Stanisław Ptaszek: w Wielkim Tyźniu próc modlitwy, belo huk roboty

Przez Wielki Póst w kozdy chałpie śpiywanę bely Gorzkie zole i pieśni o Męce Chrystusa. W niedzielę ludzie starsi co mieli daleko do kościoła to śli na sumę, po sumie dostawali na Stacyje Drógi Krzizowe i jesce na Gorzkie Zole. Przed Palmowom Niedzielom gospodorze i młode chłopoki wycinali wiyrzbowe pijawice i ryktowali kyćki i piyknie ik stroili. Kozdy kcioł mieć nojdłukse i nojładni wystrojone. Po przyjściu z kościoła kozdy domownik połykoł święconą baźkę, bo one strzegły przed chorościami.

wsb3

W Wielki Cworek gaździne piekły chlyb. Wiecór na stole kładło się bochen chleba, przynosiuło się kyćki i z nik robieło się krzizyki i kładło się na tym chlebie.

W Wielki Piontek rycholi swit gazda lebo nojstarsy syn zabiyrali krzizyki do siwoka i wbijali na rogak stająnek i przy kamieniak miedzowyk. Przybijało się tyz nade drzwiami chałpy, stajnie i stodoły. Krzizyki mialy zapewnić urodzoj i chronić przed gradobiciem.

Pocąwsy od Wielkigo Cwortku, ludzie chodzili stale do kościoła na nobozeństwa.

Nobozeństwa w Wielkim Tyźniu straśnie wozne i urocyste. We Wielki Cwortek wiecorem urocysto Mso św., podcas nie cichną dzwony i dzwonki na trzi dni. Przeniesienie Pana Jezusa do ciemnicy i adoracyjo. W Wielki Piontek adoracyjo Krziza, ostatnie Gorzkie Zole.

Downi świyncenie wody i ognia bywało w Wielką Sobotę rano. Chodzili po nie przewoźnie młode chodoki z chubami uryktowanyrni na drutak. Jak odpolili od święconygo ognia, huśtali nimi coby im nie zgasły. A przi tym casem się i pobili.

Przi nabiyraniu święcone wody zawse belo straśnie ciasno. Zawse komusi stłukli flaskę, skalicyli rękę. Nieroz myślołek se, cemu to ksiądz nie koze kościylnemu postawić dwók cebrzycków zomios jednygo? A może my byli zonadto noremni i kozdy kcioł być pirsy? Po przyjściu z kościoła świynconom wodom kropiuło się, a świynconym ogniem okodzało się syćkie budynki, zwierzęta, pore iskierek puscało się do studnie. Chrąniuło to przed pieronami i chorościami.

Trza jesce spomnieć ze w Wielkim Tyźniu próc modlitwy, belo huk roboty. A przewoźnie gaździne i trochu dziecka – malowanie jojek, ryktowanie krzanu, gotowanie kiełbasy, wędzonki no i piecenie chleba, kołoców i buchta, no i obnieśienie na świyncenie.

Kiedysi we Wielką Sobotę wracało się trzech zdrowyk młodyk i zawse głodnyk, jus prawie kawalirów. Hań za Górkom siedli se, by końduś odpocąć, bo do chałpy jesce pół mile. Ten co siedzioł nojblizy kosyka pado, ciekawe cy świencone lepse? Drugi – trza by sprógować.
Trzeci – to sprógujmy. Ani się obejrzeli a w kosyku ino dno sie ostało. Do chałpy przinieśli próźny kosyk i postawili w kącie.

We Wielką Niedzielę przed Sumom przisła gaździno do probosca z prośbom o poświęcenie pokarmów. Ksiądz: Wojciechowo dyć waskie syny beły wcora ze świenconym. Wójciechowo: Aleście Jygomościu tak dobrze poświęli ze przinieśli próźny kosyk. Aze Sfiynta – nie robiłak kłopotu.

Za nojsmacniejsą potrawę w Wielką Niedzielę uznawali trzęsionkę. Do gotowane syrwotki krajało się po troski syćkik świynconyk rzecy i to się jadło przed obiadem.

Wozny bel caly Wielki Póst, wozny Wielki Tydzień, ale ponad syćko wozne belo docekać Rezurekcyje – zaśpiywać „Wesoły nelm dzięń dziś nastoł…” – i siąś, przi stole – coby se nareście pojeś.

Pon Jezus zmortwychwstoł, to momy, nadzieję, ze i my zmortwychwstaniemy i choć do kąta w niebie – ale się dostaniemy, co Panie Jezu dej kozdemu.

Wesolygo Alleluja!!!

Stanisław Ptaszek

Wykorzystano fragmenty książki gawędziarza z podlimanowskiego Pasierbca Stanisława Ptaszka „Skarbiec pamięci”

Fot. Gmina Limanowa

NATURHOUSE
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zamiast wzruszającego wstępu

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz

10 lat temu (słownie dziesięć) 30 września ukazał się pierwszy numer „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” (zwanego dalej DTS). Z tej okazji dokładnie 10 lat później oddajemy do rąk Czytelników nową odsłonę naszego portalu dts24.pl.

