Alicja Lorek trafiła na nabożeństwo sekty, pływała z rekinami i poznała tajemnicę młodych muzułmanów

Przypadkiem trafiła na nabożeństwo organizowane przez sektę, poznała tajemnicę młodych muzułmanów, mieszkała w osadzie na pustyni, pływała z rekinami wielorybimi, trafiła na domówkę w apartamencie w najwyższym budynku świata – Burj Khalifa i dostała klucze na ulicy od nieznajomego - to jedynie cześć przygód sądeczanki Alicji Lorek, która podróżuje po całym świecie.

Alicja urodziła się w Warszawie, a wychowała w Nowym Sączu, przez co w stolicy zyskała miano ,,góralki", a w Nowym Sączu - warszawianki. Do Warszawy powróciła na studia.

Dotychczas zwiedziła 34 kraje, a niemal połowę z nich, zwłaszcza te w Europie, wielokrotnie. Jej siłą napędową do podróżowania jest chęć poznawania wszystkiego na własnej skórze. Nie wystarcza jej oglądanie filmów, czytanie relacji innych podróżników. Z przymrużeniem oka podchodzi do informacji ze świata relacjonowanych przez media.

Plemię Batak i wioska w dżungli

- Dopóki czegoś nie zobaczę, nie doświadczę, nie porozmawiam z mieszkańcami danego miejsca, nie wyrabiam sobie jednoznacznej opinii na jego temat – więc jadę poznawać! - stwierdza.

„Aj dont spik inglisz”

Alicja swoją pierwszą podróż w życiu odbyła, kiedy miała 10 lat. Trafiła wtedy na miesiąc do swoje chrzestnej do Londynu. Jak wspomina, przed pierwszym lotem nie spała całą noc. Na podorędziu miała karteczkę, a na niej napisane dosłownie: „aj dont spik inglisz”, na wypadek gdyby zapomniała, co ma odpowiedzieć, gdy ktoś zacznie do niej mówić po angielsku.

- Pamiętam też pierwszą wycieczkę do centrum Londynu, nie mówiłam wtedy jeszcze po angielsku więcej niż kilka zdań, wujek napisał i włożył do plecaka list mówiący o tym, kim jestem i gdzie mnie „zwrócić” na wypadek, gdybym się zagubiła. Teściowa mojej cioci, tradycyjna Hinduska, zabierała mnie do indyjskiej dzielnicy na ichniejsze słodycze, oglądaliśmy też razem masę bollywoodzkich filmów. Na co dzień spacerowaliśmy po Kingston albo odwiedzaliśmy centra handlowe, które wtedy budziły mój podziw, bo nie było ich jeszcze tylu w Polsce. Pamiętam, jak zaczęłam się przełamywać z obcym językiem, coraz więcej rozumieć. Myślę, że jestem szczęściarą, że miałam do tego okazję tak wcześnie - przyznaje.

Strach ma wielkie oczy

W gimnazjum i liceum trafiła na nauczycieli, którzy organizowali wycieczki zagraniczne, więc co roku Alicja prosiła rodziców o kolejne wyjazdy do: Francji, Szwajcarii, Hiszpanii, czy Holandii. W czasie studiów zaczęła dużo podróżować sama.

- Dlaczego? Bo kiedy już chciałam gdzieś pojechać, nie czekałam aż ktoś inny zdecyduje się na podróż ze mną. Tak to jest, że wiele osób lubi planować wyjazdy, ale prawie nigdy nie doprowadza ich do skutku. Postanowiłam do nich nie należeć. Kiedy udaje się zgadać, to chętnie jadę gdzieś z koleżanką lub kolegą, samotne podróże mają jednak w sobie coś wyjątkowego i znając już ten smak, nie jestem w stanie ich sobie odmówić - wyznaje sądeczanka.

Bealbek niedaleko syryjskiej granicy

Podróżniczka stwierdza jednak, że nie jest pewna, czy można tak po prostu pozbyć się strachu przed nieznanym, radzi, by oswajać go małymi krokami. - Trudno mi mówić o strachu na własnym przykładzie, bo za wiele go nie mam - śmieje się Alicja. Jak zaznacza, od zawsze miała łatwość nawiązywania kontaktów i była bardzo samodzielna, a to według niej są cechy niezwykle przydatne, kiedy chce się podróżować.

- Jeśli boisz się gdzieś jechać, to zastanów się najpierw, co tak naprawdę cię przeraża. Jeśli jest to strach spowodowany nieznajomością języka – jedź na początek do Lwowa, gdzie z odrobiną starania dogadasz się po polsku. Jeśli boisz się planowania i ogarniania wielu spraw, zamiast miesięcznej wyprawy do Azji, zacznij od wypadu na weekend do Wiednia. Dla tych, którzy nie lubią zajmować się organizacją, jest przecież wiele opcji wyjazdów przygotowanych przez biura podróży. Każdy, kto ma na to chęć, znajdzie coś dla siebie. Ja też nie od razu poszłam sama do dżungli. Dodam, że we mnie ciekawość jest przeważnie silniejsza niż strach, może to dlatego tak dużo o nim nie myślę - stwierdza sądeczanka.

Co do samych kosztów podróżowania, zapewnia, że sposobów na tanie podróżowanie jest multum. Można jechać autobusem albo „blablacarem”, wykupić tani lot bukując bilet z wyprzedzeniem.

- Znajdź nocleg przez couchsurfing albo w hostelu. Jak jesteś bardziej odważny, to podróżuj „na stopa” i weź swój namiot. Przed wyjazdem warto też poczytać o bezpłatnych atrakcjach w danym miejscu. Wydaje mi się, że ciągle niewiele osób wie na przykład, że wstęp do większości londyńskich muzeów jest darmowy (w Paryżu również, do 26. roku życia). Jeśli nie masz dużego budżetu – jedź do niedrogiego kraju. Wierzę w to, że na każdy budżet znajdzie się fantastyczny wyjazd, trzeba tylko chcieć - dodaje podróżniczka Alicja.

Nabożeństwo lokalnej sekty i tajemnica młodych Muzułmanów 

Jak przyznaje Alicja Lorek, przygody trafiają się na każdym kroku, zwłaszcza kiedy podróżuje się na własną rękę i bez precyzyjnego planu. Na Filipinach, kiedy wybrała się w niedzielę do kościoła, przez przypadek trafiła na nabożeństwo lokalnej sekty Iglesia ni Cristo i przez ponad godzinę była świadkiem wielkiego, zbiorowego lamentu kilkuset uczestników.

- W Dubaju dzięki znajomościom trafiłam na domówkę w apartamencie w najwyższym budynku świata – Burj Khalifa. Wówczas przekonałam się o tym, jak młodzi Muzułmanie imprezują w ukryciu przed rodzicami, którzy nie mają pojęcia o tym, że ich dzieci np. znają smak alkoholu. Kiedy znalazłam się wieczorem na przedmieściach Cardiff z dala od autobusów, do miasta wzięła mnie „na stopa” malutka, siwiutka i prawie głucha babcia, od której dostałam mnóstwo rad na resztę wyprawy. Natomiast w Kazachstanie przejechałam prawie 300 kilometrów w samochodzie z młodym kierowcą i jego dwoma upitymi piwem wujami - wspomina podróżniczka.

Alicja wyjaśnia, iż poczucia bezpieczeństwa podczas wojaży nie wiąże z danym państwem, a raczej z konkretnymi miastami albo sytuacjami. W Europie najbardziej przerażona była w Neapolu.

- Niby to Włochy, tak samo jak Rzym, Mediolan czy Florencja, ale jednak tam miałam wrażenie, że nieprzyjemne wypadki czyhają na każdym kroku i trzeba się szczególnie pilnować. Nie polubiłam się z tym miastem, szybko wsiadłam w pociąg ku mniejszym i spokojniejszym miejscowościom - opowiada.

Kiedy mieszkała w Egipcie w chrześcijańskiej oazie na pustyni, ciągle towarzyszyła jej świadomość, że w miejscach takie jak to, dochodzi do prześladowań i ataków.

- Natomiast w kwietniu włóczyłam się przez chwilę niedaleko syryjskiej granicy. Chociaż byłam w Libanie, atmosfera wkoło była niespokojna i przywoływała na myśl wojnę. W większości miejsc jednak wystarczy zdrowy rozsądek, żeby nie wpakować się w tarapaty - wyjaśnia podróżniczka.

Polska egzotycznym krajem i gościnność tubylców 

Alicja była również sama w ogromnym Kanionie Szaryńskim, odwiedziła plemię Batak na Palawanie, pływała z rekinami wielorybimi i spała w jurtach. Ostatnia podróż do Libanu dostarczyła jej również masę przygód, poczynając od kolacji w domu byłego kapitana libańskiej reprezentacji piłki nożnej i wykwintnych kolacji w domach najbogatszych mieszkańców Bejrutu, po spacer pośród najbiedniejszej dzielnicy Burj Hammud, w której toczy się akcja filmu „Kafarnaum”.

