Poczujcie Barbacką polkę!

Rozmawiamy z Marią Molendą – prezesem Fundacji Nomina Rosae.

– Dlaczego marzy się Pani film o Bolesławie Barbackim?

– Barbacki był postacią wielowymiarową, barwną i różnorodną, o wielu pasjach i zainteresowaniach. Poza malarstwem ciekawiło go mnóstwo rzeczy ważnych w rozwoju Nowego Sącza. Założył tu szkołę krawiecką – Szkołę Przemysłową Żeńską Towarzystwa Szkoły Ludowej, która istnieje do dziś jako Zespół Szkół nr 3 im. Bolesława Barbackiego. Bardzo się w tę szkołę zaangażował, był jej dyrektorem i pedagogiem. Napisał dla swoich uczennic podręcznik do geometrii i do kostiumologii – był w zasadzie pionierem nauczania tego przedmiotu. Modę rozumiał także od strony praktycznej – sam opanował krawiectwo. Po śmierci matki zajmował się szyciem i reperowaniem ubrań braci i ojca. Swoje podopieczne otaczał troską i zainteresowaniem. Były to ubogie dziewczęta. Do szkoły przyjmował też uczennice żydowskie, mimo że za nimi nie przepadał. Zdobywały fach i wyjeżdżały do Palestyny. Młode kobiety dzięki nauce w szkole Barbackiego miały konkretny zawód, miały możliwość zawalczenia o samodzielność, o utrzymanie, co w tamtych trudnych dla kobiet czasach było bardzo ważne. Myślę, że można uznać, że w ten sposób wspierał emancypację. Wielką pasją Bolesława był teatr. Barbacki był jednym z założycieli Towarzystwa Dramatycznego, które aktywnie działało w okresie dwudziestolecia międzywojennego. W tym teatrze działali także jego bracia. Bolesław reżyserował, grał, tworzył scenografię. Dbał o ducha, ale nie zapominał o ciele. Był aktywnie zaangażowany w sport i kulturę fizyczną. Związał się także z Sokołem. Z czasem został prezesem tej instytucji. Przyczynił się do rozbudowy biblioteki Sokoła.

wsb3

– Barbacki jest bliską Pani postacią. Na ścianie w Pani domu wisi jego portret.

– Jego postać była obecna w moim życiu już od dzieciństwa. Choć niestety dość późno zabrałam się za samodzielne odkrywanie jego historii. Teraz, odkąd zaczęłam się zagłębiać w dzieje jego życia, dotarło do mnie, że jest on postacią niesamowicie filmową, ma w sobie duży ładunek emocji, przeżyć, doświadczeń, także tragicznych, które są świetne do filmu.

– Ma już Pani scenariusz?

– Mam scenariusz filmu dokumentalnego. Cały czas jednak myślę także o fabule, która w pełni oddałaby niezwykłość Barbackiego. Aktualnie buszuję w archiwach i dokumentach, zbieram informacje o życiu artysty, udoskonalam scenariusz. Członkowie Fundacji bardzo mi pomagają, dyskutujemy o scenariuszu. Rodzina Barbackiego była patriotyczna i bardzo czekała na niepodległość. Bolesław bardzo się zaangażował w jej budowanie. W przyszłym roku będziemy obchodzić 100-lecie niepodległości Polski. Byłoby idealnie, gdyby premiera naszego filmu wpisała się w obchody.

– Za mało jest Barbackiego w Nowym Sączu?

– Młodzi ludzie nie mają pojęcia, kim był. Widzę to, gdy oprowadzam grupy szkolne po naszym Domu Historii. Pytam uczniów o Barbackiego, a oni tej postaci nie znają. To chyba świadectwo na to, że coś jest nie tak z tą naszą sądecką historią, ona nie wybrzmiewa.

– Myślała już Pani o miejscach, gdzie można by nakręcić sceny filmu?

– Konkretnych pomysłów jeszcze nie mam, choć uważam, że Nowy Sącz mógłby być miastem naprawdę ciekawym dla ekip filmowych. Trzeba byłoby tylko zadbać o jego atrakcyjny wygląd. Pozbyć się reklam szpecących budynki. Odbyliśmy z nimi swoistą „walkę” filmując Nowy Sącz do filmu „Sądecki sztetl” – krótkometrażowego dokumentu o historii sądeckich Żydów. Nazywamy go filmem „od pierwszego piętra”. Basia Szewczyk, która była operatorem i reżyserem, ustawiała kadry tak, aby uniknąć parterów z zawieszonymi reklamami. Przyjmuję często gości, w tym z zagranicy, przeważnie naukowców i artystów, którzy biorą udział w „Labiryncie Historii”. Wyjeżdżają z Nowego Sącza zachwyceni miastem. W filmie na pewno chciałabym odtworzyć środowisko Barbackiego, miejsca, w których bywał. Chcemy film wprowadzić do kin.

– Kto mógłby w tej filmowej opowieści o Barbackim wystąpić?

– Nie myślę na razie nad aktorami. To jeszcze nie jest ten etap.

– Ale tytuł filmu już jest?

– Owszem, mamy roboczy tytuł : „Portret Polaka”. Wspaniale byłoby również, gdyby w nasz film zechcieliby się zaangażować sądeczanie, żeby poczuli „Barbacką polkę” (śmiech). Gdyby każdy mieszkaniec naszego miasta dorzucił do naszego projektu złotówkę, to już by było coś. Postać Barbackiego może być ważna dla każdego Polaka. Będzie to opowieść dla widzów dorosłych, o trudnych miłościach, wyborach, wierności sobie, decyzjach, jakie trzeba podejmować, czasem wbrew sobie.

– Oczywiście Pani będzie projektować kostiumy.

– Jak najbardziej!

Rozmawiała Agnieszka Małecka

Fot. Karolina Adamczyk/ z arch. M. Molendy

Maria Molenda – jest historykiem, kostiumologiem i kostiumografem. Od 2004 r. kieruje założoną przez siebie Fundacją Nomina Rosae, w ramach której działa m.in. Teatr Nomina Rosae, program edukacyjny „Labirynt Historii”, a także Pracownia Rekonstrukcji Ubiorów Historycznych i Kostiumów.

CZYTAJ WIĘCEJ:

MAGIK MAŁA
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zamiast wzruszającego wstępu

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz

10 lat temu (słownie dziesięć) 30 września ukazał się pierwszy numer „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” (zwanego dalej DTS). Z tej okazji dokładnie 10 lat później oddajemy do rąk Czytelników nową odsłonę naszego portalu dts24.pl.

A wracając do jubileuszu, po długiej i burzliwej naradzie nie doszliśmy jednak do porozumienia – cieszyć się czy martwić z tego powodu? Cieszyć, bo to zawsze miło dojść do jakiegoś punktu. Martwić, bo choć wytrwali w marszu, to jednak jesteśmy starsi o dekadę.

Świętowanie jubileuszy pachnie naftaliną starej szafy, a już na pewno muzealną ekspozycją. A do muzeum jeszcze nam niespieszno. To już na cmentarz było zdecydowanie bliżej, wszak jakiś czas temu w konkurencyjnych mediach ukazały się dwa nasze nekrologi. I jak tu nie wierzyć w mądrości ludowe? Mówią, że umarłeś? Wróży ci to długie życie. O tych nekrologach DTS to byśmy już nawet nie pamiętali, ale Jerzy Wideł przypomniał na 27 stronie. Wiadomo, Wideł mieszka najbliżej cmentarza i pasjami czytuje nekrologi.

Zatem jubileusz bierzemy z marszu, bez ckliwych przemówień, ronienia łzy, ani też bez zbędnego zadęcia. Ot, pogrzebaliśmy trochę w starych zdjęciach, pofatygowaliśmy się sprawdzić co słychać u kilku bohaterów tekstów z tamtego 30 września i w zasadzie tyle. No dobrze, poprosiliśmy jeszcze prasoznawców i speców od mediów o krótki wykład, jak to jest z tą prasą lokalną (str. 14-15). Wychodzi na to, że ciągle nieźle. Przedwczesne również okazały się pogłoski o rychłej śmierci papieru jako nośnika różnych treści. DTS oczywiście nie upiera się, że wersja papierowa gazety jest nieśmiertelna i oddamy nie za nią życia. Wszak coraz więcej naszych czytelników wybiera niepapierową wersję gazety. Papier to jednak papier – prestiż i elegancja. A w internecie każdy stragan z jarzynami ma dzisiaj swoją stronę (z całym szacunkiem dla warzyw, powinno się je zjadać trzy razy dziennie).

Trendy są zresztą lekko odwrotne, a przecież wiadomo, że dziś wszelkie trendy wyznacza Facebook. No więc Facebook jakiś czas temu uznał, że dla swoich najlepszych klientów stworzy ekskluzywny, bezpłatny magazyn „Grow”. No, bo papier to prestiż (chyba już wspominaliśmy), a nie byle post na osi czasu. DTS identycznie – dla naszych najlepszych na świecie Czytelników tworzymy ekskluzywny, bezpłatny magazyn. Bo chcemy, żebyście poczuli się docenieni. Czy to nie jest piękne – wcale nie musicie być najlepszymi biznesowymi partnerami Marka Zuckerberga, by ktoś wyłącznie z myślą o Was tworzył ciekawe treści.

No i to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o 10-lecie ukazania się pierwszego numeru DTS. Tyle się przez te lata wydarzyło ciekawych rzeczy (najważniejsze przypominamy na str. 16), ale przecież nie będziemy się tu wzruszać minionymi dokonaniami. Wyznajemy raczej starą piłkarską zasadę „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. I cóż z tego, że wygrałeś już 100 meczów. Najważniejsze jest to, czy masz plan, jak wygrać dziesięć i dwadzieścia następnych. Nasze głowy pełne są pomysłów na najbliższe tygodnie i miesiące, potrzebujemy tylko sprzyjających warunków, aby je zrealizować. No i co mamy teraz napisać, że czasy są ciężkie, a przyszłość niepewna. Tyle to wiemy, przecież wszyscy mają pod górkę. A kto akurat ma z górki, też musi uważać, żeby się za mocno nie rozpędzić, bo potem wielkość guza jaki można sobie nabić jest wprost proporcjonalna do osiągniętego rozpędu.

Cieszymy się, że możemy robić dla Was coś ciekawego i pożytecznego. Od 10 lat napędzamy się naszym wrodzonym optymizmem, na równi zresztą jak reklamami, które na naszych łamach zamieszczacie. No i tu trafiamy na błędne koło filozoficznie – nie byłoby tak wielu Reklamodawców, gdyby DTS nie miał tak wielu Czytelników. Nie byłoby tak licznych Czytelników, gdyby Reklamodawcy nie utrzymywali gazety na zadowalającym wszystkich poziomie. Prawda, jaka piękna puenta?

Oczywiście chcielibyśmy Was wszystkich uścisnąć z okazji urodzin, ale pamiętamy, że trzeba zachować dystans społeczny. Nie znaczy to wcale, że podchodzimy do tego wszystkiego z dystansem. Wręcz przeciwnie. Wzruszamy się!

Redakcja DTS

Przeczytaj jubileuszowe wydanie „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”: