Ryszard Nowak: byłem przekonany, że Sandecja awansuje

Rozmawiamy z prezydentem Nowego Sącza Ryszardem Nowakiem

- Jako mały chłopak był Pan kibicem Sandecji?

- Przyznaję szczerze, nie byłem.

- Kiedy więc zaczęło się zainteresowanie Sandecją?

- Pewnie każdy interesuje się piłką nożną, bo ma kolegów, znajomych, którzy grają. Ale u mnie to było takie bierne zainteresowanie. Zaangażowanie nastąpiło, kiedy w 1998 r. zostałem radnym i członkiem Zarządu Miasta odpowiedzialnym za sport. Wtedy siłą rzeczy wszedłem dość mocno w temat Sandecji. Wówczas była w III lidze.

Renault2

- Nie przeszło Panu wtedy przez głowę, że kiedyś ta drużyna będzie w Ekstraklasie.

- Wtedy nie, myślałem raczej, żeby się utrzymać w III Lidze, co wcale nie było przez te lata takie łatwe. Konkurencja była jeszcze większa, bo zespołów funkcjonujących na poziomie lokalnym czy regionalnym było dużo i to wcale nie słabych.

- Jak to dziś brzmi: marzeniem było utrzymanie w III Lidze, derby ze Sartem, z Dunajcem…

- Ale było to bardzo emocjonujące. Bez względu na to, w jakiej Lidze, na jakim poziomie gra drużyna, jeśli ma swoich kibiców, to oni tym żyją.

- Ostatnie 15-18 lat to było ciągłe narzekanie. Brakowało benzyny do autobusu, żeby pojechać na mecz, brakowało ciepłej wody pod prysznicem…

- Takie były czasy. Z czteroletnią przerwą, gdy byłem posłem i nie miałem możliwości zajmować się Sandecją, przez pozostałe lata starałem się, żeby klub miał lepsze warunki. Wychodziłem z założenia, że jest to klub – wizytówka Nowego Sącza. Poza tym stuletnia tradycja i bardzo duży sentyment sądeczan do klubu, zobowiązują, żeby zespół potraktować najpoważniej. Gdy zostałem prezydentem, starałem się wpłynąć, żeby w Sandecji te warunki zmieniły się diametralnie i powoli do tego doszło.

- Ale słyszał Pan głosy krytyków i doradców, że sport w Nowym Sączu to nie tylko piłka nożna, jest siatkówka, koszykówka, które warto wspierać.

- Wszystko jest i wszystko się wspiera według określonych proporcji. Nie można równać brydża, szachów, czy nawet innych gier zespołowych do piłki, która ma największe zainteresowanie wśród Polaków, to nasz sport narodowy, przyciągający kibiców. Uznałem więc, że trzeba koncentrować się na tym, co dla mieszkańców istotne. A te głosy krytyki były, są i będą. Są tacy, którzy już nam życzą, żebyśmy zakończyli grę w Ekstraklasie po pierwszym sezonie. Ja, mówiąc dosłownie, mam to gdzieś, robię swoje. Wejście do Ekstraklasy nie jest przypadkiem, to efekt ciężkiej pracy, poświęcenia, zaangażowania wielu osób, nie mówiąc o zespole, który w tym sezonie wykazał się wyjątkową ambicją i chęcią walki.

- Szczerze - wierzył Pan przed pierwszym gwizdkiem sezonu 2016-2017, że ta drużyna awansuje?

- Szczerze, to nie ma we mnie po tym awansie euforii, dlatego że podchodziłem do tego bardzo spokojnie, byłem przekonany, że Sandecja awansuje.

- A jakie były przesłanki, żeby w to wierzyć? Poprzedni sezon nie był taki dobry.

- Różnie bywa, jak to w piłce, są lepsze i gorsze sezony. Racjonalnie się tego wyjaśnić nie da, po prostu wierzyłem, że się uda. Widziałem, że idzie coraz lepiej, że zespół mocno się skonsolidował – na przestrzeni ostatnich lat nie było chyba jeszcze takiego - to wróżyło dobrze. A że to przełożyło się na wyniki, dowodzi, że zespół był dobrze przygotowany. To spektakularne wejście do Ekstraklasy. Na cztery kolejki przed końcem rozgrywek mieć awans, to jest coś!

- Czekałem, że Pan powie: To historyczny moment dla Nowego Sącza w urodziny miasta.

- Ja to mogę powiedzieć! Tak, to historyczny moment. Może jeszcze nie ochłonęliśmy, ale na spokojnie jak się zastanowić, to naprawdę niezwykłe osiągnięcie. A że zbiegło się to z 725-leciem Nowego Sącza to bardzo miły prezent.

- Wiemy, że sukces ma wielu ojców, ale gdybyśmy tych najważniejszych wymienić?

- To trudne, powinienem zacząć od piłkarzy, trenera, kadry, która się drużyną zajmowała. W kwestii zarządzania klubem nie mam wątpliwości, że największe zasługi ma prezes Andrzej Danek i cały zarząd. Ważna była też atmosfera, do której się niejako przyczyniłem, bo bez udziału miasta byłoby to niemożliwe.

- Czyli bez pieniędzy...

- Tak, ale proszę pamiętać, że Sandecja była w I lidze najtańszym zespołem.

- Najniższy budżet, ponad 2,5 mln złotych…

- 2,7 mln, ale też Sandecja miała inne korzyści z racji tego, że obiektami zarządzał MOSiR. To jest znaczące, że przy tak niskim budżecie udało się utrzymać dobrych zawodników i poziom gry. Bo nie zawsze to idzie w parze. Znam zespoły, które miały trzykrotnie wyższe budżety i niestety…

- Jeśli to był najniższy budżet w I lidze to co powiedzieć o Ekstraklasie? 2,5 czy 3 mln zł, a Legia Warszawa – 100 mln zł. Jak się w tym odnaleźć?

- A wie Pan, jaką przyjemnością będzie wygrać z Legią? Ekstraklasa to inny poziom, inne koszty i trzeba myśleć o innych pieniądzach. Wstępnie ci, którzy w tym siedzą, mówią, że potrzeba kilkanaście milionów złotych na funkcjonowanie drużyny.

- To jest realne?

- Tak. Otrzymamy 5-6 mln zł od Canal+ za grę w Ekstraklasie, to już znaczące wsparcie. Teraz, biorąc pod uwagę, że jest to spółka akcyjna, więc finansowanie z miasta nie może być takie bezpośrednie jak było przy stowarzyszeniu, ale jeśli uda się utrzymać poziom z ostatnich lat, to już będzie dobrze. Poza tym liczę, że teraz zaangażują się w to mocniej sponsorzy. To nie jest tak, że miasto utrzymywało drużynę za 2,5 mln złotych. To była nasza dotacja, natomiast co najmniej drugie tyle klub musiał pozyskać od sponsorów z zewnątrz.

- Jak to będzie wyglądało w nowej strukturze? Część udziałów miasto zachowa?

- Na razie miasto jest właścicielem 100 proc. akcji, póki nie znajdzie się strategiczny partner, który mógłby klub finansować.

- Ile miasto wyłoży od nowego sezonu?

- Kapitał zakładowy spółki to 1 mln 100 tys. zł, on może być zwiększany. Bilansujemy teraz wszystkie koszty, które będą nas czekały w nowym sezonie. Nie jesteśmy tego w stanie na razie obliczyć, bo jeszcze trwa runda w pierwszej lidze, a będzie to też związane m.in. z tym jakie będą kontrakty, dodatkowe koszty związane z wyjazdami.

- Za awans należy się premia.

- Niewątpliwie. To milion złotych, tyle dostaje drużyna, kadra, sztab do podziału.

- Nowy Sącz czeka na informację, czyje logo pojawi się na koszulkach, kto zostanie partnerem strategicznym?

- Ja też czekam. Nie chcę powiedzieć, że pojawi się logo tego, kto da więcej, ale musimy pewne rzeczy omówić, spotkać się, wysłuchać ewentualnych partnerów, którzy będą przecież wprost zarządzać Sandecją. Na razie zarząd jest jednoosobowy…

- Prezesem jest Grzegorz Haslik.

- Jest też miejsce dla potencjalnych innych członków, czy przedstawicieli sponsora, partnera, podobnie w radzie nadzorczej – mówię oczywiście o zarządzie spółki, bo wyobrażam sobie, że zarząd spółki będzie się zajmował kwestiami finansowymi. To jest spółka prawa handlowego, więc obowiązują określone przepisy. A sportem mają zajmować się ci, którzy na sporcie się znają.

- Firma Wiśniowski? Firma Fakro? Może Azoty Tarnów?

- Wolałbym firmę z naszego podwórka. Mamy potencjalnych partnerów w Nowym Sączu na takim poziomie, że nie musielibyśmy sięgać na zewnątrz, natomiast niczego nie wykluczam, nic nie jest przesądzone. Te firmy były zaangażowane w Sandecję, zawsze można było na nie liczyć, więc wydaje się, że mają pierwszeństwo.