- Otwartość ludzi tego kraju przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Pan, u którego kupiłam pamiątki, zabrał mnie samochodem do miasta, a potem razem z jego żoną i synkiem pojechaliśmy na małą wycieczkę. Wieczorem zaprosił mnie do swojego domu na kolację. W Tripoli zakamarki miasta pokazał mi spotkany na ulicy mężczyzna, który spontanicznie pokłócił się z jednym starym imamem, który nie pozwolił mi wejść do meczetu. Ludzie w tym kraju zatrzymywali swoje samochody, żeby mnie podwieźć, zanim zdążyłam na dobre stanąć przy drodze, a kiedy w Tyrze nie miałam gdzie spać, obcy chłopak dał mi klucze do swojego domu, chociaż sam musiał pracować do późna. O każdym z tych wydarzeń mogłabym długo opowiadać, a było ich o wiele więcej - stwierdza.

Trzy lata temu nieopodal tarasów ryżowych na Filipinach Alicja nocowała u rodziny poznanej w okolicy. Byli to bardzo prości i ubodzy ludzie. Jak przyznaje sądeczanka, w tamtych stronach edukacja jest na niskim poziomie, więc wielu ludzi nie kojarzy nawet do końca gdzie jest Europa, a co dopiero Polska.

- Dla nich mój świat był tak samo egzotyczny jak dla mnie ich. Pokazywałam im na zdjęciach z telefonu jak wygląda Warszawa, jakie mamy pory roku. Dla nich widok jesieni i zimy jest zupełnie obcy. Oglądali i słuchali mnie z otwartymi ustami - wspomina.

- Z kolei pewnego poranka szłam w Kazachstanie przez step z kanionu Szaryńskiego w stronę głównej trasy. W tamtym miejscu zaczynano wtedy budowę drogi i w mojej tułaczce poratował mnie kierowca wielkiej ciężarówki, który podwiózł mnie parę kilometrów. Z moim łamanym rosyjskim udało mi się z nim porozumieć i dowiedziałam się, ze miał babcię z Polski – od razu mieliśmy sztamę. Polacy generalnie lubią podróżować i trudno znaleźć miejsce, w którym 
nas jeszcze nie było. Na przykładzie mojego podróżniczego doświadczenia mogę stwierdzić, ,,lokalsi" odbierają nas bardzo pozytywnie - zaznacza Alicja Lorek.

Kanion Szaryński w Kazachstanie

Truskawki w majonezie

Alicja przyznaje, że lubi próbować nowych kuchni, ale zdecydowanie nie ciągnie jej do ekstremalnych doświadczeń w tej dziedzinie. W czasie podróży do Azji miała najwięcej okazji, żeby spróbować zupełnie nowych rzeczy, ale po kilku dniach prawdopodobnie z powodu bardzo niskiej higieny w tamtejszej gastronomii, dostała zatrucia pokarmowego i odechciało jej się ,,dziwnych" potraw.

;Hong Kong: suszone ośmiornice- Mimo wszystko, nawet kiedy człowiek nie szuka nowych wrażeń w podróży,  to je napotyka. Po bardzo długim spacerze w Hong Kongu zrobiłam się głodna i chciałam coś zjeść. Jak na złość w okolicy nie widać było żadnych knajp, a jedynie sklepy rzemieślnicze. Szłam więc dalej przed  siebie i robiłam się co raz bardziej głodna. W pewnej chwili doszłam do dzielnicy, w której znajdowały się sklepy z suszoną żywnością morską. Zapach był tam dla mnie koszmarny, a wzdłuż ulicy podziwiać mogłam suszone ryby, ośmiornice, płetwy rekinów czy też koniki morskie. W końcu byłam już naprawdę głodna i zdesperowana i weszłam do pierwszej  restauracji jaką zobaczyłam. Menu było ubogie, ale zamówiłam w końcu tosty i sałatkę owocową. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy dostałam tę sałatkę – były to owoce w majonezie. Generalnie coś jak nasza sałatka jarzynowa, tylko zamiast jarzyn były tam kawałki arbuza, truskawek czy ananasa - opowiada.

Zaś w Libanie, kiedy zamówiła do śniadania białą kawę, kelnerka przyniosła jej filiżankę z przezroczystym płynem. Alicja zastanawiała się, kiedy dostanie saszetkę np. z kawą 2 in 1, ale się nie doczekała. Okazało się, że w filiżance znajdował się napar ziołowy z ekstraktem różanym, który w Beirucie najwyraźniej nazywa się białą kawą.

Biała Kawa w Libanie

Zdjęcia to nie wszystko!

- Jest wiele takich obrazów w mojej pamięci. Zwłaszcza kiedy podróżuję sama i mam czas napatrzeć się na otoczenie, oprócz zdjęć aparatem, staram się robić ,,zdjęcia w pamięci". Takie zdjęcia są czymś więcej, bo umieszczam na nich też swoje emocje, zapachy, dźwięki otoczenia i drogę, która mnie do nich zaprowadziła - wyznaje podróżniczka. Jeden znajpiękniejszych krajobrazów, jakie widziała, to panorama jeziora Song Kol w Kirgistanie. Dotarcie tam było okupione przez Alicję dwoma dniami w siodle na pół-dzikim koniu i jazdą w ,,ekstremalnych warunkach gruntowo-pogodowych".

- Tak nazwę przedzieranie się przez około czterotysięczne, kamieniste szczyty w czasie burzy śnieżnej. Po nocnym odpoczynku (choć to górnolotne nazwać odpoczynkiem trzęsienie się z zimna w jurcie pod pięcioma kocami) wyszłam na szeroki teren, niemal bezludny (w maju nie 
było tam jeszcze prawie nikogo), a przede mną rozpościerała się najbardziej niezwykła panorama. Pod stopami miałam oszronioną, ale jednak zieloną trawę, która dalej przechodziła w głęboko błękitne wody gigantycznego jeziora. Za wodą malowały się ośnieżone pagórki, a nad nimi małe, idealne obłoczki i jasne niebo. Jezioro Song Kol jest tak duże, że z różnych jego stron panuje różny klimat, a to wszystko 3 tysiące metrów nad poziomem morza - opowiada.

Kirgistan Jezioro Song Kol

Myślami powraca także do wspinaczki po wzgórzach pod wulkanem Mayon na Filipinach, trekkingu konnego po wysokich kirgiskich górach albo noclegów w oazie na egipskiej
pustyni. W Europie jak dotąd najbardziej zaskoczyło ją piękno i różnorodność przyrodnicza malutkiej Słowenii, czy też ,,swojski" klimat południowej Walii.

Przewodnik podczas trekingu w Kirgistanie

Oprócz niezwykłych krajobrazów, jakie miała okazję zobaczyć podróżując po świecie, wspomina na wspaniałych ludzi, których poznała, a którzy okazali jej mnóstwo życzliwości i podali pomocną dłoń. Pod tym względem w jej rankingu zdecydowanie wygrywają mieszkańcy Libanu.

Anioł Stróż 

Tata Alicji jest niewidomy i jak przyznaje podróżniczka, to bardzo wymagający odbiorca.

- W przeciwieństwie do mojej mamy, nie zobaczy zdjęć na Instagramie, nie przeczyta wpisów na blogu. Wszystko muszę mu opowiadać ze szczegółami. Jest to dla mnie nieraz spore wyzwanie, ponieważ tato lubi pytać o rzeczy, na które ja sama z siebie nie zwracam specjalnie uwagi - wyjaśnia. Jej rodzicom trudno jest nadążyć za córką, jednak przyzwyczaili się do jej wyjazdów i mają do niej pełne zaufanie. Mama zawsze jej powtarza, że ma dobrego Anioła Stróża.

- Chyba faktycznie tak jest! Zawsze też, dopóki nie jestem poza zasięgiem, staram się często odzywać do rodziców, żeby nie musieli za bardzo się martwić. Muszę dodać, że jestem bardzo wdzięczna rodzicom za to, że kiedy byłam młodsza, chętnie finansowali moje wycieczki, to wpłynęło na fakt, że podróże przerodziły się dziś w pasję - wyznaje.

Alicję możecie śledzić czytając jej bloga: www.europodroznik.pl , instagram: europodroznik.pl i facebooka: Europodróżnik. - Kiedy je zakładałam, myślałam, ze będę głównie jeździć po Europie, a z  czasem tak wyszło, że ciągle trafiam coraz dalej i dalej. Zachęcam do obserwowania, bo na pewno powiadomię tam, jeśli będzie okazja do spotkania na żywo/prelekcji podróżniczej. Jeśli ktoś chciałby mi zaproponować udział w takim wydarzeniu, to również może się kontaktować 
przez te media - zaznacza Alicja Lorek.

Fot. Z arch. Alicji Lorek

WIŚNIAMAŁALIP

Wypowiedz się w tej sprawie