Nowy Sącz: Kamil - poszukiwacz nadziei

Kamil ma 23 lata i nie ma komputera. Kilka dni temu nie miał też telefonu. Ale co tam komputer, telefon... Kamil nie ma też matki, nie ma ojca, nie ma własnego domu, nie ma pracy. Ma za to marzenia. Chciałby mieć własną rodzinę i być samodzielny. Nie ma pojęcia, kiedy to będzie możliwe. Jednego jest pewien: musi iść przez życie zupełnie inną drogą niż ta, którą poszli jego mama i brat. Mama piła. Brat odsiaduje wyrok za współudział w zabójstwie.

- Ale ja jestem przecież sobą. Chcę inaczej żyć, uczciwie zarabiać na siebie i rodzinę, którą mam nadzieję kiedyś mieć – mówi.

BOCHENSKI

Bez komputera i bez telefonu ciężko zacząć spełnianie takich marzeń, więc Kamil korzysta z gościnnych miejsc, gdzie ktoś życzliwy pozwala mu zasiąść przed monitorem i przejrzeć oferty pracy. Bywa gościem w sądeckiej bibliotece. Niedawno trafił też do biura, w którym codziennie do wieczora dyżuruje doradca zawodowy, albo pośrednik pracy. Biuro jest blisko miejsca, gdzie po trudnych życiowych przejściach Kamil znalazł dach nad głową.

Mieszka w domu wspólnoty Emaus prowadzonym przez Nowosądeckie Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. O mieszkańcach tego domu mówi się „bezdomni”, ale to nie do końca tak jest. Przecież mają dom, tyle tylko, że wspólny i tymczasowy. Taki dom na przeczekanie do lepszych czasów. Dom – trampolinę do własnego kąta, na który każdy ma szansę zapracować. Kamil chce się od tej trampoliny odbić.

W biurze zlokalizowanym niemal po sąsiedzku z domem wspólnoty Emaus jej najmłodszy mieszkaniec trafił na kogoś, kto miał oczy i uszy otwarte. Ten ktoś to pani Magda. Magda jest doradcą zawodowym. Opowiedział jej swoją historię.

Urodził się w wiosce pod Tarnowem. Ojca nigdy nie poznał. Mama - alkoholiczka zmarła, gdy był kilkuletnim chłopcem. Trafił pod opiekę babci, ale i ona odeszła do lepszego świata. Brat, Przemek też odszedł, tyle że do gorszego świata - za więzienny mur. Siedzi już jakieś sześć lat. Posiedzi jeszcze trzy razy tyle. Rodziną zastępczą dla Kamila zdecydowała się być jego ciocia mieszkająca w podsądeckiej Niskowej. Tak trafił w okolice Nowego Sącza. W końcu nastał ten czas, gdy młody człowiek powinien sam o siebie zadbać. Komuś, kto opuszcza rodzinę zastępczą, państwo daje do ręki kilka tysięcy złotych. Kamil dostał cztery tysiące. Rozeszły się.

- To głupie było, wiem…. Miałem kiepskie towarzystwo. Popełniłem błąd. Zamiast wynająć jakiś pokój, rozpuściłem te pieniądze – wzdycha.

Do krewnej z Niskowej już nie wrócił. Do wyboru była ławka w parku lub wspólnota Emaus. Wybrał Emaus.

- To uczciwy młody człowiek. Nie mamy z nim żadnych kłopotów. Warto mu pomóc - mówi Robert Opoka, dyrektor domu. I dodaje, że najlepszą pomocą byłaby rzeczywiście praca. Na początek jakaś prosta. Taka, w której Kamil nabędzie zawodowej ogłady.

Skończył zawodówkę. Uczył się w kierunku chemii i technologii żywności. Zna na poziomie podstawowym język angielski, świetnie mu idzie obsługa komputera. Jest po kursie kelnerskim. Jak mówi – jego marzeniem jest praca przy obróbce filmów. Wie, że dziś to mało realny cel, ale może kiedyś…

Gdy kilka dni temu przyszedł do biura przy ulicy Żeglarskiej, znów z prośbą o możliwość skorzystania z komputera, dostał od doradczyni - pani Magdy aparat telefoniczny w prezencie. Obiecał, że postara się o to, żeby w aparacie była karta i żeby przyszły pracodawca mógł się do niego dodzwonić.

A może Ty masz pracę dla Kamila, albo wiesz o kimś, kto mógłby dać mu szansę? Jeśli tak prosimy o kontakt z redakcją DTS.

Fot. Iwona Kamieńska

Czytaj więcej:

Jan Duda

Wypowiedz się w tej sprawie