Poniedziałek - telefon nie odpowiada.
Wtorek - telefon nie odpowiada.
Środa - telefon nie odpowiada.
Czwartek - jest! Ktoś odbiera, łączy, słyszymy upragniony głos. Będziemy rozmawiać, pytać, będziemy wiedzieć wszystko!

Guzik.
Niczego się nie dowiemy.

Istnieją prezesi i nadprezesi. Co z tego, że upoważnienie było, skoro nie każdy może go udzielić. Przecież rozmawialiśmy tylko z zastępcą prezesa. Okazuje się, że jego władza nie jest absolutna. Nie porozmawiamy. Nie dowiemy się, czy planowane jest całkowite wycięcie kilku starych drzew.

To tajna informacja.

Dziękuję. Do widzenia.

fot. Robert Nawara

Wypowiedz się w tej sprawie