A wracając do jubileuszu, po długiej i burzliwej naradzie nie doszliśmy jednak do porozumienia – cieszyć się czy martwić z tego powodu? Cieszyć, bo to zawsze miło dojść do jakiegoś punktu. Martwić, bo choć wytrwali w marszu, to jednak jesteśmy starsi o dekadę.

Świętowanie jubileuszy pachnie naftaliną starej szafy, a już na pewno muzealną ekspozycją. A do muzeum jeszcze nam niespieszno. To już na cmentarz było zdecydowanie bliżej, wszak jakiś czas temu w konkurencyjnych mediach ukazały się dwa nasze nekrologi. I jak tu nie wierzyć w mądrości ludowe? Mówią, że umarłeś? Wróży ci to długie życie. O tych nekrologach DTS to byśmy już nawet nie pamiętali, ale Jerzy Wideł przypomniał na 27 stronie. Wiadomo, Wideł mieszka najbliżej cmentarza i pasjami czytuje nekrologi.

Zatem jubileusz bierzemy z marszu, bez ckliwych przemówień, ronienia łzy, ani też bez zbędnego zadęcia. Ot, pogrzebaliśmy trochę w starych zdjęciach, pofatygowaliśmy się sprawdzić co słychać u kilku bohaterów tekstów z tamtego 30 września i w zasadzie tyle. No dobrze, poprosiliśmy jeszcze prasoznawców i speców od mediów o krótki wykład, jak to jest z tą prasą lokalną (str. 14-15). Wychodzi na to, że ciągle nieźle. Przedwczesne również okazały się pogłoski o rychłej śmierci papieru jako nośnika różnych treści. DTS oczywiście nie upiera się, że wersja papierowa gazety jest nieśmiertelna i oddamy nie za nią życia. Wszak coraz więcej naszych czytelników wybiera niepapierową wersję gazety. Papier to jednak papier – prestiż i elegancja. A w internecie każdy stragan z jarzynami ma dzisiaj swoją stronę (z całym szacunkiem dla warzyw, powinno się je zjadać trzy razy dziennie).

Trendy są zresztą lekko odwrotne, a przecież wiadomo, że dziś wszelkie trendy wyznacza Facebook. No więc Facebook jakiś czas temu uznał, że dla swoich najlepszych klientów stworzy ekskluzywny, bezpłatny magazyn „Grow”. No, bo papier to prestiż (chyba już wspominaliśmy), a nie byle post na osi czasu. DTS identycznie – dla naszych najlepszych na świecie Czytelników tworzymy ekskluzywny, bezpłatny magazyn. Bo chcemy, żebyście poczuli się docenieni. Czy to nie jest piękne – wcale nie musicie być najlepszymi biznesowymi partnerami Marka Zuckerberga, by ktoś wyłącznie z myślą o Was tworzył ciekawe treści.

No i to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o 10-lecie ukazania się pierwszego numeru DTS. Tyle się przez te lata wydarzyło ciekawych rzeczy (najważniejsze przypominamy na str. 16), ale przecież nie będziemy się tu wzruszać minionymi dokonaniami. Wyznajemy raczej starą piłkarską zasadę „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. I cóż z tego, że wygrałeś już 100 meczów. Najważniejsze jest to, czy masz plan, jak wygrać dziesięć i dwadzieścia następnych. Nasze głowy pełne są pomysłów na najbliższe tygodnie i miesiące, potrzebujemy tylko sprzyjających warunków, aby je zrealizować. No i co mamy teraz napisać, że czasy są ciężkie, a przyszłość niepewna. Tyle to wiemy, przecież wszyscy mają pod górkę. A kto akurat ma z górki, też musi uważać, żeby się za mocno nie rozpędzić, bo potem wielkość guza jaki można sobie nabić jest wprost proporcjonalna do osiągniętego rozpędu.

Cieszymy się, że możemy robić dla Was coś ciekawego i pożytecznego. Od 10 lat napędzamy się naszym wrodzonym optymizmem, na równi zresztą jak reklamami, które na naszych łamach zamieszczacie. No i tu trafiamy na błędne koło filozoficznie – nie byłoby tak wielu Reklamodawców, gdyby DTS nie miał tak wielu Czytelników. Nie byłoby tak licznych Czytelników, gdyby Reklamodawcy nie utrzymywali gazety na zadowalającym wszystkich poziomie. Prawda, jaka piękna puenta?

Oczywiście chcielibyśmy Was wszystkich uścisnąć z okazji urodzin, ale pamiętamy, że trzeba zachować dystans społeczny. Nie znaczy to wcale, że podchodzimy do tego wszystkiego z dystansem. Wręcz przeciwnie. Wzruszamy się!

Redakcja DTS

Przeczytaj jubileuszowe wydanie „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”: