Wreszcie koniec. Koniec wojny na haki i na słowa, koniec najazdu na Nowy Sącz rządowych vipów, może też koniec (oby!) powarkiwania na siebie sąsiadów reprezentujących zwaśnione klany PiSącz i POSącz & Spółka. PiSączersi mieli w tych wyborach swoją kandydatkę, za którą gotowi byli skoczyć w wartkie wody Dunajca, byleby nie oddać wrogowi miasta określanego jako bastion partii rządzącej, zaś POsączersi i Spółka (z przewagą spółki nad PO) zbudowali potężną koalicję, której celem było ulokowanie przed bramą ratusza PiS-stopu. Udało im się. 5 listopada między godziną 9 a 10. w Wikipedii pojawił się wpis z notką biograficzną Ludomira Handzla, nowego prezydenta Nowego Sącza.

wsb3

Jak szybko policzył historyk Jakub Bulzak: „Ludomir Handzel jest ósmym w historii wychowankiem I Gimazjum i Liceum im. Jana Długosza, który został włodarzem Nowego Sącza, po Johannie Johanidesie, Onufrym Prusie Trembeckim, Ignacym Płochockim, Włodzimierzu Olszewskim, Władysławie Barbackim, Bolesławie Basińskim i Ludomirze Krawińskim”.

Taki oto upominek przygotował los na obchody jubileuszu „pierwszego ogólniaka”, które nota bene Ludomir Handzel współorganizował jako prezes zarządu Towarzystwa Absolwentów i Przyjaciół I Gimnazjum i Liceum im. Jana Długosza. A patronat nad obchodami sprawował prezydent Andrzej Duda wraz z małżonką. Ten sam prezydent, który odwiedził Nowy Sącz 1 listopada.

Zanim sądeczanie wybrali opcję PiS-stop, zdążyło się zrobić tak gorąco, że przed pożarem głów uratowała miasto chyba tylko wyborcza cisza. Aż przykro było patrzeć na podarte bannery obu kandydatów i na to jak anonimowi „żołnierze” dwóch obozów skaczą sobie do oczu, dając kolosalną przeciwwagę dla stonowanego dyskursu w wykonaniu głównych aktorów kampanii Handzel vs Mularczyk.

PiSącz nie uwierzył Handzlowi, że miasteczko multimedialne upadło bez jego winy i przypuścił na niego szturm, wykorzystując pełnię mocy Internetu i pantoflowej poczty. A POSącz i Spółka nie uwierzyli Iwonie Mularczyk, że miała prawo być szkolnym psychologiem po studiach historycznych, podważając jej kwalifikacje już nie tylko na potrzeby rządów w ratuszu, ale i pracy ze szkolną młodzieżą. Prostowanie obu stron niewiele pomogło. Mistrzowie drugiego planu tej kampanii grzmieli, że na twarde zarzuty potrzebują nie tylko prostowania, ale i twardych dowodów.

PiSącz krzyczał wniebogłosy aż na krańcach Internetu było słychać, że Handzel to „tajniak” znienawidzonej Platformy Obywatelskiej, udający niezależnego kandydata i prorokował, że gdy „tajniak” dorwie się do władzy, sprzeda wszystkie rodowe srebra miasta tak jak rząd Tuska sprzedawał niegdyś polskie kopalnie i banki.

POSącz i Spółka próbowali liczyć, ile grobów odwiedził 1 listopada prezydent Andrzej Duda w towarzystwie państwa Mularczyk, ile rządowych limuzyn oddelegowano do Nowego Sącza, aby pomóc żonie posła zdobyć posadę w ratusz i ile złotówek pasażerowie tych limuzyn obiecali „załatwić” dla miasta trochę chyba po znajomości. Najbardziej pomysłowi oskarżyciele porównywali powoływanie się kandydatki PiS na znajomości w rządzie do zarzutów jakie przerwały polityczną karierę senatora Stanisława Koguta. On też podobno powoływał się na znajomości u wojewody i konserwatora zabytków, tyle że on rzekomo w zamian za datki dla swojej fundacji, a autorzy kampanii przygotowanej dla Iwony Mularczyk zakładali, że jej dobre relacje z ministrami mogą przełożyć się na krzyżyki na kartach do głosowania.

My mamy dużą nadzieję, że wszystko, co obiecali, wynikało wyłącznie z sympatii dla Nowego Sącza a nie z politycznych ambicji utrzymania twierdzy Nowy Sącz. Czas pokaże.