- Tu się dobre wiadomości kończą. Teraz złe wiadomości – nie zobaczymy już Sandecji w tym roku w Nowym Sączu.

- Wymogi Ekstraklasy są takie, że trzeba stadion przygotować w określony sposób i przystosować do wymogów Ekstraklasy i Spółki Aukcyjnej - gdzie też musimy wykupić udziały - i PZPN.

- W Ekstraklasie na tym stadionie Sandecja na razie nie może rozegrać meczu w Nowym Sączu.

- Tak, i tu nie ma złudzeń, nie jesteśmy w ciągu miesiąca czy półtora w stanie tego zrobić. Żadne warunkowe dopuszczenie nie wchodzi w rachubę. Ale w podobnej sytuacji był Bruk-Bet Termalika, który awansował do Ekstraklasy, również miał nieprzystosowany stadion i rundę jesienną grał w Mielcu, ale już rundę wiosenną na swoim stadionie.

- Sandecja najprawdopodobniej rundę jesienną rozegra: A – w Krakowie, B- w Niecieczy, C- w Mielcu.

- Nie umiem w tej chwili powiedzieć. Mamy podpisaną wstępną umowę z Mielcem. Prowadziliśmy też rozmowy z Cracovią, ale warunki, które nam przedstawili, są nie do przyjęcia. A w poniedziałek byłem w Niecieczy, spotkać się z panią prezes i właścicielem klubu, są bardzo otwarci i życzliwi na to, żeby Sandecja tam grała. Rozstrzygające będą kwestie finansowe.

- Wracamy na ul. Kilińskiego. Po ostatnim gwizdku, ostatniego pierwszoligowego meczu na stadion wjedzie koparka?

- To byłoby zbyt piękne i zbyt proste, bo to są inwestycje prowadzone przez miasto, a to związane jest z procedurami, które musimy przejść. Trzeba znaleźć odpowiednią kwotę pieniędzy.

- Lepiej modernizować czy lepiej wyburzyć i wybudować nowoczesny obiekt, który zostanie na lata?

- Przez ostatnie dwa tygodnie nad tym dyskutowaliśmy i obliczaliśmy. Jednak lepiej wyburzyć…

- Czyli zapadnie decyzja, że z tego stadionu nie zostanie nic?

- Zostanie miejsce, ale jednak łatwiej, taniej i szybciej jest budować niż dostosowywać i remontować to co jest, bo nigdy nie osiągniemy właściwego efektu.

- Orientacyjny koszt i termin oddania? Wyobraża Pan sobie ten pierwszy mecz?

- Powiem szczerze, że trudno mi sobie wyobrazić, bo będziemy grali w środku zimy, czyli 1 lutego. Natomiast nie wyobrażam, że nie zagramy, musimy to zrealizować, to mój priorytet w tej chwili.

- Koszt nowego stadionu?

- Nie powiem.

- Obserwowaliśmy budowę stadionów przed Euro w Polsce…

- Zejdźmy na ziemię, powinien to być stadion na 8-10 tys. kibiców. To optymalna pojemność dla takiego miasta jak Nowy Sącz z uwzględnieniem, że to nie tylko kibice z Nowego Sącza, ale też z okolic.

- Taki stadion to nie tylko mecze piłkarskie, ale też możliwość organizowania koncertów, imprez różnego rodzaju.

- Dokładnie, tak też jest na każdym nowoczesnym obiekcie sportowym, bo taki obiekt dysponuje zapleczem, które pozwala na organizowanie każdej imprezy.

- Jakie zadanie zespół otrzyma przed pierwszym gwizdkiem w Ekstraklasie? Minimum to utrzymanie?

- Minimum to stabilna pozycja w Ekstraklasie. Zadaniem jest przyzwoita gra zespołu, jak w pierwszej lidze, ale od tego jest trener i sztab szkoleniowy. Mnie cieszy, że chyba jesteśmy jedynym zespołem, który w przeszło 50 proc., może nawet 70 proc. opiera się na zawodnikach z Nowego Sącza i okolicy. To niezwykle ważne, może to też pozytywnie oddziałuje, bo lokalny patriotyzm również odgrywa rolę. Wydaje mi się, że piłkarze wiedzą, o co grają, wiedzą, że to dla nich duża szansa, ale też to niezwykła szansa dla tych, którzy w przyszłości chcą wiązać swoją karierę z piłką nożna i Sandecją.

Rozmawiał Wojciech Molendowicz
Wykorzystano fragmenty wywiadu dla Regionalnej Telewizji Kablowej 25 maja

GRADZIEL

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.