Pacjent z podejrzeniem koronawirusa pozostaje w Nowym Sączu. Próbki do badań zawieziono karetką do Warszawy

Pacjent, który trafił do sądeckiego szpitala na oddział ratunkowy z podejrzeniem koronawirusa miał zostać przewieziony do jednego z krakowskich szpitali, jednak placówka odmówiła przyjęcia. Pracownicy nowosądeckiego szpitala bezskutecznie szukali dla niego miejsca. - W innych szpitalach w Polsce nie ma miejsca na oddziałach zakaźnych - podaje oficjalny powód w rozmowie z naszą redakcją Agnieszka Zelek z nowosądeckiego szpitala. Pacjent musiał więc pozostać w szpitalu w Nowym Sączu. Co dalej?

Mężczyzna to funkcjonariusz Straży Granicznej pracujący na lotnisku w Balicach. Dzisiaj zgłosił się do jednej z nowosądeckich przychodni z wysoką gorączką, dusznościami, kaszlem i podejrzeniem zapalenia płuc.

Jakiej przychodni?

- Nie mogę udzielić takiej informacji - tłumaczy rzeczniczka szpitala.

 

Po jego przebadaniu lekarz zdecydował o zawiadomieniu szpitala w Nowym Sączu. Mężczyzna miał zostać przetransportowany karetką z przychodni na SOR w Nowym Sączu.

Jak zapewnia Agnieszka Zelek, przed jego przyjazdem szpitalny oddział ratunkowy został odpowiednio przygotowany: pacjenci przeniesieni, personel ,,uzbrojony" w odpowiedni strój ochronny i maski. Ze względu na objawy podobne do tych jakie daje zakażenie koronawirusem i specyfikę pracy zawodowej pacjenta, wdrożono procedurę zakaźną.

Taką wersję również potwierdziła dyrektorka sądeckiego pogotowia. Załoga karetki transportowej miała być odpowiednio przygotowana i zabezpieczona maseczkami ochronnymi.

Dotarły do nas informacje sprzeczne ze stanowiskiem oficjalnym pracowników nowosądeckiego szpitala.

- Zabrali go na SOR, włożyli pomiędzy pacjentami na poczekalni i chyba nawet nie mieli podejrzenia o koronawirusie. Dopiero kiedy pracownicy SOR zebrali informacje, zrobili wywiad i dowiedzieli się, że mężczyzna pracuje na lotnisku, rozpętał się armagedon - dzieli się swoimi spostrzeżeniami nasz Czytelnik. Dodał również, iż ratownicy, którzy pojechali po pacjenta nie byli odpowiednio zabezpieczani, nie mieli masek.

Takim informacjom stanowczo zaprzecza rzeczniczka Agnieszka Zelek, która podkreśla, iż jeszcze przed przywiezieniem pacjenta, szpital był przygotowany i wdrożono wszystkie procedury.

- Nie było ani jednego pacjenta. Byłam tam - stanowczo stwierdza.

Co dalej? 

Gdy okazało się, że w innych szpitalach z oddziałami zakaźnymi nie miejsca dla chorego, musiał on pozostać w nowosądeckiej placówce. Jednak nie jest umieszczony na oddziale zakaźnym. W innej części szpitala wyznaczono dla niego miejsce w izolatce. Pokój spełnia wszystkie restrykcyjne wymogi. Po przeprowadzeniu dezynfekcji SOR zostanie ponownie otwarty.

Jak informuje Agnieszka Zelek, próbki do badań, które potwierdzą lub wykluczą koronawirus zostały przewiezione do Warszawy karetką. Ich wyniki poznamy do czterech dni.

Wtedy zostaną podjęte kolejne decyzje dotyczące chociażby osób, które potencjalnie mogły się zarazić od mężczyzny.

Z ostatniej chwili! SOR w Nowym Sączu zamknięty. Jest podejrzenie koronawirusa

MAGIK MAŁA

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.