Ci, którzy z dystansu przyglądali się końcówce kampanii, najpierw próbowali rozszyfrowywać, kto za Handzlem i przy Handzlu stoi, a gdy już przekonali się, że skupił wokół siebie ludzi niemal z każdej strony politycznej sceny, zaczęli obstawiać jego zwycięstwo i podziwiać strategię. Bo Handzel upichcił wraz ze swoją ekipą polityczny bigos, albo jak kto woli groch z kapustą. Wyborcom posmakowało. Zapracowała na to dość egzotyczna spółka: obrażeni na PO dawni sympatycy PO, obrażeni na PiS dawni sympatycy PiS, narodowcy w wersji „soft” i wreszcie mistrzowie „kuchni”, którzy w samorządach Sądecczyzny już niejedno zgotowali danie: Artur Bochenek z Chełmca i Marta Poremba z Muszyny. Obydwoje przymierzani są – jak niesie wieść gminna – na najbliższych ratuszowych współpracowników prezydenta Ludomira Handzla.

Bigos na koniec dostał promocję gratis: poparcie dla jego twórców zadeklarowali po pierwszej turze Leszek Zegzda, Małgorzata Belska i Rafał Skąpski. Kalkulatory poszły w ruch i wiadomo już było, że do pewnego zwycięstwa brakuje niewiele.

Po drugiej stronie pracowała na pełnych obrotach machina sterowana z Warszawy. Minister za ministrem, premier, była premier, prezes, prezydent… niesamowite ile ważnych osób stanęło murem za panią pedagog, której przed wakacjami niemal nikt prócz jej najbliższych nie kojarzył. Sympatyczną, odważną (bo trzeba dużej odwagi, aby wejść w grząskie torfowisko, jeśli nie bagno polityki), ale niemającą absolutnie żadnego doświadczenia w samorządzie. Gdyby wybór prezydenta powierzono zawodowym rekruterom, pedagog Iwona Mularczyk nie miałaby z Ludomirem Handzlem najmniejszych szans. Dokładnie tak samo jak on nie miałby szans wygrać z Iwoną Mularczyk wyścigu o nauczycielski etat. Można więc uznać, że sądeccy wyborcy – w ujęciu masowym – zachowali się jak zawodowy headhunter. Postawili na kwalifikacje adekwatne do posady. Będzie rządził Handzel, a przy okazji będzie mały PIS-stop. Mały, bo do rady miasta, do rady powiatu i do sejmiku województwa sądeccy delegaci PiS weszli szeroko otwartymi przez wyborców drzwiami.

Dosadnie skomentował ostateczny wynik wyborów prezydenckich w Nowym Sączu odchodzący z polityki prezydent Ryszard Nowak.

– To nie jest ciemny lud i nie wszystko kupi. I to nie jest przegrana pani Mularczyk. To jest przegrana PiS. Prezesa, prezydenta niestety, premiera, wicepremierów, chyba z dziesięciu albo i więcej ministrów. Takiej kampanii nie widziałem przez 26 lat swojego funkcjonowania w polityce. Nie widziałem czegoś takiego, że programem wyborczym jest jedno zdanie: bliska współpraca z rządem. To była zupełna głupota. Mówiąc szczerze: strzelanie sobie w kolano. A już gwoździem do trumny była wizyta Prezydenta i to jeszcze na cmentarzu w dniu 1 listopada – powiedział na spotkaniu z dziennikarzami.

I co teraz będzie oprócz małego PiS-stopu i oprócz tego, że mamy prezydenta? Będzie ciekawie, bo mamy w radzie miasta kilku mocarzy. Jest Leszek Zegzda, jest Krzysztof Głuc, jest Grzegorz Fecko, Wojciech Piech, Michał Kądziołka i jest wreszcie Iwona Mularczyk, która jak się okazało – ma w Nowym Sączu bardzo duże poparcie. Ma szczęście, bo jako radna ma przy kim zdobywać doświadczenie, aby w kolejnych wyborach przeciwnicy musieli długo szukać słabych stron jej kandydatury.

Czytaj „Dobry Tygodnik Sądecki” – kliknij i pobierz bezpłatnie cały numer:

FORDELEKT
ZESZYTYBOBO
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zamiast wzruszającego wstępu

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz

10 lat temu (słownie dziesięć) 30 września ukazał się pierwszy numer „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” (zwanego dalej DTS). Z tej okazji dokładnie 10 lat później oddajemy do rąk Czytelników nową odsłonę naszego portalu dts24.pl.

A wracając do jubileuszu, po długiej i burzliwej naradzie nie doszliśmy jednak do porozumienia – cieszyć się czy martwić z tego powodu? Cieszyć, bo to zawsze miło dojść do jakiegoś punktu. Martwić, bo choć wytrwali w marszu, to jednak jesteśmy starsi o dekadę.

