Moi krajanie znaleźli powód, aby się znów niepięknie poróżnić. Pretekstem stał się strajk nauczycieli, który misternie wpleciono w polityczną wojnę polsko –polską. To, co dzieje się wokół tego strajku, przyprawia mnie o ból serca, gdy przyglądam się jak przeciętni czytacze, klikacze i oglądacze wiadomości z kraju i regionu mielą się wzajemnie w machinie narodowej segregacji.

Ktoś, kto deklaruje poparcie dla strajkujących belfrów, z automatu „metkowany” jest jako przedstawiciel totalnej opozycji wobec dobrej zmiany, tudzież jako antypolski lewak albo kosmopolityczny homofil. W drugą stronę: ci, którzy krzywo patrzą na nauczycielską batalię o pieniądze, trafiają do szufladki pełnej moherów z dzikiego ciemnogrodu albo homofobicznych nazioli.

Albert Einstein powiedział kiedyś ponoć, że „wszystko należy upraszczać jak tylko można, ale nie bardziej”. Pojechaliście rodacy z tym szufladkowaniem po bandzie. To nie jest takie proste. Wytłumaczę na swoim przykładzie. Nie pasuję nigdzie, bo dobra zmiana nie jest moim zdaniem wcale dobra, a opozycję uważam za mizerną. A co z tym strajkiem?

Miałam jako dzieciak, podlotek i później - na studiach wielu wspaniałych nauczycieli. Im „wyższa” szkoła, tym było więcej tych wspaniałych. Ale miałam też jako dzieciak, podlotek i jako studentka wielu nauczycieli tak kiepskich, że czekając na dzwonek nuciłam pod nosem słowa Pink Floydów „Another brick in the wall”. Ważąc całokształt, mam dziś taką myśl: popieram DOBRYCH nauczycieli. Nie popieram kiepskich nauczycieli.

Nie chcę, żebyśmy płacili każdemu po równo, ani każdemu wedle potrzeb, tylko każdemu wedle zasług dla uczniów. Dobrym – znacznie więcej niż dostają dziś. Kiepskim – znacznie mniej. Da się? Jak myślicie?

BRW

5 comments

  1. Sądeczanin 14 Kwiecień, 2019 at 21:03 Odpowiedz

    Osobiście nie popieram strajku bo widzę w tym grę polityczną. Poróżnienie Polaków przy tej okazji to też nie przypadek. Komuś zależy na tym żeby naród był skłócony. Zgadzam się z Panią Redaktor. Podwyżki dla nauczycieli oczywiście się należą, ale powinny być uzależnione od wyników.

  2. I LO 17 Kwiecień, 2019 at 00:49 Odpowiedz

    Tak, to co ja mam zrobić jeśli pracuje w wiejskiej szkole, gdzie dzieciom z roku na rok totalnie nie zależy na nauce i wynikach, a ich rodzice nie są w stanie im pomóc z różnych względów. Proszę nie odpisywać tekstami-zmień szkołę, pracę, to co ty tam jeszcze robisz. Kocham swój zawód, ale nie zawsze wyniki w nauce zależą od tego czy nauczyciel jest dobry czy zły. Nie kończyłam byle jakich szkół czy uczelni i prawdopodobnie jestem koleżanką ze szkoły Pani redaktor, a studiowałam na UJ, więc chyba muszę jednak coś sobą reprezentować. Do jakiej grupy nauczycieli mam się zaliczyć ?

  3. Antoni 17 Kwiecień, 2019 at 14:42 Odpowiedz

    „Albo się ma wymówki albo się ma wyniki” jak to ktoś mądry kiedyś rzekł… O co chodzi z tym kochaniem pracy, jeśli kochający pracę sam przyznaje że praca jest bez sensu…. Gdybym budował domy i te domy po tygodniu waliły się w gruz a ja szukałbym wymówek.. bo taki klimat, takie wiatry, takie kiepskie materiały to byłbym dobrym budowniczym czy kiepskim budowniczym? Dobry budowniczy potrafi tak dobrać materiał do budowli i technologię do klimatu że dom będzie stał. Dobry nauczyciel potrafi tak zmotywować obiboków, że wezmą się do roboty. I bez takich mi tu że nie mam prawa wypowiadać się jeśli nie jestem nauczycielem. Moja żona jest nauczycielem. Nie strajkuje. Nie twierdzi, że jej się należy bez względu na wszystko, bo prestiż, bo znaczenie zawodu itd. itp. Nie narzeka na zarobki. Podpowiada mi tu, żeby nauczyciele narzekający pokazali druk PiT zamiast rzucać kwotami pensji zasadniczej. Nie twierdzi że jej źle w tym zawodzie wręcz przeciwnie. I walczy o wynik każdego ucznia. Tu nie chodzi o piątki. Tu chodzi o zmianę. O to by dwójkowy stał się trójkowy, a później czwórkowy. O to żeby chciało mu się chcieć. Jeśli nauczyciel nie potrafi takiego zjawiska spowodować to powinien zmienić zawód bo to jest właśnie jego najważniejsza misja.

  4. Zamiana miejsc. 17 Kwiecień, 2019 at 17:23 Odpowiedz

    Brawo Antoni. Masz rację. Albo się jest nauczycielem, a przede wszystkim bardzo dobrym pedagogiem i uczy dzieci, albo zmienić pracę na inną. Są setki ludzi z pedagogicznym wykształceniem, którzy pracują za kasami w sklepach, bo nie mieli pleców i znajomości. Gdyby pozwalniać tych co tylko narzekają, a zatrudnić tych co siedzą za kasami lub w innych branżach, to byłoby tysiąc razy lepiej w szkołach, bo oni cenili by tę pracę. Nauczyciel, który twierdzi, że nie po to studiował kilka lat, aby zarabiać tyle samo co kasjerka, to jest w dużym błędzie. Niech się zamieni i będzie doceniał to co ma, bo za kasami również siedzą ludzie z wyższym wykształceniem.

Wypowiedz się w tej sprawie