Później może już nie nadejść Panie Prezydencie

Później może już nie nadejść Panie Prezydencie

Dzień jak co dzień w gabinecie dla dzieci i już nie-dzieci, które zbyt długo były dzielne. Niektóre mają dużo szczęścia w nieszczęściu, że ktoś dorosły zauważył najpierw cierpienie, a później wyczerpującą do granic wytrzymałości dzielność. Inne mają mniej szczęścia, bo musiały długo przekonywać: „mamo, tato, ja już nie mam siły…” Są wśród nich takie, które miesiącami słyszały odpowiedź: „później… a teraz weź się w garść”. Znów wysłuchałam historii kogoś, kto musiał czekać do osiemnastych urodzin, żeby móc wejść do gabinetu, bo jedno z rodziców tkwi w niewzruszonym przekonaniu, że psycholog to ktoś mniej więcej jak wróżbita Maciej, a psychiatra to taki „doktor dla stukniętych”.

Problem w tym Mamo, Tato i Panie Prezydencie Andrzeju Dudo, że „później” dla wielu dzieci może już nie nadejść.

W ostatni dzień  swojego urzędowania Andrzej Duda skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę pozwalającą dzieciom od 13. roku życia skorzystać z konsultacji psychologicznej w publicznym systemie bez zgody opiekuna. Skutek: prawo nie wchodzi w życie „na razie”. Brakło refleksji, że „na razie” w sprawach kryzysu psychicznego bywa wiecznością.

To nie jest głos: rodzina kontra państwo. To wołanie, aby trzynastolatek w kryzysie miał prawo dostać 45 minut rozmowy z psychologiem bez przepustki od dorosłych. I  pytanie retoryczne dlaczego tak boimy się oddać dzieciom choć kawałek sprawczości.

Argumenty? „Bezpieczeństwo dzieci”, bo jak mówił prezydent: zawód psychologa ma rzekomo zbyt słabe bezpieczniki. Tyle że sama ustawa budowała bezpieczniki, by minimalizować ryzyko: pomoc tylko w placówkach mających kontrakt z NFZ, z obowiązkiem powiadomienia rodziców w ciągu siedmiu dni (chyba że to szkodzi dobru dziecka). To nie furtka do garażowych gabinetów, tylko do publicznego systemu.

Warto nazwać rzeczy po imieniu: nastolatki znikają ze świata częściej z powodu samobójstw niż w wypadkach drogowych. Każdego dnia w Polsce co najmniej sześcioro nastolatków podejmuje próbę samobójczą. W kraju, gdzie statystyki zastępują nekrologi, prawo skracające dystans do gabinetu nie jest fanaberią tylko elementarną higieną bezpieczeństwa.

Drugi mit: „To uderza w rodzinę”. Nie. Ustawa nie zakazywała informowania rodziców. Przeciwnie, nakładała obowiązek powiadomienia w 7 dni, z wyjątkiem sytuacji, gdy to zagraża dobru dziecka (czyli wtedy, gdy przemoc i wstyd zamykają usta). To nie był projekt przeciw rodzicom, tylko przeciw samotności w kryzysie.

Trzeci mit: „Trzynastolatek nie ma rozeznania”. Bywa, że nie ma. Bywa też, że ma lepsze niż dorośli, albo że dom jest miejscem lęku. Sens ustawy był dwuczłonowy: szybki kontakt + szybkie włączenie rodziców, gdy to bezpieczne i profesjonalny bufor, gdy nie. Standard redukcji zagrożenia, nie rewolucja obyczajowa.

Nie praktykuję kultu przepisów, ale popieram kult skuteczności. A skuteczność mierzy się tym, czy piętnastolatek z natręctwami nie kończy z pętlą na myślach, zanim dorośli skończą debatę o „wartościach”.

Janusz  Korczak uczył, że dziecko to nie projekt człowieka „na potem”, tylko człowiek – teraz. Nie trzeba rewolucji, by potraktować serio jego podmiotowość. Wystarczy pozwolić mu powiedzieć: „potrzebuję pomocy” i nie kazać mu czekać na podpis tych, którzy czasem są źródłem strachu.

Minął miesiąc od ostatniego dnia urzędowania prezydenta Andrzeja Dudy. W temacie cisza. Rozcinam ją, żeby ci, od których zależy los tej regulacji nie zapomnieli, że może ona uratować życie.

Czytaj też:

Negocjacje z lękiem na podłodze szpitalnego oddziału ratunkowego

Filmoteka dts24

217 Videos