Oddajmy ludziom sztukę!

Rozmowa z prof. dr. hab. Andrzejem Bednarczykiem, rektorem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie

– Bywa Pan często w Starym Sączu?

– Jako młody chłopak chodziłem sporo po Beskidach, więc zdarzało się, że wpadałem do Starego Sącza. Później już nie miałem okazji. Zapamiętałem to miasto jako materializację rodzinnych opowieści. Mój tata urodził się pod Lwowem, z kolei z terenów Krowicy Hołodowskiej czy Krynicy pochodzili jego przyjaciele. Podsłuchując ich rozmów, jako chłopiec, w głowie tworzyły się obrazy, jak wygląda świat. I właśnie będąc w Starym Sączu, czułem materializację tamtej atmosfery. Stary Sącz nigdy nie wyglądał jak dekoracja turystyczna. Zapamiętałem go jako  prawdziwe miasto, ze swoją tożsamością. Nigdy jednak nie zabawiłem w nim na tyle długo, żeby poznać je bardziej i jego mieszkańców.

– Wraca Pan do Starego Sączu po wielu latach, jako rektor krakowskiej ASP, z propozycją współpracy. Dlaczego wybrał Pan akurat to miasto jako partnera wspólnych działań z uczelnią?

– Pierwszy powód jest taki, że my, artyści, i Akademia potrzebujemy zacząć funkcjonować w większym połączeniu ze światem dookoła. Nie odwracać się od tego. Przecież dzisiaj sztuka i cała cywilizacja funkcjonuje na połączeniach, w sieci. Dlatego, kiedy objąłem funkcję rektora ASP [w 2020 r. – przyp.red.], jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłem, to podjęcie rozmów, które pozwolą pootwierać lokalne kanały. Szczególnie z takimi miastami, które są inne niż Kraków. Zaczęliśmy więc rozglądać się za miejscami w Małopolsce, które mają swój charakter. Po to, by wymieniać się tą odmiennością. Szukaliśmy miejsc, które też ze swojej strony mogą coś zaproponować. Trafiłem akurat na Stary Sącz, bo sama pani przecież wie, jak dużo się tu dzieje. Ponadto, jak już powiedziałem, Stary Sącz nigdy nie był dekoracją turystyczną, na co my cierpimy w Krakowie.

– Jestem jednak ciekawa, jak te działania są postrzegane z perspektywy Krakowa?

– Wyniki mojego szpiegowania (śmiech) pokazują, że społeczeństwo Starego Sącza jest w jakimś stopniu ewenementem jeśli chodzi o normalną, zwykłą frajdę z kultywowania tradycji. Tutaj ludzie jakoś szczególnie potrafią cieszyć się ludowym strojem. Starosądeczanom udało się uchronić przed tym, co nazywam cepeliozą, czyli takim sztucznym nadęciem wokół dawnych, regionalnych obyczajów. W ASP rozpoznaliśmy to jako bardzo frapującą rzecz. Kolejna sprawa to stosunek władz miasta do kultury, co – jak mogłem zobaczyć podczas ostatniej wizyty w Starym Sączu – ma też materialne przełożenie. Z zazdrością patrzyłem na powstający nowy obiekt Centrum Kultury i Sztuki – Galerię Sztuki Współczesnej IMO przy Rynku. Ale nie chodzi tylko o miejsce. Ludzie, którzy się tym zajmują, szef tego ośrodka Wojciech Knapik czy Małgorzata Kaczmarska mają bardzo ciekawe pomysły i plany. Oni po prostu coś chcą! Z takimi ludźmi więc też chce się współpracować. Trzecia rzecz, która czyni ze Starego Sącza odmienne miasto, to słynny już na całą Europę Starosądecki Festiwal Muzyki Dawnej. Kolejną sprawą są również wspaniałe zabytki, a my przecież mamy Wydział Konserwacji i poszukujemy ciekawych problemów konserwatorskich.

– To na tym ma polegać ta współpraca ASP i Starego Sącza – miasto udostępni przestrzeń, a studenci Akademii wypełnią ją swoją pracą? Wykonają na przykład prace konserwatorskie w Oficynie Raczków? (…)

To tylko fragment rozmowy. Całość w najnowszym wydaniu “Dobrego Tygodnika Sądeckiego” – dostępnego za darmo pod linkiem poniżej:

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.