Sandecja wraca z Radomia bez punktów

Pierwszoligowcom z Nowego Sącza przyszło dziś zmierzyć się z Radomiakiem na obiekcie MOSiRu w Radomiu. W spotkaniu pełnym emocji, także poza boiskiem, górą okazali się podopieczni Dariusza Banasika.

Po niełatwym spotkaniu przeciwko GKS-owi Bełchatów, Trener sądeczan, Tomasz Kafarski postanowił przeprowadzić tylko jedną roszadę; w miejsce Brazylijczyka, Thiago na boisko wybiegł Michał Walski. Dariusz Banasik, którego na ławce trenerskiej Radomiaka z powodu zawieszenia zastąpił Maciej Lesisz dokonał kilku zmian. Jedną z nich był pierwszy występ Mateusza Lewandowskiego od początku spotkania w barwach gospodarzy. Mecz odbywał się w bardzo dobrych warunkach, jak na koniec sierpnia - na niebie mocno lśniło słońce, a temperatura powietrza przekraczała 20 stopni. Boisko pozostawiało jednak wiele do życzenia; jego środkowa strefa wyglądała niczym pole minowe "przeczesane" przez saperów.

Prezydent w tekście

Od pierwszego gwizdka Zbigniewa Dobrynina mogły rzucić się dwie sprawy: przewaga optyczna w grze Sandecji i żywiołowy doping kibiców Radomiaka, którzy motywowali swoich ulubieńców do strzelenia bramki niezbyt lubianej przez nich ekipie (w końcu klub z Radomia sympatyzuje z Legią Warszawa). Za ich prośbą poszli dopiero w 8 minucie, ale zagrożenie było niewielkie, ponieważ podopieczni Tomasza Kafarskiego byli dobrze zorganizowani w obronie. Po chwili jednak Bielica musiał interweniować; Makowskiego pokusił się o mocny strzał z 18. metra celowany w prawe okienko bramki. Gdyby nie efektowna parada, to zapewne kibice widzieliby gola kolejki, a może nawet całej rundy jesiennej.

W drugim kwadransie obraz gry wyraźnie się zmienił, czego skutkiem było pierwsze trafienie tego meczu dla gospodarzy. Po rzucie rożnym z prawej strony Górski przedłużył podanie głową do znajdującego się w środku pola karnego Abramowicza; ten ostatni z najbliższej odległości trafił lewą nogą niemal do pustej bramki, co wywołało spory zachwyt na trybunach. 120 sekund później zamroczona Sandecja po raz drugi pozwoliła na próbę Radomiaka, a dokładniej Kaputa, po której Bielica pokazał swój pełen kunszt. W 29 minucie mogło być już 1-1; Chmiel dośrodkowywał z lewej strony do Klichowicza, a napastnik z numerem 91 trafił głową do bramki, ale liniowy słusznie uznał, że w momencie podania strzelec był na spalonym.

Widać było, że gra powoli robiła się otwarta, ale głównie z powodu zamieszania w zasiekach obronnych obu ekip. Z tego jednak nie wychodziło cokolwiek, co można było nazwać dobrą szansą. Taki stan rzeczy miał się niemal do gwizdka sędziego Dobrynina oznajmującego przerwę i 15 minut odpoczynku. Druga połowa również zaczęła się od podobnych widoków - wyglądało na to, że żadna z drużyn nie chciała przejąć inicjatywy. Pierwszą poważną sytuację w 52. minucie mieli gospodarze; Makowski uderzał z rzutu wolnego tak, że piłka ominęła mur stworzony przez "Biało-czarnych", ale zamiary piłkarza Radomiaka wyczuł Bielica i sparował futbolówkę obok lewego słupka bramki. 480 sekund później mogło być już 2-0, gdyby tylko celniej na 14. metrze przymierzył Górski.

Ofensywie podopiecznych Dariusza Banasika nie było końca. Kolejne ich próby stawały się coraz groźniejsze, a pasywność obrońców sądeckiego klubu była bardzo widoczna. Jedynym problemem ataków Radomiaka była skuteczność, a raczej jej brak. Na usprawiedliwienie trzeba dodać, że większość strzałów była wykonywana z pierwszej piłki, stąd ciężko liczyć na precyzję. O bramki pokusili się między innymi Michalski i Jakubik. W międzyczasie dali o sobie znać kibice drużyny przyjezdnej, którzy na boisko rzucili kilka rac, przez co przez chwilę mecz został wstrzymany. Co więcej, po obu stronach kibicowskiej barykady w najlepsze trwał "Festiwal Piosenki Wulgarnej" i "uprzejmości" w kierunku przeciwników.

W ostatnim kwadransie regulaminowego czasu gry na placu gry było nieco spokojniej. W 83 minucie z okolic pola karnego piłkę po ziemi kopnął Kun; strzał był jednak zbyt lekki, by Kochalski nie mógł tego pewnie chwycić. Po 180 sekundach Banasiak mocno przymierzył na 25. metrze; ponownie górą był Bielica. Z powodu "racowiska" arbiter doliczył do czasu gry aż 6 minut. Na początku tego okresu minimalnie obok lewego słupka po dośrodkowaniu z prawej strony i strzale głową spudłował wprowadzony chwilę wcześniej Thiago. Wyglądało to na swego rodzaju "Przebudzenie Mocy" ze strony gości, którzy szukali jakiegokolwiek sposobu na wywiezienie choćby punktu ze stadionu w Radomiu. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, a sympatycy klubu z Kilińskiego 47 musieli zwiesić nos na kwintę w drugim z rzędu spotkaniu wyjazdowym.

Radomiak Radom - Sandecja Nowy Sącz 1-0 (1-0)

Bramki: Dawid Abramowicz 19'

Żółte kartki: Mateusz Lewandowski, Leandro Rossi, Mateusz Michalski, Michal Kaput - Adrian Danek, Radosław Kanach

Radomiak: Mateusz Kochalski - Damian Jakubik, Michał Grudniewski, Mateusz Cichocki, Dawid Abramowicz - Leandro Rossi (77' Patryk Mikita), Mateusz Lewandowski (56' Adam Banasiak), Mateusz Michalski (84' Patryk Winsztal), Rafał Makowski, Michał Kaput - Maciej Górski.

Sandecja: Daniel Bielica - Michal Piter-Bučko, Grzegorz Baran, Marcin Flis - Adrian Danek (75' Dominik Kun), Radosław Kanach (86' Thiago), Michał Walski, Damian Chmiel - Mateusz Klichowicz (65' Kamil Ogorzały), Maciej Korzym, Maciej Małkowski.

Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).

Fot. Jerzy Cebula (zdjęcie archiwalne)

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie