To uzasadnione pytanie w kontekście ostatnich dwóch meczów Sandecji. W minioną sobotę Sandecja rozgrywała mecz ligowy z Świdniczanką z końca tabeli. Od piątej minuty gra na osłabionego rywala z czerwoną kartką i nie może sobie poradzić z nim. Mało tego, przeciwnik grał pressing i strzelił 2 bramki w 5 minut. Sandecja dramatycznie odpiera ataki Świdniczanki i gra nieporadnie w ataku. Udało jej się, w zasadzie cudem, doprowadzić do remisu 2-2.
Mijają 4 dni i Sandecja w Pucharze Polski mierzy się przy Kilińskiego z przeciwnikiem kosmicznym, galaktycznym: z Cracovią grającą w Ekstraklasie. Ona zajmuje tam pozycję wicelidera tabeli, po zjawiskowych meczach, jakby nie z polskiej ligi. Wynik jest do przewidzenia, ponieważ Cracovia jest super faworytem. Znawcy piłki przewidują kilkubramkowe zwycięstwo Cracovii, pesymiści wróżą wynik 0-8.
Co jednak dzieje się? Jest zupełnie inaczej. Wprost zdumiewająco. Gra toczy się jak równy z równym. Sandecja wymienia po wiele podań. Wyprowadza piłkę z obrony jak Real Madryt w Lidze Mistrzów. Pomocnicy kiwają przeciwników. Sandecja króluje w środku pola. Młodzieżowiec strzela bramkę wyrównującą na 2-2.
Tak, z młodzieżowcami Sandecji jest także ciekawie. Gdy Cracovia przegrywając 1-0 wprowadza na boisko swoje asy do gry, to co robi Sandecja? Ona wprowadza do gry młodzieżowców, których jest równocześnie 3 na boisku. Jeden z nich nawet strzela bramkę, a ma jeszcze okazję na drugą rozstrzygającą. Gdy młodzieżowiec Sandecji strzela bramkę, to młodzieżowiec Cracovii robi dwa faule na czerwoną kartkę. Sędzia jednak … „lituje się”.
Owszem, Cracovia ma swoje dobre momenty w drugiej połowie, strzeliła 2 bramki w kilka minut. I wydawałoby się, że mecz jest rozstrzygnięty, ale Sandecja nie odpuszcza i wyrównuje. Tak pokazuje charakter drużyny. Zawodnicy Sandecji „gryzą trawę”, „jeżdżą na dupach”.
Gdyby została strzelona trzecia bramka w normalnym czasie gry, nie byłoby potrzeba grać dogrywki. W tej jednak Sandecja gra bez kompleksów. Oddaje strzały pod poprzeczkę, bramkarz Cracovii czyni parady. Gdy większość szykuje się już do karnych, to pada gol, po dobrej, kilku podaniowej akcji. Cracovia jest na kolanach.
Trener Cracovii ma łzy w oczach. A nasi piłkarze przybijają piątki ze spokojem, jakby to ogrywanie drużyn Ekstraklasy było normalką.
Trzeba także napisać jednoznacznie. To nie Cracovia grała tak słabo, to Sandecja grała tak dobrze. I to nie był piłkarski fuks. No może trochę szczęścia było w końcówkach. To może pocieszyć Cracovię.
Nie jest także tak, jak napisało przemądrzałe Weszło, że Cracovia wykonała „kompromitację”. Epatują zestawieniami, że Cracovia to 280 zespół na świecie, a Sandecja jest na pozycji 4422. Wyśmiewają i mieszają z błotem Cracovię. Koncentrują się na Cracovii, a prawie nic nie piszą o Sandecji i jej grze. Takie to są „redaktory z Warszawy”…
Sandecja zagrała bardzo dobry mecz. Kto pisze o „kompromitacji” Cracovii, to chce umniejszyć dobrą grę Sandecji. Wczoraj Sandecja mogłaby ograć każdy zespół z Ekstraklasy, w tym: Legie, Lecha i Raków.
Tak, to zwycięstwo Sandecji było jednym z największych od 1910 roku. To nie przesada, gdy uwzględnimy czytelne kryterium. Bierzemy zwycięstwa Sandecji wyłącznie w meczach z drużynami z najwyższego szczebla rozgrywkowego. Jak łatwo pomyśleć, Sandecja miała okazje grać z takimi drużynami tylko w 2 trybach: 1. W Pucharze Polski. 2. Grając w Ekstraklasie w sezonie 2017/2018. Meczy towarzyskich nie uwzględniamy, bo one są o „pietruszkę”.
No i jak to było? Sandecja w Pucharze pokonuje w 2013 roku Widzew Łódź w karnych. W 2017 także w Pucharze wygrywa z ekstraklasowym Górnikiem Zabrze 3-2. W 2022 ogrywa Wartę Poznań 2-1. No i wczoraj… jest spektakularne zwycięstwo nad Cracovią 3-2.
Sandecja grała tylko jeden sezon na najwyższym poziomie rozgrywkowym. To był pamiętny sezon 2017/2018. Wygrała wówczas 6 razy; z Lechią Gdańsk 3-2, z Pogonią Szczecin 2-1, z Niecieczą 1-0, z Arką Gdynia 3-1, z Piastem Gliwice 2-1. No i chyba najokazalsze zwycięstwo ligowe nad Jagiellonią Białystok na wyjeździe 3-1. Jak to dawno było…
To by było na tyle. Jest 10 zwycięstw. Czyli Sandecja istnieje 114 lat, to wychodzi, że statystycznie wygrywa co 11 lat mecz z przeciwnikiem z najwyższej półki. Biorąc jednak czasy powojenne, czyli 80 lat, czyli zwycięstwa takie trafiają się raz na 8 lat. Rzadko.
Powinniśmy to wczorajsze zwycięstwo nad Cracovią dostatecznie docenić. Pewien lokalny redaktor-komentator sportowy pisze, że takie mecze powinny być rozgrywane w Nowym Sączu co … 2 tygodnie. Spuśćmy na to zasłonę milczenia. Ale może jednak żartował? Albo zafiksował się na personalnej krytyce.
Sandecja jest zespołem cokolwiek paradoksalnym. Gra obecnie w trzeciej lidze, a poziomem gry powinna być w czubie drugiej ligi i grać o awans do pierwszej ligi. Sandecja gra na pewno lepiej niż w poprzednim sezonie, gdy grała w drugiej lidze. Dlaczego? Po prostu ma lepszych piłkarzy. Ale to jest jeszcze nie jedyny warunek dobrej gry.
Dobra gra zespołu, nie tylko piłkarskiego, wymaga – istnienia drużyny. Ona musi być zgrana. Musi zostać wyzwolone zjawisko synergii. Wtedy pojawia się rachunek: 1+1=3. W tamtym roku tego nie było. Kto dobrze obserwował mecze, to widział, że na boisku było 11 piłkarzy, ale drużyny nie było. To istotna przyczyną spadku. Tego nie zauważono. (Rozpisywano, rozgadywano się o zarządzie, wplatano politykę, naiwnie opowiadano o „chłopakach stąd”, jako recepcie.)
Jak tworzą, budują się drużyny? Czasami rolę sprawczą posiada sztab trenerski, ale czasami dochodzi do zdumiewającego zjawiska – samoistnego procesu tworzenia się drużyny. To tak samo jak z procesami geologicznymi – górotwórczymi. Następują nagłe – wypiętrzenia. Cos zaskakuje, zaczyna iskrzyć.
Czasami do takich „wypiętrzeń” piłkarskich dochodzi na poszczególnych meczach. No wczoraj byliśmy tego świadkami. Zdumieni byli kibice. Zaskoczeni byli przeciwnicy. Ale prawdopodobnie zaskoczeni byli także … piłkarze Sandecji. Otóż, zorientowali się, że oni mogą tak grać. Może zaistnieć jakaś magiczna siła, która popycha do lepszej gry.