Świętowanie jubileuszy pachnie naftaliną starej szafy, a już na pewno muzealną ekspozycją. A do muzeum jeszcze nam niespieszno. To już na cmentarz było zdecydowanie bliżej, wszak jakiś czas temu w konkurencyjnych mediach ukazały się dwa nasze nekrologi. I jak tu nie wierzyć w mądrości ludowe? Mówią, że umarłeś? Wróży ci to długie życie. O tych nekrologach DTS to byśmy już nawet nie pamiętali, ale Jerzy Wideł przypomniał na 27 stronie. Wiadomo, Wideł mieszka najbliżej cmentarza i pasjami czytuje nekrologi.

Zatem jubileusz bierzemy z marszu, bez ckliwych przemówień, ronienia łzy, ani też bez zbędnego zadęcia. Ot, pogrzebaliśmy trochę w starych zdjęciach, pofatygowaliśmy się sprawdzić co słychać u kilku bohaterów tekstów z tamtego 30 września i w zasadzie tyle. No dobrze, poprosiliśmy jeszcze prasoznawców i speców od mediów o krótki wykład, jak to jest z tą prasą lokalną (str. 14-15). Wychodzi na to, że ciągle nieźle. Przedwczesne również okazały się pogłoski o rychłej śmierci papieru jako nośnika różnych treści. DTS oczywiście nie upiera się, że wersja papierowa gazety jest nieśmiertelna i oddamy nie za nią życia. Wszak coraz więcej naszych czytelników wybiera niepapierową wersję gazety. Papier to jednak papier – prestiż i elegancja. A w internecie każdy stragan z jarzynami ma dzisiaj swoją stronę (z całym szacunkiem dla warzyw, powinno się je zjadać trzy razy dziennie).

Trendy są zresztą lekko odwrotne, a przecież wiadomo, że dziś wszelkie trendy wyznacza Facebook. No więc Facebook jakiś czas temu uznał, że dla swoich najlepszych klientów stworzy ekskluzywny, bezpłatny magazyn „Grow”. No, bo papier to prestiż (chyba już wspominaliśmy), a nie byle post na osi czasu. DTS identycznie – dla naszych najlepszych na świecie Czytelników tworzymy ekskluzywny, bezpłatny magazyn. Bo chcemy, żebyście poczuli się docenieni. Czy to nie jest piękne – wcale nie musicie być najlepszymi biznesowymi partnerami Marka Zuckerberga, by ktoś wyłącznie z myślą o Was tworzył ciekawe treści.

No i to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o 10-lecie ukazania się pierwszego numeru DTS. Tyle się przez te lata wydarzyło ciekawych rzeczy (najważniejsze przypominamy na str. 16), ale przecież nie będziemy się tu wzruszać minionymi dokonaniami. Wyznajemy raczej starą piłkarską zasadę „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. I cóż z tego, że wygrałeś już 100 meczów. Najważniejsze jest to, czy masz plan, jak wygrać dziesięć i dwadzieścia następnych. Nasze głowy pełne są pomysłów na najbliższe tygodnie i miesiące, potrzebujemy tylko sprzyjających warunków, aby je zrealizować. No i co mamy teraz napisać, że czasy są ciężkie, a przyszłość niepewna. Tyle to wiemy, przecież wszyscy mają pod górkę. A kto akurat ma z górki, też musi uważać, żeby się za mocno nie rozpędzić, bo potem wielkość guza jaki można sobie nabić jest wprost proporcjonalna do osiągniętego rozpędu.

Cieszymy się, że możemy robić dla Was coś ciekawego i pożytecznego. Od 10 lat napędzamy się naszym wrodzonym optymizmem, na równi zresztą jak reklamami, które na naszych łamach zamieszczacie. No i tu trafiamy na błędne koło filozoficznie – nie byłoby tak wielu Reklamodawców, gdyby DTS nie miał tak wielu Czytelników. Nie byłoby tak licznych Czytelników, gdyby Reklamodawcy nie utrzymywali gazety na zadowalającym wszystkich poziomie. Prawda, jaka piękna puenta?

Oczywiście chcielibyśmy Was wszystkich uścisnąć z okazji urodzin, ale pamiętamy, że trzeba zachować dystans społeczny. Nie znaczy to wcale, że podchodzimy do tego wszystkiego z dystansem. Wręcz przeciwnie. Wzruszamy się!

Redakcja DTS

Przeczytaj jubileuszowe wydanie „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”: