Sprawa na linii Kraków Street Band a Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Sączu, która w ostatnich dniach wywołała w sieci burzę i którą opisaliśmy w tekście: „Zluzujcie majty”. Kraków Street Band zarzuca Miejskiemu Ośrodkowi Kultury nieczystą grę, doczekała się oficjalnego ciągu dalszego. Po tym, jak muzycy publicznie zarzucili organizatorom manipulację, nowosądecka instytucja opublikowała oświadczenie. Pismo to, napisane z urzędniczą precyzją omija jednak najważniejsze zarzuty.
Dla przypomnienia: według relacji zespołu, na kilka dni przed zaplanowanym na 15 maja koncertem, MOK miał poinformować o bardzo słabej sprzedaży biletów (mowa była o 30-40 sztukach). Postawiono ultimatum: albo aneks do umowy i gra za połowę stawki, albo wydarzenie zostaje odwołane, a instytucja „wie, jak podważyć umowę”. Postawieni pod ścianą artyści, czując odpowiedzialność za widownię i nie chcąc zawieść garstki fanów, podpisali dokument. Na miejscu dowiedzieli się, że w samej przedsprzedaży rozeszło się ponad 150 biletów.
MOK?: „zapłaciliśmy, o co wam chodzi?”
W odpowiedzi na nasze pytania kierowane do władz miasta, otrzymaliśmy wczoraj oświadczenie, pod którym widnieje podpis dyrektor MOK, Małgorzaty Gułowskiej. W siedmiu punktach dowiadujemy się rzeczy, którym dotąd absolutnie nikt nie przeczył (publikujemy dokument w całości pod tekstem).
Instytucja podkreśla, że dba o finanse publiczne (punkt 1) i stara się negocjować najkorzystniejsze dla siebie warunki (punkt 2). Potwierdza, że 11 maja Łukasz Wiśniewski podpisał w imieniu zespołu aneks opiewający na 7000 zł, a kwota ta została w terminie wypłacona (punkty 3 i 4). Co więcej, w punkcie 5 dyrekcja z gracją przechodzi do ofensywy, pouczając artystów, że kwestionowanie kwoty post factum „podważa renomę i wiarygodność biznesową Zespołu jako kontrahenta”.
W punkcie 6 dowiadujemy się z kolei brutalnie szczerej prawdy o misji instytucji kultury: „MOK jest zainteresowany, aby wynagrodzenie za koncert było jak najniższe”. Dokument kończy się życzeniami dla zespołu „samych sukcesów”.
Odpowiedzi na pytania, których nikt nie zadał
Dyrektor nowosądeckiego MOK konsekwentnie milczy w sprawie kluczowej rozbieżności: czy pracownicy MOK zaniżyli w rozmowie telefonicznej liczbę sprzedanych biletów, by wywołać presję na artystach i wymusić obniżenie gaży oraz czy użyto argumentu zerwania umowy/odwołania koncertu?
O ile w rubryce „księgowość” wszystko się nowosądeckiemu MOK-owi może zgadzać (kwota 7000 zł została zaksięgowana, a pod aneksem ktoś złożył autograf), o tyle w rubryce „transparentność i szacunek do twórcy” wciąż wieje dojmującą pustką.
Muzycy skomentowali treść oświadczenia cytatem z filmu Barei:
Dla tych, którym się nie chce czytać, streścimy – „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”.
Czekamy zatem dalej, mocno przekonani, że kultura, zwłaszcza ta finansowana ze środków publicznych, powinna objawiać się nie tylko na scenie.



























































































































































































































