Skąd biorą się kryzysy gospodarcze?

Skąd biorą się kryzysy gospodarcze?

Kryzysy ekonomiczne zdarzały się w różnych krajach, a nawet na całych kontynentach, już setki lat temu. Najpierw ich główną przyczyną były wojny i epidemie, które w krajach europejskich wracały i pustoszyły je przez całe wieki. Przykładem niech będzie epidemia dżumy, zwanej czarną śmiercią, w XIV w., która doprowadziła w Europie do śmierci milionów ludzi (swoją drogą, wtedy też ta epidemia przywędrowała na nasz kontynent z Azji i to prawdopodobnie właśnie z Chin). Najwięcej zmarło ich tam, gdzie było większe zagęszczenie ludności, czyli w miastach, które już wtedy były centrami gospodarczymi: ośrodkami handlu i produkcji (rzemiosła). W ślad za tym miasta podupadły, a wraz z nimi załamała się gospodarka – m.in. na skutek dużego ubytku rąk do pracy oraz gwałtownego i ogromnego spadku popytu na towary i usługi.

Jeszcze bardziej opłakane skutki ekonomiczne miały dotykające świat wojny, nie tylko te ogólnoświatowe. Wojny pociągały bowiem za sobą ogromne straty ludzkie i materialne. Zniszczeniu ulegały nie tylko domy, ale i sklepy, ośrodki produkcyjne czy gospodarstwa rolne, a do tego dochodziły potężne grabieże (zwane zdobywaniem łupów) dokonywane przez walczące ze sobą armie. Z drugiej strony prowadzenie wojen było bardzo kosztowne, co pustoszyło państwowe skarbce. To wszystko rujnowało także gospodarkę, co bywało powodem kolejnych wojen. Dla przykładu tzw. wojna trzydziestoletnia, która wybuchła w Europie w 1618 r., doprowadziła do śmierci milionów ludzi, głównie na terenie Niemiec, w których części liczba ludności spadła o połowę. Szwecję, która byłą jedną ze zwycięskich stron w tej wojnie, bardzo dużo ona kosztowała. Puste kasy państwa i konieczność opłacania jego licznej armii skłoniły więc Szwedów do napaści na Polskę, która – bardzo osłabiona wojnami z Kozakami Chmielnickiego i Rosją – wydawała się łatwym łupem. Tak zaczął się trwający 5 lat tzw. potop szwedzki, który był już szóstą wojną polsko-szwedzką. Pociągnęła ona za sobą nie tylko ogromne straty ludzkie (wywołane także przez towarzyszące wojnie choroby, głód i epidemie), ale i materialne. Ich skutkiem była trwająca w Rzeczpospolitej jeszcze długo po zakończeniu potopu szwedzkiego stagnacja ekonomiczna. Wiele ówczesnych polskich miast zostało wtedy przez Szwedów tak zniszczonych, że już nigdy się nie podźwignęły, nie wróciły do dawnej świetności.

Z czasem do epidemii i wojen doszła jeszcze jedna przyczyna kryzysów gospodarczych. Wraz z rozwojem handlu i gospodarki pojawiły się w Europie tzw. papiery wartościowe: obligacje i akcje, a potem giełdy, na których handlowano tymi papierami. Rynkowi papierów wartościowych, tak jak rynkom walut, surowców i innych towarów, niemal od początku towarzyszyły bańki spekulacyjne, które stały się jedną z głównych przyczyn kolejnych kryzysów ekonomicznych.

Jedną z pierwszych i najbardziej znanych była bańka na rynku tulipanów, do której doszło w Holandii w XVII w. Holendrzy bardzo bogacili się wtedy na kupiectwie, którego rozwojowi sprzyjało się pojawienie się zamorskich kolonii. Jednocześnie mieli wielkie upodobanie do kwiatów, a najbardziej cenili tulipany. W XVII w. ich uprawa w Holandii upowszechniła i zaczęto tam nimi handlować na masową skalę. Cena tych kwiatów zależała od ich odmiany i koloru – te uznawane za szlachetniejsze osiągały wyższe ceny. Bardzo wielu Holendrów uwierzyło wtedy, że na uprawie tulipanów, zwłaszcza, gdy uda się wyhodować te o rzadko spotykanych barwach, można się szybko wzbogacić. I tak doszło do słynnej tulipanomanii. Coraz więcej osób je uprawiało, coraz więcej nimi handlowało. Niektórzy brali w tym celu pożyczki pod zastaw domu, żeby tylko „nie stracić okazji” do wzbogacenia się. Niestety, pojawili się też ludzie, którzy zorientowali się, że nawet w handlu tulipanami można prowadzić nieuczciwą spekulację – w celu zarabiania na sztucznym podbijaniu ich cen. Gdy ceny tych kwiatów doszły do astronomicznego poziomu, nadmuchana w ten sposób spekulacyjna bańka pękła: jednego dnia nastąpił krach. Zaczęło się od tego, że dzień wcześniej, w Harlemie, będącym wtedy ważnym ośrodkiem handlu kwiatami, rozeszła się pogłoska, iż załamał się popyt na tulipany. Efekt był taki, że następnego dnia kupcy chcieli się ich pozbyć, a jednocześnie brakowało zainteresowanych ich kupnem. Ceny tulipanów runęły w dół. W ślad za tym wielu ludzi zbankrutowało, a kraj doznał gospodarczego załamania. Tulipanomania Holendrów przeobraziła się na jakiś czas w tulipanofobię.

W kolejnych dziesięcioleciach i stuleciach podobne bańki spekulacyjne powracały i pękały jeszcze wiele razy, kończąc się gospodarczym, a przynajmniej giełdowym czy finansowym krachem. Tak było m.in. z akcjami Kompanii Mórz Południowych i akcjami firm budujących kanały pomiędzy rzekami w XVIII w. czy z XIX-wieczną manią kolejową, podczas której – tak, jak dziś np. na kryptowalutach – wielu ludzi chciało się szybko wzbogacić na akcjach spółek, budujących linie kolejowe.

Problem polegał na tym, że te kryzysy zataczały coraz szersze kręgi. Gospodarki bardzo wielu krajów, wraz z rozwojem handlu międzynarodowego i rynków kapitałowych, coraz nowocześniejszym transportem i postępem technologicznym, stawały się coraz bardziej powiązane ze sobą. Ta postępująca globalizacja miała – obok wielu zalet – jedną podstawową wadę. Jeśli w jednym, dużym, znaczącym państwie dochodziło do kryzysu, to rozlewał się on na inne państwa. I tak zaczęło dochodzić do gospodarczych kryzysów, które obejmowały cały świat.

Pierwszą taką globalną recesją był kryzys ekonomiczny z przełomu lat 20. i 30. XX w. – zwany Wielkim Kryzysem. Objął on niemal cały świat i trwał aż cztery lata, choć jego gospodarcze skutki trwały znacznie dłużej. Jedną z jego głównych przyczyn była bańka spekulacyjna na amerykańskiej giełdzie. Stany Zjednoczone ogarnęła wcześniej tak wielka gorączka giełdowa, że w akcje inwestowali nie tylko profesjonalni gracze i fundusze inwestycyjne, ale i tysiące zwykłych Amerykanów, którzy uwierzyli w trwały wzrost cen akcji, dzięki któremu zdobędą majątek. Zaczęto masowo udzielać pożyczek na zakup akcji, a odsetki od nich miały pokryć z nawiązką rosnące ciągle ceny akcji. I choć pojawiali się wtedy ludzie, którzy przestrzegali, że akcje są już zbyt drogie i prędzej czy później zakończy się to giełdowym krachem, to jednak nie chciano ich słuchać. Najwięksi inwestorzy giełdowi i wielu ekonomistów ogłosiło nadejście „nowej ery”. Przekonując, że m.in. za sprawą nowocześniejszych niż dotąd metod produkcji i zarządzania firmami oraz prorozwojowych działań powstałego w 1913 r. banku centralnego (Fed.), nie będzie już krachów, a rynek giełdowy i gospodarka będą się nieustannie rozwijać. Nie zwracano uwagi na to, że gospodarka rozwijała się wtedy w dużej mierze na kredyt. Z jednej strony były to kredyty na zakup akcji, a z drugiej nowy wynalazek branży handlowej, jakim była wtedy sprzedaż ratalna.

Na fali gospodarczego hurraoptymizmu i giełdowej gorączki zignorowano pierwsze oznaki gospodarczych problemów. M.in. to, że mimo hossy na giełdzie realne płace robotników spadały, a w ślad za tym rosło np. zadłużenie z tytułu niespłaconych rat za kupione w systemie ratalnym towary. Jesienią 1929 r. doszło na amerykańskiej giełdzie do krachu, którego kulminacją był tzw. Czarny Poniedziałek, 24 października, gdy ceny akcji większości firm zaczęły bardzo gwałtownie spadać. Spadki kursów akcji były tak duże, że rynek giełdowy i finansowy załamał się, a wielu inwestorów i przedsiębiorców zbankrutowało. Dotknęło to boleśnie całą gospodarkę, miliony ludzi straciło pracę, a gospodarczy kryzys, który dotknął najpierw Stany Zjednoczone rozlał się na cały świat. Bardzo ucierpiała na jego skutek także Polska.

Od tamtego czasu ludzkość przeżyła wiele globalnych kryzysów gospodarczych. Jednym z większych był kryzys z lat 70. XX w., do którego zaistnienia głównym impulsem było wstrzymanie przez kraje arabskie dostaw ropy dla krajów zachodnich – za to, że poparły one Izrael w wojnie z Egiptem. W rezultacie ceny ropy wzrosły wielokrotnie, pogrążając Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią w stagflacji – czyli połączeniu wysokiej inflacji ze stagnacją gospodarczą.

Przyczynami kryzysów gospodarczych bywały też kryzysy walutowe (będące następstwem gwałtownego spadku lub wzrostu cen jakiejś waluty lub walut), a jeszcze częściej finansowe. Tak, jak ten azjatycki z 1997 r. i dużo groźniejszy w skutkach kryzys z 2008 r., który zaczął się od upadku jednego z największych amerykańskich banków inwestycyjnych – Lehman Brothers. Główną przyczyną tego kryzysu było masowe udzielanie kredytów hipotecznych osobom nie mającym odpowiedniej zdolności kredytowej, czyli takim, które nie powinny ich otrzymać (jak do tego doszło, to osobna historia). Wystarczyła wtedy tylko jedna iskra, upadek jednego banku, by rynek giełdowy i finansowy – tak, jak w 1929 r. – ogarnęła panika, która skończyła się globalnym kryzysem gospodarczym.

Kryzysy mają jednak też swoje dobre strony, bo oczyszczają gospodarkę z tego, co w przyszłości może jej zaszkodzić. I zwiększają jej odporność na kolejne kryzysy. Dzisiejszy rynek finansowy w krajach Unii Europejskiej (m.in. na skutek nowych regulacji prawnych, zwiększających bezpieczeństwo finansowe banków) wydaje się zdrowszy – niż przed 2008 r. – i lepiej przygotowany na kolejny kryzys gospodarczy. Kryzys spowodowany pandemią koronawirusa i jej skutkami. I na szczęście, nie jesteśmy w jego obliczu bezsilni, bo są sposoby na to, by wychodzić z kryzysów gospodarczych, a przynajmniej ograniczać ich negatywne skutki. Jednym z tych stosowanych od dawna jest pobudzanie przez państwo popytu na towary i usługi, np. poprzez zwiększenie wydatków budżetowych, jak również obniżenie ceny kredytów (stóp procentowych) przez bank centralny, co pomaga wyjść gospodarce z recesji.

Należy jednak zaznaczyć, że ten kryzys jest inny od poprzednich, od tych z ostatnich dziesięcioleci. Ale mimo to świat wydaje się już z niego otrząsać i wystarczyła do tego informacja, że mamy gotową szczepionkę na koronawirusa. Ta informacja wlała w ludzi, w firmy, inwestorów, rynki optymizm, wiarę, że pandemia wkrótce się skończy, a w ślad za tym jej skutki gospodarcze. I już tylko ten psychologiczny efekt sprawił, że z kryzysu zaczęliśmy wychodzić. Bo zakładając, że pandemia ma się ku końcowi, ludzie znów zaczęli więcej kupować, więcej wydawać, a firmy i inwestorzy – więcej inwestować. A to zawsze jedna z głównych dźwigni gospodarczej koniunktury.
Chcesz wiedzieć więcej? Interesujesz się ekonomią? Dołącz do nas: zamoznapolska.pl

banner

Czytaj także: KONKURS! Nowa bezobsługowa stacja w Nowym Sączu. Wygraj 500 zł na paliwo

Share on twitter
Share on facebook