Palić efektywnie i ekologicznie

Rozmowa z mistrzem kominiarskim Tomaszem Szołdrowskim

- Co widać w sądeckich kominach, kiedy Pan do nich zagląda?

- Sadzę widać, czyli wszystko to, co nie uległo spaleniu. Zaraz o tym powiem, ale najpierw trochę teorii. Przepisy od lat mówią, żeby czyścić kominy dymowe – czyli takie, w których pali się węglem, drewnem, koksem i miałem – co najmniej cztery razy w roku. Przewody spalinowe – czyli te od gazu i oleju – należy czyścić dwa razy, a wentylacyjne raz w roku. Oprócz tego co roku kominiarz powinien przeprowadzić kontrolę wszystkich kominów i przewodów wentylacyjnych. Tyle teoria, w praktyce, nie wszyscy to realizują, choć to wszystko dla naszego bezpieczeństwa.

BOCHENSKI

- A to, co jest przedmiotem szczególnego Pana zainteresowania, czyli sadza…

- Mój kolega obliczył, że z komina przeciętnego domu wyciągamy ok. 8 kg sadzy. Gdyby przyjąć, że każdy kominiarz w Polsce wyczyścił tylko trzy kominy dzienne, to usuwamy miesięcznie ok. dwóch ton pyłów, które nie trafiły do atmosfery. Mówimy tylko o tych domach, gdzie zamawia się taką usługę, nie liczę tych, którzy robią to sami różnymi sposobami. Teraz możemy wyobrazić sobie skalę tego zjawiska.

- Kiedy patrzy Pan na sadzę, może Pan powiedzieć czym palono w piecu?

- Nie, ale wystarczy, że popatrzę na to, co jest w kotłowni. To wiele wyjaśnia.

- A nam Pan wyjaśni?

- Bardzo chętnie. Nagminnie spotykam się z klasycznym błędem, czyli osobami, które są przekonane, że robią wszystko w porządku, bowiem palą drewnem i gazetami. A tak faktycznie palą pomalowanym drewnem, płytami meblowymi, sklejkami, foliowanymi kartonami, reklamowymi gazetkami. To nie jest materiał do palenia, tym palić nie wolno! Nie każdy w ten sposób pali, ale wystarczy, że bardzo wielu wsadzi do pieca mieszankę płyty paździerzowej i foliowanego kartonu, a mamy w atmosferze to co mamy. Często takie postępowanie wynika z niewiedzy, a nie ze złej woli. Podczas kontroli staramy się ludzi uświadamiać, ale przecież do wszystkich nie dotrzemy.

- A ci, którzy kominiarza do siebie nie zapraszają, dają sygnał, że próbują coś ukryć?

- Tego do końca nie wiemy, ale wykluczyć nie można. Z całą pewnością można jednak powiedzieć, że palenie śmieci – ubrania, pampersa, kawałki gumy – to działanie na krótką metę, bo sadza powstała w wyniku spalania takich rzeczy powoduje pożar, albo skutecznie zakleja komin.

- W internecie sądeczanie wytykają palcami domy, gdzie z kominów wydobywa się podejrzanie czarny i gęsty dym. Panu się ta akcja nie spodobała.

- Faktycznie na stronie „Kto truje Nowy Sącz” pojawiają się zdjęcia domów, gdzie brunatny dym może sugerować, że z opałem jest coś nie tak. Według mnie w bardzo wielu z tych piętnowanych przypadków mamy do czynienia z paleniem zwykłym węglem. Problem tylko w tym, że ktoś pali nieumiejętnie i nieefektywnie. I tu pojawia się problem dymu, który nas najbardziej niepokoi i roznosi najwięcej niebezpiecznych związków.

- Ten dym najbardziej nas niepokoi…

- Bo cząstki pyłu zawieszonego pm10, pm2,5, benzopiren, to są substancje lotne i palne. Gdybyśmy masowo zmienili styl naszego palenia w piecach, one by zginęły w palenisku i na dach nie wyszły, oddychalibyśmy dużo lepszym powietrzem. To jest kwestia dowiedziona i dotyczy tzw. odgórnego spalania i spalania krokowego. Polecam tu np. portal czysteogrzewanie.pl. Da się to zrobić – wbrew temu, co mówią ludzie z alertów smogowych - w piecach, których używa większość z nas. Właśnie widziałem film instruktażowy z Podhala, gdzie postawiono obok siebie dwa piecyki. W jednym tradycyjnie położono na dole drewno, na górze węgiel, w drugim odwrotnie: węgiel, drewno i rozpałka od góry. Z tego pierwszego idą kłęby czarnego dymu, z drugiego dymek delikatny jak z grilla. Wielu użytkowników tradycyjnych pieców węglowych powtarza ten sam prosty błąd.

- No więc, kto truje Nowy Sącz?

- Mnóstwo osób, ale wróćmy jeszcze do wspomnianej strony internetowej. Bardzo często pojawia się tam zdjęcie pewnego budynku na ul. Lwowskiej. Znam ten dom dobrze. Jesteśmy tam około sześciu razy w roku i czyścimy komin. Ci ludzie palą węglem i drewnem dobrej jakości, jakie kupuje się w składzie opałowym. Niestety piec kaflowy – a z takim tu mamy do czynienia - ma taką, a nie inną konstrukcję i kiedy dorzuci się węgla na rozgrzane drewno, wydobywają się kłęby czarnego dymu, jakie widzimy na zdjęciu w internecie. Denerwuje mnie taka nagonka na ludzi, którzy zachowują się pod tym względem bardzo uczciwie. Niech ludzie palą węglem, ale może trzeba ich nauczyć palić efektywnie i ekologicznie.

- Chce Pan zaproponować kurs świadomego palenia dla wszystkich sądeczan używających pieców węglowych?

- Takie pokazy organizuje „Rybnik bez dymu”, „Podhale bez dymu”, na Śląsku ktoś organizuje podobne akcje. Najprościej jest powiedzieć – nie możecie palić węglem, trudniej jest edukować. Już się zastanawiam, co się stanie, kiedy uprawomocni się małopolska uchwała antysmogowa. Jak ogrzejemy mieszkania w części sądeckich kamienic? Nikt na to nie potrafi odpowiedzieć, bo są takie rejony miasta, gdzie nie ma gazu, nie docierają tam instalacje MPEC. Ludzie palą piecami kaflowymi, które dymią.

- I kopcą.

- Kopcą. Ale co mamy zrobić? Wyrzucić im te wszystkie urządzenia i nich grzeją prądem?

- Ustawa antysmogowa będzie niemożliwa do realizacji?

- Zadałbym raczej pytanie: skąd wziąć pieniądze na jej realizację? Wyobraźmy sobie, że jakąś kamienicą zarządza miasto, ale nie ma ona właściciela. Kto ma zainwestować w taką kamienicę i wymianę pieców? Co ci ludzie zrobią, skoro to nie są ich mieszkania, kamienica nie jest miejska i miasto nie zainwestuje w wymiany? Uczciwie dodajmy, że miasto w swoich zasobach zrobiło bardzo dużo. Wszystkie kamienice gdzie mieszczą się urzędy, szkoły, przedszkola, zostały przełączone na sieci gazowe albo przyłączone do MPEC. Podobnie jest z kamienicami należącymi do miasta.

- Smog to problem ostatnich lat?

- Nie, kiedyś było zdecydowanie gorzej. Mój tato pracuje 56 lat w zawodzie, ja 19. Od około 20 lat ilość pieców na paliwo stałe w centrum Nowego Sącza zmniejszyła się o 90 procent! 20 lat temu nie było fizycznej możliwości, żeby w ciągu jednego dnia wybrać sadzę z wszystkich kominów wokół Rynku. Dzisiaj to się robi bez problemu, bo tych palenisk jest może już tylko dziesięć. Osobiście pamiętam jak dymił Ratusz, policja na Dunajewskiego i Szwedzkiej, Poczta, przychodnia na Kazimierza Wielkiego. Wszystkie kominy dymiły tu jak gigantyczny transatlantyk. Co się od tego czasu zmieniło? Głównie dwie rzeczy – technologia pomiarów zanieczyszczeń, która dzisiaj bije na alarm i najnowsze systemy informacyjne nagłaśniające problem na bieżąco i w sposób – czasami - dowolny. Dwadzieścia lat temu z pewnością powietrze w Nowym Sączu było gorsze, tylko nikt o tym nie mówił i nikt się nim specjalnie nie przejmował. Zmieniły się technologie grzewcze, systematycznie znikają stare kominy, ale jednocześnie zapominamy, że kiedyś jeden samochód przypadał na 2-3 rodziny, a dzisiaj jedna rodzina ma 2-3 samochody. Pamiętajmy też o położeniu Nowego Sącza. Choćby w mieście nie kopcił już żaden komin, kanały przewiewne Kotliny Sądeckiej przyniosą tu zanieczyszczenia z całej okolicy i z tym nic nie będziemy mogli zrobić.
Rozmawiał Wojciech Molendowicz

Fot. Z arch. T. Szołdrowskiego

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie