Scyzoryk i pomarańcza. Opowieść o wojennej miłości bohaterskiego kuriera Romana Stramki do Marysi Lencówny

Od wczesnego dzieciństwa, a jestem dzieckiem, które dobrze pamięta stan wojenny, pomarańcza kojarzyła mi się z luksusem. Z Bożym Narodzeniem, bo w latach PRL przed świętami do sklepów „rzucali” ten luksusowy towar, po który trzeba było stać w kolejce. Smak i zapach pomarańczy długo przywoływał obraz świąt mojego dzieciństwa. Jednak od 2006 roku ten owoc kojarzy mi się z pewną miłosną historią…

To było w drugim roku wojny. Coraz trudniej było zdobyć żywność. Tego dnia matka wysłała Marysię po ziemniaki do Chomranic. Młodziutka Lencówna wybrała się pieszo z Nowego Sącza do odległej o kilkanaście kilometrów wioski.
– W domu dali mi duży plecak, żebym wzięła ile się da tych kartofli. Przyszłam do gospodarza, ten nasypał mi ziemniaków aż ugięłam się pod ich ciężarem. Myślę sobie: „Boże jak ciężko, ale żal każdego ziemniaka odsypać” – wspominała po latach Maria.

Gdy dotarła z Chomranic na Rdziostów, padała ze zmęczenia. Pomyślała, że wykopie w ziemi dołek, wysypie połowę ziemniaków, a resztę zaniesie do domu. Gdy odpocznie, wróci po drugą połowę. Zrzuciła plecak i przysiadła pod lasem, rozcierając ramiona obolałe od wgniatających się przez zimowe palto parcianych pasków plecaka. Miała piękny widok na Nowy Sącz i drogę do miasta.
– Jak popatrzyłam gdzie Stara Kolonia, to łzy popłynęły mi z oczu. Pomyślałam, że nie dam rady. Przez te łzy patrzę – jedzie mój Roman na rowerze. Mamusia mu powiedziała, gdzie poszłam i wyjechał mi naprzeciw. Przywitaliśmy się serdecznie, bo dawno się nie widzieliśmy. Roman usiadł, wyciągnął pomarańczę z kieszeni i mnie częstuje.

Marysia zaniemówiła ze zdziwienia. Wokół szaro, zimno i ponuro. Straszna bieda. Ludzie z głodu jedli obierki z ziemniaków.
– A tu na dłoni Romka jakby słoneczko zaświeciło. Ja pytam: „A skąd ty masz pomarańczę? On na to: – Z Budapesztu”. Nie wierzę. Pytam czy żartuje. On z zawadiackim uśmiechem wyciąga z kieszeni mały scyzoryk z widoczkiem Budapesztu. Wtedy uwierzyłam, że tę pomarańczę przyniósł aż z Węgier – wspominała Maria.
Tak dowiedziała się, że jej ukochany jest kurierem, że działa w ruchu oporu. Scyzoryk i pomarańcza, to był pierwszy prezent jaki od niego dostała. Choć wtedy bardziej ucieszyło ją to, że Romek wziął ziemniaki na rower i odprowadził ją do domu.
– Byłam szczęśliwa, że nie musiałam tego nieść.

Połączyły ich biegówki

Poznali się przed wojną. Nastoletnia Maria Lencówna, która uprawiała biegi narciarskie, widywała postawnego, starszego od niej o siedem lat sportowca Romana Stramkę. Spodobał się jej. Kontakt ułatwiła przyjaźń Romana z jej bratem Rudkiem (Rudolfem Lencem, w czasie II wojny światowej również kurierem).
– Na początku wojny skradli mi narty. Roman zaproponował, że pożyczy mi nart, bo miał zapasowe. Przyszliśmy do jego domu, dopasował mi narty i tak się zaczęła nasza znajomość.

Trenowali na biegówkach prawie codziennie. Uczucie

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.