Jest jeszcze także i takie zjawisko w sporcie, w piłce nożnej, że lepszy przeciwnik popycha do lepszej gry. Tak można prosto wyjaśnić wczorajszą grę Sandecji przeciwko Cracovii. Tak można wyjaśnić również słabą grę przeciwko słabej drużyny ze Świdnika. Czyli, co? Cracovia sama sobie jest winna? Że gra w Ekstraklasie i zajmuje tam obecnie drugie miejsce? Coś w tym jest…
Jak Sandecja zagrałaby zatem przeciwko Manchesterowi City, gdy na ławce trenerskiej siedziałby Pep Guardiola? To oczywiście żart, paradoks ma swoje granice. Może jednak Sandecja wyeliminuje jeszcze jakiegoś ekstraklasowca z Pucharu Polski? Aby tak się stało, musi skopiować swoją grę z Cracovią. Niech analizują ten wczorajszy mecz i niechaj wejdzie im to w krew – taka gra!
Zmienna logika paradoksu indukuje także nagłą zmianę gry i wyników meczy. Już w najbliższy weekend Sandecja będzie grać z Podhalem, które dobrze idzie. Górale mocno „presują” i ryzykują. No właśnie, jak to będzie? Możemy przegrać. Ale jak mawiał trener Górski: mecz można wybrać, przegrać, albo zremisować. Wszystko wydarzyć się może. To jest piłka nożna!
Gratulacje dla wszystkich, którzy przyczynili się do wczorajszego zwycięstwa.
gościnnie – Adam Kurek
Od redakcji:
Czujemy się w obowiązku doświetlić symboliczną porcją wiedzy dwa akapity gościnnego felietonu Adama Kurka – te, w których Autor zawarł porównanie procesu tworzenia drużyny, do procesu górotwórczego. Tak się składa, że w zespole redakcyjnym dts24 jest dwóch pasjonatów geologii. Lektura tego fragmentu zatrzymała ich w gonitwie codziennych obowiązków i sprowokowała do objaśnień.
Panie Adamie Drogi. Z homeryckimi porównaniami trzeba ostrożnie, żeby nam Czytelnik nie wpadł na wypiętrzoną przed nim nagle i niespodziewanie górę błędnego przekonania.
Drogi Czytelniku. Góry nie wypiętrzają się ani nagle, ani gwałtownie, ani błyskawicznie, ani samoistnie. Nie wystrzelają z równin ani z morskich głębin niczym korek z butelki szampana. Może być to dla Ciebie zaskakujące, ale nasze dumne Tatry cały czas się wypiętrzają, cały czas rosną, bo to młode góry. Co w geologii oznacza: „młode”? To, że wypiętrzają się od około 15-20 milionów lat. A rosną pi razy oko o 300 metrów na milion lat. Oczywiście nie oznacza to, że za milion lat Rysy będą trzysta metrów wyższe, bo prócz zjawiska podnoszenia terenu, będącego skutkiem ruchów tektonicznych w głębi Ziemi, nieustannie trwa erozja gór. Wiatr, woda, grawitacja, nawet ludzkie buciory robią swoje. Zatem Tatry z jednej strony rosną, z drugiej ich ubywa. Znawcy tematu szacują, że za te milion lat tatrzańskie szczyty mogą być wyższe o 20-60 metrów. A co jeśli ruch górotwórczy ustanie, bo płyty tektoniczne zmienią kierunek dryfu? Pozostaje wtedy tylko erozja, która góry powoli pożre. Za X milionów lat Tatry będą więc pagórkami. Dokona się ten sam proces, który wypłaszcza dziś stare Góry Świętokrzyskie.
Pozostaje nam zatem życzyć Sandecji i jej kibicom, aby proces budowania się genialnej drużyny przebiegał raczej… wulkanicznie 😉
W imieniu sekcji geologicznej dts24
Iwona Kamieńska
Czytaj też:
Sensacja w Pucharze Polski! Sandecja pokonała wicelidera ekstraklasy [ZDJĘCIA]


































































































































































































