Stanisław Pasoń, chłop: wieś nie musi mieć poczucia niższości

O problemach rolników, życiu na wsi, ale nie tylko – rozmowa ze Stanisławem Pasoniem – chłopem, radnym wojewódzkim

– Polska wieś zmieniła się w ostatnich latach. Na lepsze?

– Dla jednych na lepsze, dla innych na gorsze. Powoli zaciera się różnica między miastem i wsią. Ludzie ze wsi mają coraz mniej kompleksów. Otwartość na świat, na Polskę, na Europę prowadzi do tego, że wieś nie musi mieć poczucia niższości.

– Ale problemów nie brakuje? Ciągle słyszy się, a to Afrykańskim Pomorze Świń, a to o gradobiciu, które zniszczyło owoce…

– Niestety, samo życie. Mamy wpływ na wiele rzeczy, dzięki nowoczesności, ale nie mamy wpływu na Pana Boga. Grad jest poza naszymi wpływami. Oczywiście niektórzy zakładają siatki nad sadami, żeby się przed gradem ustrzec, ale niestety nowoczesność nie zagwarantuje wszelkiej ochrony przed klęskami.

– Innych problemów też nie brakuje?

– Ten co żyje i coś robi, to zawsze ma i przyjemności i problemy. Kto nie żyje, nie ma już żadnych.

– Opłaca się dziś być chłopem?

– Ja pokoleniowo jestem chłopem, przez moje umiłowanie do ziemi, przez moich dziadków, przez moich rodziców, przez moich synów, którzy mają wykształcenie rolnicze i prowadzą nasze gospodarstwo. Żona się tylko wyrodziła i jest lekarzem stomatologiem.

– Na wsi mówi się, że już się nie opłaca hodować krów, robić w polu?

– Jest taka śpiewka od Łącka, moja żona stamtąd pochodzi: „Nie cieszą nas brony, nie cieszą nas kolca, nawet nas nie cieszy gospodarka ojca”. Akurat w mojej rodzinie cieszą nas brony, cieszą nas kolca i cieszy gospodarka ojca. Brony, wszyscy wiedzą co to jest, a kolca to były dwa kółka do pługa, który ciągnął koń. Do rolnictwa trzeba mieć umiłowanie oraz wiedzę. I to powiem szczerze bardzo szeroką wiedzę, bo trzeba być i mechanikiem i traktorzystą, znać się na paszach, opryskach, hodowli bydła, świń i innych rzeczach. Rolnik to wbrew pozorom człowiek o bardzo szerokich horyzontach. Natomiast struktura gospodarstw w naszym regionie jest taka jaka jest i ona się nie zmieni. Powinniśmy się wzorować, w dobrym tego słowa znaczeniu, np. na Austriakach. U nich się płaci, żeby utrzymać koloryt i krajobraz, żeby się pasły barany, krowy. Z tego sami rolnicy by nie wyżyli, więc państwo im do tego dokłada. Natomiast nie można dokładać do tego, żeby rolnicy trzymali nieużytki. Trzeba pomagać, ale trzeba być konsekwentnym w wyegzekwowaniu tego.

– Wspomniał Pan, o wiedzy, która jest potrzebna do prowadzenia gospodarstwa. O dostęp do wiedzy na wsi teraz chyba coraz łatwiej – jest internet, kontakty zagraniczne.

– Z tą wiedzą jest łatwiej, ale gruntowne podstawy trzeba mieć ze szkoły, nawet po to, żeby wiedzieć, gdzie szukać. Myślę, że za mało jest szkół średnich ukierunkowanych na naukę zawodu. Ja miałem przyjemność chodzić do Technikum Mechanizacji Rolnictwa w Zbylitowskiej Górze koło Tarnowa. Były wtedy technika hodowlane, technika ogrodnicze, zasadnicze szkoły rolnicze. Tego teraz brakuje. Musimy się wyleczyć z kompleksów. Nie każdy w naszym kraju musi być inżynierem, magistrem, można być również fachowcem ze średnim wykształceniem.

– Młodzi ze wsi uciekają?

– Nie. Mój syn Roman jest fanem rolnictwa, moim następcą na gospodarstwie, skończył SGGW w Warszawie, ma 32 lata, zajmuje się hodowlą cieląt. Podobnie drugi syn – Tomasz. Obaj prowadzą naszą gospodarkę, spółkę handlu bydłem, dom weselny. To umiłowanie wsi zależy od rodziców, to oni przekazują miłość do czegoś.

– Pan chłopem pozostaje?

– Jak 30 lat temu ubierałem regionalne stroje, to pukano się po głowie. Jak napisałem sobie na wizytówce Stanisław Pasoń – chłop, bo co miałem napisać, to też tak reagowano. A dziś się mi zazdrości, bo byłem pierwszy. Władysław Orkan powiedział: „tradycja jest Twoją godnością, Twoją dumą, Twoim szlachectwem, synu chłopski”. A Stanisław Pasoń, chłop, były poseł, obecny radny wojewódzki dopowiada: Jeśli się tradycji nie rozwija, to ona nadaje się tylko do muzeum. Naszym obowiązkiem jest kultywowanie tradycji ale też jej rozwijanie.

– Czyli Stanisław Pasoń: chłop-polityk?

– Od 38 lat jestem związany z Polskim Stronnictwem Ludowym i znany jestem z powiedzenia: Jak chłop mówi, że nie daruje, to nawet ruska mafia nie pomoże. Przeszedłem w życiu bardzo dużo i miłych i mniej miłych rzeczy. Miłą na pewno było to, że po 18 latach nieobecności w polityce wystartowałem do Sejmiku Województwa Małopolskiego i dostałem blisko 12,5 tys. głosów. Łatwiej mi uprawiać politykę, wyznając zasadę: żeby być wolnym, trzeba być niezależnym.

– Będzie Pan na Agropromocji w Nawojowej?

– Będę obecny, „będą skrzypce, basy, będzie harmonija i będzie kto żywy do rana wywijał”, myślę, że Czytelnicy „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”, którym się w tym miejscu kłaniam, również.

 

Rozmawiała: Jolanta Bugajska

Fot. Z arch. S. Pasonia

Przeczytaj więcej o Agropromocji 2017 w najnowszym wydaniu “Dobrego Tygodnika Sądeckiego”

 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.